Ziemia na wolnych obrotach
Dodatkowa sekunda w 2008 r. musi cieszyć, gdyż był to dla Polaków rok naprawdę niezły.

Felieton ukazał się w tygodniku POLITYKA 10 stycznia 2009 r.

Media podały, że miniony rok trwał o jedną sekundę dłużej, niż planowano. Rodzi się istotne pytanie: czy to dobrze i czy udało się nam tę sekundę właściwie wykorzystać?

Z jednej strony dodatkowa sekunda w 2008 r. musi cieszyć, gdyż był to dla Polaków rok naprawdę niezły. Jak wynika z badań CBOS, w minionym roku ponad połowa Polaków odczuwała „zadowolenie z tego, że coś im się w tym roku udało”, aż 47 proc. – „dumę z własnych osiągnięć”, a 44 proc. wręcz „zaciekawienie i podekscytowanie”. Czy w tej sytuacji mogło Polaków spotkać coś radośniejszego niż fakt, że mieli oni możliwość bycia zadowolonymi z życia, dumnymi z własnych osiągnięć, a także zaciekawionymi i podekscytowanymi – o jedną sekundę dłużej?

Wydawałoby się, że sekunda to ciut mało, ale jeśli zadowolenie z tego, że coś się udało, odczuwa 18 mln Polaków, daje to już 18 mln sekund, czyli 300 tys. minut, czyli 5 tys. godzin, a więc w sumie ponad 208 dni dodatkowego zadowolenia w skali kraju. Jeśli dołożyć do tego prawie 200 dodatkowych dni dumy z własnych osiągnięć i kolejnych 200 dni zaciekawienia i podekscytowania, jest się z czego cieszyć. Szkoda tylko, że dodatkowa sekunda pojawiła się dopiero pod sam koniec grudnia, gdy świat pogrążony był już w poważnym kryzysie, dzięki czemu kryzys ten trwał w mijającym roku o sekundę dłużej, niż miał trwać. Szkoda, że wiele osób o pojawieniu się dodatkowej sekundy dowiedziało się w ostatniej chwili, w czasie trwania hucznych zabaw sylwestrowych, gdy fakt ten docierał do nich słabo lub w ogóle, a możliwości jakiejkolwiek sensownej reakcji były mocno ograniczone.

Jeszcze większa szkoda, że uzyskana sekunda nie była efektem zbiorowego i solidarnego wysiłku nas – ludzi, ale wynikała z banalnego faktu, że pod koniec roku zmęczona Ziemia nieco niechlujnie i zbyt wolno obracała się wokół własnej osi. Wyraźnie widać, że w ostatnich latach planeta ta nie potrafi sprostać naszym rosnącym wymaganiom i dostosować się do precyzyjnych obliczeń atomowych chronometrów najnowszej generacji.

Wygląda na to, że do starej, wysłużonej Ziemi nie można już mieć tego zaufania co dawniej, dlatego kto wie, czy w niedalekiej przyszłości nie zmusi nas to do mechanicznego regulowania szybkości jej poruszania się. Dzięki podkręceniu ziemskich obrotów w latach kryzysów te niedobre lata z pewnością mijałyby nam szybciej. Z kolei w latach dobrej koniunktury Ziemia mogłaby pracować na znacznie wolniejszych obrotach, w wyniku czego jako Ziemianie uzyskalibyśmy cenne dodatkowe sekundy, minuty, a w przyszłości może i godziny, które moglibyśmy przeznaczyć na teatr, kino czy ciekawą lekturę.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj