Udaremnić udar
W leczeniu udarów mózgu liczy się każda minuta. Jak w Polsce wygląda ten wyścig z czasem?
Cień w mózgu  pokazuje uszkodzony  fragment tkanki mózgowej,  do którego nie dociera  krew i tlen. Na zdjęciu od lewej przedstawiono udary: przez zakrzep, przez zator i przez krwotok
Geisler FrankMedicalpicture/materiały prasowe

Cień w mózgu pokazuje uszkodzony fragment tkanki mózgowej, do którego nie dociera krew i tlen. Na zdjęciu od lewej przedstawiono udary: przez zakrzep, przez zator i przez krwotok

Artykuł ukazał się w tygodniku POLITYKA w listopadzie 2008 r.

Poranek. Czujesz drętwienie prawej ręki. Jest wyraźnie słabsza od lewej. Za chwilę opada kącik ust. Twarz lekko się wykrzywia, przeszywa ją dziwny grymas. W końcu dzieje się coś zupełnie niezrozumiałego: słyszysz bliską osobę i nie rozumiesz, co do ciebie mówi. Chwilowa niedyspozycja mija jednak sama. Wychodzisz do pracy i w wirze codziennych zajęć szybko o niej zapominasz. A jeśli to coś poważnego? Decydujesz się na wizytę u lekarza. W przychodni jak zwykle kolejka, rejestratorka nie ma czasu na dłuższą konwersację, więc chcąc oszczędzić czas, próbuje cię zbyć: objawy minęły? To na pewno po źle przespanej nocy. Przecież samo przeszło.

Udar udarowi nierówny

Nie tak powinny wyglądać pierwsze godziny pacjenta z udarem mózgu. Nawet takim jak ten – lekkim, przemijającym, po którym nikt nie pada nagle jak rażony piorunem. Choć może to wyglądać na hipochondrię, niepotrzebne zawracanie głowy lekarzom, ostrożność jest konieczna. Może to być bowiem zapowiedź dużego udaru – tak dzieje się w co piątym przypadku. W Polsce co rok dopada on 70 tys. osób. Prawie połowa umiera, bo pomoc przyszła zbyt późno lub nie była właściwa.

Objawy zatkania tętnicy w mózgu lub wylew krwi na skutek pęknięcia ściany naczynia są rzeczywiście niespecyficzne, nie tak alarmujące jak przy zawale serca – przyznaje prof. Anna Członkowska, kierująca II Kliniką Neurologii warszawskiego Instytutu Psychiatrii i Neurologii. Od lat, pracując w zarządzie Światowej Organizacji Udarów, zajmuje się leczeniem tej choroby, która – choć potocznie nazywamy ją wylewem – niejedno ma imię. Bo udar udarowi nierówny.

Już pierwsze jego oznaki mogą różnić się u każdego pacjenta: jeden odczuwa nagły silny ból głowy, drugi ma kłopoty z widzeniem, a inni przejściowy niedowład ręki lub nogi. Różne może być też pochodzenie tych dolegliwości: albo tętnicę docierającą do mózgu zatyka zakrzep (najczęściej z powodu miażdżycy) – wtedy mamy do czynienia z tzw. udarem niedokrwiennym, albo pod wpływem nadciśnienia krew zalewa fragment mózgu, uszkadzając znajdujące się w nim ośrodki – i jest to udar krwotoczny. – Kiedyś uważano, że udar krwotoczny przebiega gwałtowniej: pacjent traci świadomość i nie ma czasu na żadną pomoc – mówi prof. Członkowska. – Ale to nieprawda. Drobne krwotoczne udary, ukryte głęboko w mózgu, wcale nie muszą prowadzić do szybkiej śmierci. Trzeba umieć je rozpoznawać.

Czy lekarze to potrafią? W Polsce od 10 lat rozwija się sieć oddziałów wyspecjalizowanych w rozpoznawaniu i leczeniu udarów mózgu. W jej skład wchodzi już 111 ośrodków, z których jednak dopiero połowa spełnia międzynarodowe kryteria. – Do optymalnej liczby 120 takich oddziałów potrzeba nam już naprawdę niewiele – cieszy się moja rozmówczyni, choć kłopot może być poważny: skąd wziąć personel, by opieka nad pacjentami była na właściwym poziomie. Paradoksalnie to nie wyposażenie szpitali w urządzenia medyczne (takie jak aparaty USG czy tomografy komputerowe) jest przeszkodą w rozwijaniu wspomnianej sieci, lecz braki zatrudnienia: pielęgniarek, rehabilitantów, logopedów, radiologów. Każdy chory, by wrócić do pełnosprawności, musi mieć zapewnioną kompleksową pomoc z ich strony. O to w Polsce wciąż trudno.

Nowe metody leczenia

Dawniej pacjent po udarze mózgu skazany był na leżenie w łóżku, z którego najczęściej już nie wstawał. Stary, schorowany człowiek umierał z powodu powikłań odleżyn i zapalenia płuc. Dziś nie musi tak być. Nie dlatego, że do szpitali trafiają coraz młodsze ofiary nadciśnienia i miażdżycy (nawet czterdziestoletnie, na oko zdrowo wyglądające, u których zakrzep w tętnicy może być pierwszą oznaką tej podstępnej choroby), ale zwłaszcza dzięki nowym metodom leczenia. Jednak tu również, by kuracja była skuteczna, potrzebne jest skrócenie czasu upływającego od postawienia diagnozy do wdrożenia leczenia. Znaleziony w badaniu tomografii komputerowej zakrzep trzeba jak najszybciej rozpuścić specjalnym lekiem (tzw. tkankowym aktywatorem plazminogenu, tPA), który najlepiej działa do trzech godzin od wystąpienia pierwszych objawów. – Jeśli lek zostanie podany w ciągu pierwszej godziny, co drugi pacjent wraca do dawnej sprawności, jeśli do trzech godzin – jeden na siedmiu pacjentów. Im więcej czasu zabiera okres przed rozpoczęciem leczenia, tym szanse mniejsze – mówi prof. Członkowska. To oczywiście tylko statystyka. Na ostatnim zjeździe lekarzy (w Wiedniu) specjalizujących się w leczeniu udarów mózgu ogłoszono wyniki badań, z których wynika, że podanie tPA można stosować nawet do 4,5 godzin, choć trzeba liczyć się z tym, że wtedy tylko u jednego na 20 chorych wyniki kuracji będą bardzo dobre. Ale i tak u połowy udar będzie lżejszy.

W Stanach Zjednoczonych szybka kuracja rozpuszczająca zakrzep stosowana jest już od 12 lat, w Europie – od ośmiu, a w Polsce – od pięciu. Co nie znaczy, że we wszystkich krajach leczenie prowadzone jest właściwie i otrzymują je wszyscy potrzebujący. Niedościgniony wzór to Finlandia, gdzie 11 proc. chorych może liczyć na tak skuteczną pomoc. W Niemczech już tylko 5 proc., a we Francji i Grecji jeszcze mniej. W Polsce też są oddziały, gdzie odsetek leczonych w ten sposób pacjentów sięga 10 proc., choć w skali całego kraju leki rozpuszczające zakrzepy lekarze podają tylko 0,6 proc. chorych. Największą przeszkodą jest zbyt późne dotarcie do szpitala – z winy pacjenta, który bagatelizuje objawy, lub z winy pogotowia, które na wezwanie nie przyjeżdża natychmiast.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj