Odrobina zazdrości w miłości
Dotychczas było zwykle tak: on zdradza, ona tonie we łzach zazdrości, ale wybacza. Albo: ona kocha i jest wierna, on popada w obłędną, patologiczną zazdrość. Badacze życia społecznego obserwują istotną zmianę: mężczyźni zaczynają kochać i zazdrościć jak kobiety, a kobiety – zdradzać jak mężczyźni.
Zazdrość jest nieodłączną bliźniaczą siostrą miłości.
stokpic/Pixabay

Zazdrość jest nieodłączną bliźniaczą siostrą miłości.

Artykuł ukazał się w tygodniku POLITYKA w lutym 2004 r.

Zazdrość jest nieodłączną bliźniaczą siostrą miłości. Don Shrapstee, psycholog z Uniwersytetu Missouri w Rolla, ustalił, że człowiek, którego zżera zazdrość o ukochaną osobę, doznaje 86 emocji, m.in.: zranienia, samotności, rozpaczy, zagrożenia, niepokoju, niepewności, odrzucenia, złości, przygnębienia, przerażenia, upokorzenia, strachu. O ile stan miłości przyrównuje się do stanu odurzenia, o tyle zazdrość graniczy z utratą zmysłów. To nie z miłości biorą się miłosne zbrodnie, ale z zazdrości. Zwykle to on zabija – bo kiedy ona zostawiła uchylone okno, to po to, by mógł do niej wejść kochanek, bo kiedy kupiła nowe buty – to dla kochanka.

Ona zresztą także może zatruć życie zazdrością. Albo zabić, jak w tej historii sprzed lat. Spokojna dobra żona ugodziła męża śmiertelnie nożem. Mieszkańcy ulicy, przy której mieszkała, zebrali pieniądze na adwokata. Kobieta nie była w stanie wyjaśnić śledczemu, że patologicznie zazdrosny mąż kazał współżyć ze sobą – za karę za jej rzekome zdrady – na oczach dzieci i nakazywał im wąchanie bielizny matki w poszukiwaniu zapachu obcej spermy. Opowiedziała o tym wszystkim dziennikarce. Po reportażu w „Polityce” została zwolniona z aresztu, odpowiadała z wolnej stopy, wyrok nie był surowy. Upłynęło kilka lat, nim jako tako, otoczona opieką dzieci, doszła do siebie.

Nie wiadomo, skąd się w ludziach bierze kompleks Otella – patologiczne pragnienie, żeby posiadać partnera na własność. A jeśli on/ona nie wyłącznie dla mnie – to dla nikogo. Szczęśliwie zazdrość płynie zwykle spokojniejszym nurtem.

Kultura, rzecz jasna

Biada temu, kto uwierzy w mit o miłości numer jeden – że aż po grób. Nie ma takiej, chyba że grób zdarzy się w tak młodym wieku jak w przypadku Romea i Julii. Natura, twierdzi Helena Fisher, autorka „Anatomii miłości”, książki z europejską karierą, wpisała kobietę i mężczyznę w niewierność jak źrenicę w oko. Gdy w czasach jaskiniowych, sądzi Fisher, rodziło się dziecko, ojciec i matka pozostawali w parze, aby się nim zajmować. Czteroletnie – przechodziło pod opiekę grupy plemiennej. Para nie musiała już być razem, rozpadała się i łączyła w inne konfiguracje, aby znów wydać potomka.

Jesteśmy stworzeni do rozmnażania się i z tego powodu ciągnie nas do zdrady. Z dużą skutecznością. Właśnie w czwartym–piątym roku małżeństwa następuje koniec miłości – uważa Fisher. Wierność, czyli wyrzeczenie się innych partnerów, nie jest więc produktem biologii, lecz kultury.

Niestety, nigdy z góry nie wiadomo, co w człowieku weźmie górę – biologia czy kultura. Z badań Zbigniewa Izdebskiego wynika, że 91 proc. żyjących w stałych związkach nie ma żadnych obaw co do tego, że ich partner dopuszcza się zdrady, a 96 proc. jest o tym wręcz przekonanych. O święta naiwności! Z ustaleń Polskiego Generalnego Sondażu Społecznego z 1995 r. wynika, że do zdrady przyznawała się u nas co piąta osoba.

„Uczucie niepokoju, lęku przed utratą czegoś lub kogoś mającego dużą wartość” – definiuje zazdrość Zbigniew Lew Starowicz w Słowniku Encyklopedycznym. Niewielkie odruchy zazdrości, kontynuuje seksuolog, są z reguły wyrazem niepokoju związanego z nieobecnością partnera lub jego zachowaniami, np. kokieterią. Bierze się też zazdrość z poczucia odrzucenia lub niezaspokojenia emocjonalnego w związku.

Związek bez odrobiny zazdrości jest jak rumsztyk bez pieprzu i soli – mdły.

Partner musi być trochę zazdrosny – mówi 21-letnia Agata Wójcik, studentka pedagogiki. – Mam wtedy poczucie, że jestem atrakcyjna, że sexy, że coś dla niego znaczę. Niestety, mój obecny chłopak jest bardzo rzadko zazdrosny. Twierdzi, że nie ma powodu. Ja sama jestem zazdrosna.

Odrobina zazdrości pomaga – mówi Anna Lubicka (z herbaciarni U Dziwisza w Kazimierzu Dolnym). – To kropla pikanterii, która potraktowana z dowcipem, humorem doda barw spotkaniom.

Zazdrość jako przyprawa do miłości jest absolutnie do zniesienia. I choć nadgryza spokój, to przynosi rausz. Funkcjonuje zresztą także jako czujniki. Kto go nie uruchamia, grzeszy pychą. Powinien zapamiętać dane wcześniej tu przytoczone.

Małżonkowie syjamscy

Pewien bardzo znany i stary profesor Uniwersytetu Warszawskiego zakochał się onegdaj w swej studentce i wyznał to żonie, ta zaś z miłości do męża sama zaangażowała tę studentkę. Stary filozof nie był już czynny pod względem seksu i żona bez obawy mogła mu osłodzić ostatnie, jak się okazało, miesiące życia. Starość patrzy na zazdrość z dobrotliwym uśmiechem.

W młodszym wieku aż taka wspaniałomyślność nie jest możliwa, aczkolwiek są osoby, które zazdrość redukują. – Ufam bez zastrzeżeń swemu mężowi – mówi Anita Kobylańska, ekspedientka z Galerii Centrum w Warszawie. – Czułabym się upokorzona sprawdzając, czy na wieczorze kawalerskim są jakieś dziewczyny, czy nie.

Dla kobiet nowoczesnych i wyzwolonych obserwacja dzielonego z partnerem pola byłaby poniżej ich godności. Zupełnie wyprane z zazdrości są też małżeństwa symbiotyczne, o których często pisze warszawska terapeutka Wanda Sztander. Granice między ja i ty zostają rozmyte, oboje stapiają się w my. To samo lubią, tak samo myślą, jedno jest echem drugiego.

Słabo manifestuje się zazdrość także w związkach luźnych – on ma swoje życie, ona swoje, nie wchodzą sobie w drogę, oddzielne kasy, towarzystwo, wakacje, bliskie związki z ukochanymi mamusiami. Plus porównywalne sukcesy zawodowe. Zbyt słaba integracja, aby pojawiła się zazdrość.

Lepszy radar

Zazdrość pojawia się w krajobrazach małżeńskich, nawet tych symbiotycznych czy luźnych, zazwyczaj nie od razu i nie wybuchowo. Niby nic, ale żona spostrzega, że mąż staje się apatyczny, zionie lodem, a ona w widoczny sposób budzi w nim irytację. W łóżku – mechaniczny. Lub przeciwnie – wprowadza nieznane przedtem innowacje. Mąż widzi, że żona odsuwa się od niego w nocy. Że ma nieobecne oczy. Nie może żyć bez spotkań z przyjaciółkami, które ślą esemesy – jakby były lesbijkami.

Kobieta ma w sobie lepszy radar. Szybciej rejestruje drobiazgi – inaczej zawiązany krawat, podejrzane plamy, obce zapachy, głuche telefony. Mężczyzna zwykle dłużej bywa głuchy i ślepy.

Jeśli klient przychodzi sam, wiem, że ma problem – mówi Jakub Zagórny, barman z klubu Paparazzi w Zakopanem. – Zawsze próbuję pomóc, porozmawiać, ale przy zazdrości nic się nie da zrobić. Po facetach mniej widać, że zazdroszczą. Im bardziej zalani, tym głębiej to chowają. Natomiast kobiety są bardziej zazdrosne. Jednocześnie nie potrafią tego ukryć. Szczerzą zęby na swoich partnerów, jak tylko poczują się zagrożone.

Kobiety lepiej czują zdradę, bo więcej mają do stracenia. Amerykański psycholog ewolucyjny David M. Buss, autor wielu książek o emocjach życia rodzinnego, jest zdania, że zazdrość to wykształcony w prawiekach stary mechanizm. Kobietę i jej dzieci miał on zabezpieczać przed utratą mężczyzny, który bronił przed niebezpieczeństwem i przynosił mięso z polowania. Wtedy zatrzymanie go przy sobie oznaczało przeżyć lub nie. Teraz straty nie muszą być aż tak definitywne, ale jednak wciąż oznaczają raczej życie solo, z dziećmi, z mniejszymi dochodami, z wyłączeniem z życia towarzyskiego.

Shirley Glass, amerykańska specjalistka od zdrady, ustaliła, że 44 proc. badanych przez nią mężczyzn, którzy dopuścili się zdrady, nie czuło żadnych lub tylko szczątkowe emocje w stosunku do partnerek pozamałżeńskich. Badania J.L. Caroll, K.D. Volk i J.S. Hyde pokazują, że 61 proc. mężczyzn nie potrzebuje uczucia, żeby pójść z kobietą do łóżka. „Dlaczego kobiety – pytał jeden z badanych – nie chcą zrozumieć, że seks nie różni się od gry w tenisa? Grając z jednym partnerem umarłbym z nudów”.

Powiada się, że szczęśliwy mężczyzna, który ma wszystko co trzeba – obiad, seks, wyprane koszule, zrozumienie – nie zdradza. To mit.

David M. Buss jest zdania, że zdradza swe żony także wielu mężczyzn szczęśliwych w małżeństwie – z ciekawości. I z przyczyn fizjologicznych: ludzie z wysokim poziomem enzymu w mózgu – monoaminooksydazy – nie cierpią stagnacji i lubią życie bujne. Rozpycha ich testosteron.

Jednak zdradzając nie myślą o rozwodzie. Żona to żona, sprawdzony bezpieczny odgromnik: spłyną po nim wszelkie burze. Shere Hite, amerykańska psycholog, pytała, jak mężczyźni widzą swe zdrady. Uważają oni, że przygody nie mają najmniejszego wpływu na ich związek z żoną pod warunkiem, że ona o nich nic nie wie.

Z licznych amerykańskich badań wynikało dotychczas, że faktycznie, kobiety do zdrady fizycznej ze strony męża przywiązują stosunkowo małą wagę. Miażdżąco mniejszą niż oni do fizycznej zdrady swych partnerek. Ostatnie jednak badania np. Davida DeSteno i Petera Saloveya dowodzą, że zdrada fizyczna jest dla kobiet coraz częstszym powodem zakwestionowania związku; jakakolwiek byłaby natura zdrady – stanowi ona sprzeniewierzenie się. Ból ten sam i zazdrość taka sama. Kobiety nie chcą już czuć się spokojną przystanią po jego burzach. Coraz więcej wśród nich silnych, twardych, świadomych. I – co nieuniknione – skłonnych do zdrady.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj