Zmora yorka
Yorki były niegdyś symbolem luksusu. Dziś widać je w podrabianych torebkach, a nawet na wiejskich podwórkach. To jedna z najpopularniejszych i najliczniejszych ras w Polsce.
York długo uchodził za rasę kobiecą.
Dan Callister/Rex Features/EAST NEWS

York długo uchodził za rasę kobiecą.

York ma pochodzenie plebejskie.
AP/EAST NEWS

York ma pochodzenie plebejskie.

Artykuł ukazał się w tygodniku POLITYKA w czerwcu 2012 r.

York długo uchodził za rasę kobiecą. To się zmieniło. I wcale nie chodzi tylko o gejów czy metroseksualnych, wielkomiejskich chłopców. Właścicielami yorków bywają policjanci, a nawet funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego; twardzi faceci, którzy nie wstydzą się okazywania emocji.

– Znak czasów. Prawdziwy facet nie musi podpierać ego przy pomocy psa. Nie ma kłopotu z tym, by iść na spacer z yorkiem. To ktoś, kto tylko udaje macho, a w głębi ducha jest tchórzem, kupi sobie mastiffa – mówi Dorota Sumińska, lekarz weterynarii i autorka książek o zwierzętach.

Ten trend objął także środowiska mafijne. Gangsterzy, zamiast prowadzić na smyczy pitbulle czy amstaffy, co automatycznie budzi podejrzenia, wolą ocieplać wizerunek przy pomocy małego, niegroźnego pieska. W ubiegłym roku yorki stały się nawet przedmiotem napadu. Dwóch bandytów, którzy wcześniej okradli bank, wdarło się na teren hodowli, pobiło właścicielkę i porwało parę szczeniaków.

Element popkultury

York ma pochodzenie plebejskie. Rasę wyhodowano w Anglii do tępienia myszy i szczurów w ciasnych domach biednych, robotniczych rodzin. Ale szybko przeważyła ozdobna funkcja yorka. Pokochały go starsze eleganckie damy, którym wystrojony w kryształy Swarovskiego piesek idealnie pasował do garderoby jako prestiżowy gadżet. Wtedy nabrał snobistycznego sznytu. Po tym, kiedy razem z torebkami celebrytek trafił na łamy plotkarskich gazet i portali, stał się elementem popkultury. Wybuchła masowa moda. W Polsce zaczęła się 10 lat temu.

– W samej Warszawie rodziło się blisko tysiąc szczeniąt rocznie, absolutny rekord wśród wszystkich ras – wspomina Elżbieta Chwalibóg, która od ponad 40 lat sędziuje na wystawach psów. Przy czym wtedy kupowano przede wszystkim yorki rodowodowe, z renomowanych hodowli. A taki pies może kosztować nawet do 2 tys. euro. Żeby szczeniak miał rodowód, jego rodzice muszą wziąć udział w przynajmniej trzech wystawach, gdzie samiec powinien otrzymać ocenę doskonałą, a suka bardzo dobrą. To kosztowna zabawa, więc szybko powstał rynek wtórny. Ruszyła produkcja tańszych wersji yorkopodobnych. Pewien przedsiębiorca, któremu zbankrutowała hodowla nutrii, w tych samych budach zaprowadził hodowlę yorków. Psy mnoży się na potęgę, bez przestrzegania żadnych zasad. – To, co widać na ulicach, to w wielu przypadkach jakieś obrzępały, a nie yorki – ocenia Elżbieta Chwalibóg. – Bez papierów, bez przeglądu, nie wiadomo po czym. Kundelki, tyle że w typie rasy.

Beata Fedak, właścicielka salonu Modny Pies, która hoduje yorki od 20 lat, twierdzi, że zakup u pseudohodowcy to loteria.

– Może się trafić całkiem ładny piesek, ale znam przypadki, gdy szczeniak wyglądający jak york w pewnym momencie zaczął łysieć. Okazało się, że był skrzyżowany z grzywaczem chińskim. Inny z kolei z jamnikiem – opowiada.

Dziś yorkopodobne można kupić już za kilkaset złotych. Na Allegro, na giełdach i bazarkach. Co prawda ustawa zabrania handlowania psami bez rodowodu i mnożenia ich poza hodowlami zarejestrowanymi w Związku Kynologicznym, ale od czego pomysłowość. Pojawiają się ogłoszenia: sprzedam smycz, pies gratis. Zarejestrowani hodowcy narzekają, że rynek jest zepsuty i coraz trudniej znaleźć chętnych na rodowodowe szczeniaki. A na ulicach i tak widać coraz więcej yorków. Na warszawskiej Pradze wypierają powoli psy ras bojowych. Ulicą Ząbkowską dziewczyny dresiarzy paradują z yorkami noszonymi w podrabianych torebkach Louis Vuitton. Na wiejskim podwórku stanowią emblemat miejskiego sznytu.

Idealny pies dla pracoholika

Yorki to nie tylko celebrycka moda. Pełnią też inne funkcje społeczne. – Dzięki swoim rozmiarom mają szansę świetnie funkcjonować w świecie współczesnego człowieka – ocenia prof. Wojciech Pisula, psycholog i etolog z Polskiej Akademii Nauk. – Są szczególnie atrakcyjne dla osób potrzebujących partnera, nad którym mają pełną kontrolę.

York to namiastka kontaktu z naturą; bezpieczną, sterylnie czystą, całkowicie oswojoną, a w dodatku antyalergiczną, bo sierść yorka przypomina ludzkie włosy i nie uczula.

Nie jest jasne, czy ograniczenia „zakaz wstępu dla psów” ich dotyczą. W każdym razie ich właścicielki traktują takie tabliczki z pobłażaniem: przecież to york, tłumaczą. To idealny pies dla pracoholika. Raz, że przenośny i można go zabierać w miejsca, gdzie inne rasy stanowiłyby problem. Dwa niespecjalnie kłopotliwy w kwestii spacerów. W ostateczności, jak trzeba, załatwi się do kociej kuwety.

– Co prawda, to jest terrier, a więc rasa ruchliwa, ale ma krótkie nóżki i może się wybiegać na małej powierzchni – mówi Dorota Sumińska. – W czasie gdy właściciel zrobi cztery kroki, york zrobi 44.

Groźny świat zewnętrzny i wewnętrzny

Świat zewnętrzny jest dla yorków groźny. W miejscach publicznych lepiej je nosić. Przy tych rozmiarach łatwo mogą zaplątać się między nogami przechodniów.

– Ludzie tego nie rozumieją – denerwuje się pani Bogusia, klientka Modnego Psa. – Na bazarku pytają mnie, czy mój Kubuś nie ma nóg, że stale mam go na rękach. Przecież tam jest tłok, ktoś mógłby go rozdeptać.

Wnętrza też mogą być groźne. Dla szczeniaka krzesło czy kanapa to jak balkon bez barierki dla niemowlaka. Jak spadnie, może połamać nogi, a nawet skręcić kark. Dla miejskich singli, par gejowskich czy starszych małżeństw, bezbronny, wymagający opieki york bywa więc namiastką dziecka. Nie tylko trzeba go nosić, ale też często kąpać, czesać, a zimą ubierać.

– To nie jest fanaberia. Rasa z tym typem sierści naprawdę marznie – przekonuje Elżbieta Zajkowska, prowadząca sklep z akcesoriami dla yorków. Sama ma yorki od 35 lat i pamięta czasy, kiedy musiała im robić ubranka z rękawów starych swetrów. A kiedy znajomy sportowiec, mistrz olimpijski Janusz Pyciak-Peciak przywiózł jej z Londynu zielony golfik dla yorka, była sensacja na pół Warszawy. Teraz ubranka dla yorków podążają za trendami ludzkiej mody. W sklepie Elżbiety Zajkowskiej są parki z kapturami, dżinsowe spodenki, szkockie spódniczki, ubranka kowbojskie i stroje plażowe z siateczki, a nawet specjalne buciki.

– Jest w tym jakiś element tęsknoty za dzieciństwem, za zabawą lalkami – przyznaje Beata Fedak, która wcześniej hodowała dogi.

Namiętności wokół yorka

Sytuację yorka można porównać do sytuacji blondynki z dowcipów. Bardzo często są postrzegane stereotypowo: rozpuszczona, wredna, szczekliwa rasa, bez powodu wpadająca w nerwowy dygot, głupia do tego stopnia, że nie jest w stanie nauczyć się, żeby nie sikać w domu. Zdarza się, przyznają obrońcy yorków, ale to wina ludzi, którzy traktują je jak maskotki, niczego nie uczą, a potem się dziwią, że nic nie umieją. Chyba żadne inne psy nie budzą tak skrajnych emocji: służący do lansu snobistyczny wytwór inżynierii genetycznej, parówka, szczur, oskubana kura, psia lalka Barbie – atakują na forach przeciwnicy. Zwolennicy zakładają internetowe „Kluby osób, które denerwuje to, że ludzie obrażają yorki” i równie żarliwie ich bronią. Skąd te namiętności? Negatywne zapewne nakręca celebrycka otoczka, która wykreowała tę modę. A pozytywne?

– Pies „do damskiej torebki” ma tę przewagę nad innymi, że może więcej czasu spędzać ze swoim właścicielem. To zaś skutkuje silniejszą więzią między psem a opiekunem – tłumaczy prof. Wojciech Pisula. – Zaczyna być postrzegany jako idealny i ekstremalnie przywiązany. To zaś uruchamia szczególnie intensywne zachowania opiekuńcze. I tak koło się zamyka.

Najwięcej powodów do narzekania na modę na yorki miałyby pewnie same yorki. Jak tłumaczy Dorota Sumińska, w przyrodzie nie ma nic za darmo. Nienaturalna, rasowa selekcja kosztuje. Także ta w kierunku miniaturyzacji. Zwiększa ryzyko wad wrodzonych. W przypadku yorków mogą to być problemy ze stawami, z niezarastającym ciemiączkiem czy zębami mlecznymi, które trzeba usuwać. Długa, jedwabista sierść yorków prowokuje różne dziwne pomysły właścicieli. By strzyc je na irokeza, modelować ogon na lwią kitę z pędzelkiem albo husarskie skrzydła, robić kucyki, zaplatać warkocze, a nawet farbować. Ale to i tak nic w porównaniu z zabiegami, którym poddawany jest pies przed wystawą. Tam nie pokazuje się strzyżonych yorków. Kandydat na championa musi mieć wąsy i szatę do samej ziemi, lśniące idealnie jak jedwab. Taki włos hoduje się długo i pies nie może z nim normalnie funkcjonować.

– Wsadzi mordę do miski i sobie zeżre wąsy albo poleci gdzieś w krzaki, wyszarga się, wszystko sobie powyrywa lub poprzydeptuje i nic z tego nie będzie – tłumaczy sędzia Elżbieta Chwalibóg.

Dlatego wystawiane yorki się papilotuje, to znaczy nakręca sierść na papierowe papiloty, na to płaszczyk, a na tylne łapy specjalne nakładki, żeby pies w naturalnym odruchu tego wszystkiego nie wydrapał.

Pseudoyorkom papiloty nie grożą, ale każda masowa moda na rasę w pewnym momencie osiąga punkt krytyczny. Ludzie kupują zwierzęta bezmyślnie i równie bezmyślnie się ich pozbywają. Do tego popyt prowokuje nadprodukcję, której coraz trudniej się pozbyć. To się zazwyczaj kończy tak samo – w schronisku. Pierwsze psy w typie yorka już tam trafiają.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną