Architektoniczna mieszanka Katowic

Zadymione i zielone
Katowice to mniejszy organizm w większym, a równocześnie większe miasto składające się z mniejszych miasteczek.
Polityka

Nowe Muzeum Śląskie, finalista Nagrody Architektonicznej POLITYKI za 2013 r. Cała ekspozycja będzie pod ziemią.
Marek Maruszak/Forum

Nowe Muzeum Śląskie, finalista Nagrody Architektonicznej POLITYKI za 2013 r. Cała ekspozycja będzie pod ziemią.

Wysokościowce zwane „kukurydzami” na Osiedlu 1000-lecia.
Artur Gierwatowski/Edytor.net

Wysokościowce zwane „kukurydzami” na Osiedlu 1000-lecia.

Centrum Katowic, okolice Spodka.
Artur Gierwatowski/Edytor.net

Centrum Katowic, okolice Spodka.

Katowicki Park Leśny, czyli 420 hektarów dzikiej przyrody w górniczym mieście.
Michał Szelest/Fotoloto

Katowicki Park Leśny, czyli 420 hektarów dzikiej przyrody w górniczym mieście.

Gmach Centrum Informacji Naukowej i Biblioteki Akademickiej zdobył Nagrodę Architektoniczną POLITYKI za 2011 r.
Tomasz Zakrzewski

Gmach Centrum Informacji Naukowej i Biblioteki Akademickiej zdobył Nagrodę Architektoniczną POLITYKI za 2011 r.

Przejeżdżając przez Śląsk, można nabrać podejrzeń, że istnieją tu byty daleko większe od pojedynczych miast. W oficjalnie przyjętym systemie Katowice należą do Górnośląskiego Związku Metropolitalnego Silesia, jeszcze szerzej – do Aglomeracji Górnośląskiej, a najszerzej – do Katowickiego Obszaru Metropolitalnego. Miasta przylegają do siebie tak ściśle, że często nie ma szans dostrzec granicy między jednym a drugim. Ponad 2 mln mieszkańców żyje tam na obszarze dwukrotnie większym od Warszawy.

Katowice są wśród nich największe zarówno pod względem powierzchni, jak i liczby mieszkańców (ok. 300 tys. wobec 218 tys. w drugim z kolei Sosnowcu i 196 tys. w Gliwicach). I choć w mieście mieszczą się wszystkie najważniejsze instytucje wojewódzkie, to trudno mówić o klasycznym centrum, takim jakim dla Mazowsza jest Warszawa, a dla Małopolski Kraków. – Tu ludzie przemieszczają się we wszystkich kierunkach i rano do pracy tak samo jadą z Katowic do Chorzowa, jak i w kierunku przeciwnym – podkreśla Maciej Borsa, szef katowickiego oddziału Stowarzyszenia Urbanistów Polskich. – Poza tym istnieją bardzo silne patriotyzmy lokalne, każące dystansować się nie tylko wobec sąsiednich miast, ale często także wobec mieszkańców sąsiednich osiedli, a nawet ulic.

Katowice oglądane z lotu ptaka prezentują się dość osobliwie. Centrum miasta znajduje się, nie jak to zwykle bywa i z nazwy wynika, w środku, ale na północno-zachodnim jego skraju. Na tyle asymetrycznie, że z Dworca Głównego do najbliższych północnych rogatek są zaledwie 3 kilometry, podczas gdy do najdalej położonych południowych – 15 km. Obrys tej wielkomiejskiej części łatwo wykreślić wzdłuż granicy z Chorzowem i Siemianowicami Śląskimi, a następnie wzdłuż drogi nr 86 i autostrady. Z tego zwartego miasta wypływa tylko jeden strumień zabudowy, sunący raz węższym, raz szerszym strumieniem na południe. Cała reszta, to ...zieleń.

Trzeba przyjechać do Katowic, by uzmysłowić sobie, że stereotypowy wizerunek dymiących kominów, kopalnianych hałd i ponurych familoków to przeszłość. Oczywiście, ciągle ich sporo, ale tym, co rzuca się w oczy najbardziej, jest właśnie zieleń. Ogromne lasy na południu miasta (w dzielnicy Murcki zajmują 86 proc. powierzchni!), imponujący Katowicki Park Leśny i Dolina Trzech Stawów, a na granicy miasta z Chorzowem Park Śląski. Trochę brakuje ogrodów i skwerów w samym centrum, ale ościenne dzielnice nadrabiają ów deficyt z naddatkiem. Lasy stanowią 42 proc. powierzchni miasta, a jeśli dodać do tego ogrody, parki czy ogródki działkowe, to wskaźnik wzrasta do 54 proc.!

Mają też Katowice pewien urbanistyczno-architektoniczny walor w Polsce wyjątkowy: w administracyjnych granicach miasta mamy do czynienia w gruncie rzeczy z kilkoma mniejszymi, wyrazistymi miastami, różniącymi się od siebie niemal wszystkim.

Secesyjne i socjalistyczne

Pierwsze miasto rozciąga się wzdłuż kolejowych torów, na północ od nich, sięgając po rzekę Rawę (częściowo schowaną pod ziemią), a na południu anektując pierwszych kilka przecznic. To Katowice najstarsze, bogatych, mieszczańskich, eklektycznych i secesyjnych kamienic oraz budynków użyteczności publicznej, z klasycznym układem ulic i kilkoma wielkiej urody placami: Wolności, Miarki i Andrzeja. Podobne do śródmieść Łodzi czy Bydgoszczy. Im bardziej zapuszczamy się na południe, tym bardziej odkrywamy miasto drugie: przedwojennego modernizmu. Historycy architektury nie mają wątpliwości – równie ciekawe budynki w tym stylu stawiano w owych czasach jedynie w stolicy i w Gdyni. Są wśród nich prawdziwe perełki, jak kościół garnizonowy, 17-kondygnacyjny „drapacz chmur” czy kamienice z niezwykłymi ogrodami zimowymi, a nawet z podziemnymi garażami.

By obejrzeć miasto trzecie, trzeba ponownie wybrać się na północ. To kawałek PRL, czyli Osiedle 1000-lecia. Podobne stawiano niemal ­wszędzie w kraju, ale Katowice zdają się przykładem wzorcowym. Kilkadziesiąt 14–27-piętrowych bloków stawianych sukcesywnie w latach 1961–91, wśród nich słynne „kukurydze” (wieżowce w kształcie kolb). Miasto dla 25 tys. mieszkańców i o rzadko spotykanym w kraju zagęszczeniu – 12,5 tys. mieszkańców na km kw. Dla jednych świadectwo mizerii socjalistycznej mieszkaniówki i kompromitacji modernizmu w stylu Le Corbusiera, dla innych – całkiem niezłe miejsce do życia. Wszak pomyślano tu o wszystkim, co trzeba: sklepach, przedszkolach i szkołach, przychodniach itp. A na spragnionych zieleni czeka (wystarczy przejść przez ulicę) rozległy Park Śląski. W efekcie w zorganizowanym przed dwu laty wśród mieszkańców sondażu aż 51 proc. pytanych uznało to osiedle za najlepszą dzielnicę Katowic.

Robotnicze

Miasto czwarte, jak na dawną stolicę przemysłu ciężkiego przystało, ujawnia wizerunek robotniczy. To tereny przemysłowe ciągle jeszcze czynnych kopalń (Wieczorek, Wujek, Murcki), ale też kopalń i fabryk już pozamykanych, których pozostałości, z mniejszym lub większym szczęściem, adaptuje się na różne potrzeby. Zaczęło się od projektów stosunkowo skromnych. W latach 90. reemigrant śląski Johann Bros zrewitalizował dwa obiekty: zabudowania browaru Petera Mokrskiego w Szopienicach oraz tzw. Szyb Wilsona w Nikiszowcu (stworzył tam niezwykłą galerię sztuki). Zaś w 2002 r. architekt Przemo Łukasik zaadaptował na mieszkanie dla siebie dawną lampiarnię zakładów Orzeł Biały.

Później przyszła pora na projekty większe. Kopalnia Gottwald zamieniła się w wielkie centrum handlowo-mieszkaniowo-biurowe o powierzchni kilkuset tys. m kw. (2005 r.), a kopalnia Katowice – w centrum kultury. Na ogromnych terenach po Hucie Silesia powoli pączkuje nowe centrum biurowe. I choć cały Górny Śląsk, a Katowice w szczególności, mają ogromny potencjał rewitalizacyjny, to efekty są dość skromne. Poza nielicznymi przypadkami uratowanej architektury przemysłowej większość stoi opuszczona, niszczeje lub już została przez złomiarzy nieodwracalnie zniszczona.

Drugie oblicze robotniczego miasta to oczywiście familoki i wszelka tzw. przykopalniana mieszkaniówka. Można ją spotkać w wielu miejscach Katowic, ale najlepiej wybrać się na wycieczkę po trzech „leśnych polanach” na południu miasta: Giszowcu, Nikiszowcu i Murckach. Giszowiec miałby szansę na tytuł jednego z najbardziej urokliwych miasteczek w Polsce. Zbudowany w latach 1906–10 według koncepcji miasta-ogrodu Ebenezera Howarda, składał się z dwu- i czterorodzinnych domków z własnymi ogródkami i centralnie usytuowanym ryneczkiem. Niestety, budowa w latach 70. XX w. ogromnego osiedla 10-piętrowych bloków mieszkalnych doprowadziła do nieodwracalnego zniszczenia tego niezwykłego założenia urbanistycznego. Do dziś przetrwało 30 proc. dawnej zabudowy.

Natomiast powstały w latach 1908–15 Nikiszowiec to dziś absolutny ewenement: zamieszkały skansen epoki przemysłowej, o niepowtarzalnej architekturze, rozwiązaniach urbanistycznych i atmosferze. Turystę wszystko tu urzeknie: familoki z surowej czerwonej cegły z nieoczekiwanymi detalami architektonicznymi, wielkie wewnętrzne podwórka, zabudowane mostki przerzucone między nimi itd.

Akademickie

Miasto piąte jest akademickie. Na razie składają się nań dwa oddzielne przyczółki wzdłuż alei Rożdzieńskiego: jedna, grupująca obiekty Uniwersytetu Śląskiego, a druga – Uniwersytetu Ekonomicznego. Łącznikiem między nimi jest wspaniały gmach Centrum Informacji Naukowej i Biblioteki Akademickiej. Ale plany władz miasta sięgają stworzenia ogromnej Dzielnicy Akademickiej. Myśli się o tym, by nie tylko połączyć oba obszary, poszerzyć je o tereny leżące na południe, ale budować i przenosić coraz to nowe placówki. Już rusza budowa Wydziału Radia i Telewizji, a w najbliższych planach jest Centrum Biotechnologii, trzy akademiki, hala sportowa. To o tyle ciekawe, że w dużych miastach nowe uczelniane kampusy sytuuje się na ogół na obrzeżach. Tu urósłby w samym sercu.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj