Katowice stolicą aglomeracji śląskiej?

Węgiel się kruszy
Katowice chcą zerwać z wizerunkiem miasta kopalnianych wież i przekonać, że są „miastem ogrodów” oraz sercem wielkiej, nowoczesnej Metropolii Silesia. Nieistniejącej.
Centrum handlowe Silesia powstało na terenie nieczynnej, katowickiej kopalni Kleofas.
Tomasz Jodłowski

Centrum handlowe Silesia powstało na terenie nieczynnej, katowickiej kopalni Kleofas.

Budynek IBM Katowice w A4 Business Park na rogu ulic Francuskiej i Damrota w Katowicach.
Michał Legierski/Edytor.net

Budynek IBM Katowice w A4 Business Park na rogu ulic Francuskiej i Damrota w Katowicach.

Szef jednej z zagranicznych firm, która poszukiwała miejsca do inwestycji, po wizycie w Katowicach dopytywał swego polskiego doradcy, dlaczego na liście potencjalnych lokalizacji zabrakło Śląska. „Wybieraliśmy, zgodnie z instrukcją, tylko duże miasta mające ponad 500 tys. mieszkańców. Na Śląsku takich nie ma” – wyjaśnił doradca. I rzeczywiście, ­Katowice, największe miasto regionu, mają ich niespełna 300 tys.

Ustawy metropolitalnej wciąż nie ma, jednak w sensie ­gospodarczym Silesia – śląska metropolia, wytwarzająca 8,7 proc. polskiego PKB – już istnieje.

Właśnie niedawno koncern IBM uruchomił w Katowicach Centrum Dostarczania Usług, specjalistyczną placówkę działającą w ramach globalnej sieci amerykańskiej firmy. Zajmuje się ona usługami informatycznymi, zarządzaniem systemami operacyjnymi serwerów, monitorowaniem systemów itd. Firma planuje, że do 2015 r. znajdzie tu pracę 2 tys. osób. Amerykanie nie kryją, że atutem Katowic okazała się możliwość pozyskania wysoko kwalifikowanej kadry i gwarancja, że jej nie zabraknie. Mają o to zadbać Politechnika Śląska, Uniwersytet Ekonomiczny i Górnośląska Wyższa Szkoła Handlowa. Duża liczba uczelni i instytutów naukowo-badawczych to poważny atut Katowic i szansa na rzeczywistą gospodarczą odmianę.

Katowice mają spory potencjał do tworzenia centrów usług biznesowych. Decydują o tym: korzystna lokalizacja, dobra infrastruktura, wykształcone kadry i rosnąca liczba nowoczesnych biurowców – mówi dyr. Rafał Oprocha z Jones Lang LaSalle.

Stolica Śląska konkuruje w tej dziedzinie z Wrocławiem i Krakowem niższymi cenami biurowców. W efekcie udało jej się przyciągnąć już takich graczy, jak Capgemini, ING, Unilever, Ericsson, Oracle, PwC.

Tąpania

Władze miasta marzą, by biurowce zasłoniły wieże kopalniane i kominy. Ale to nie takie proste. Katowice stoją na węglu, w przenośni i dosłownie. Pod miastem rozciągają się złoża i prowadzone jest wydobycie. Na mapę dzielnic można więc nałożyć siatkę złóż eksploatowanych przez kilka kopalń Katowickiego Holdingu Węglowego. To rodzi poważne problemy dla miasta, ale i dla holdingu. Tąpania, obniżanie się poziomu gruntu, podtopienia, pękające ściany domów i zapadające się jezdnie – dla modernizującego się ośrodka takie sąsiedztwo jest utrapieniem. Nie ułatwia to też pracy górnikom, którzy muszą stosować rozmaite skomplikowane rozwiązania techniczne, nie zawsze skuteczne, za to zawsze bardzo kosztowne. W efekcie katowicki węgiel kosztuje coraz więcej.

Kryzysy węglowe nadają życiu Śląska swoisty rytm. Najgorzej było w latach 90., bo PRL pozostawił po sobie niebywale rozbudowane górnictwo, produkujące 200 mln ton węgla rocznie i zatrudniające ok. 400 tys. pracowników. Nikt wtedy nie zwracał uwagi na koszty wydobycia, bo eksport węgla był dla państwa jednym z niewielu źródeł dolarów. Dostosowanie polskiego górnictwa do gospodarki rynkowej okazało się zadaniem trudnym, kosztownym dla budżetu, a co gorsza, w dużym stopniu nieskutecznym. Kopalnie są nadal państwowe i wciąż najczęściej nierentowne. Zatrudnienie spadło do ok. 100 tys. pracowników, a wydobycie do 76 mln ton węgla, z którym nie bardzo jest dziś co zrobić, więc kilka milionów ton zalega na hałdach. Górnicy zawsze potrafili bronić swych rozbudowanych przywilejów i dziś twardo przeciwstawiają się pomysłom prywatyzacji. Ich stosunkowo wysokie dochody są ważnym motorem nakręcającym śląską gospodarkę.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj