Kto rządzi w Poznaniu?

Maratończyk
Czy Ryszard Grobelny będzie rządził Poznaniem dwadzieścia lat?
Prezydent Ryszard Grobelny, biegacz długodystansowy; Poznań, maj 2014 r.
Jakub Walczak/Reporter

Prezydent Ryszard Grobelny, biegacz długodystansowy; Poznań, maj 2014 r.

Od lewej: Jan Kulczyk, Andrzej Szarmach, Piotr Florek i Ryszard Grobelny, Poznań, kwiecień 2012 r.
Marek Lapis/Forum

Od lewej: Jan Kulczyk, Andrzej Szarmach, Piotr Florek i Ryszard Grobelny, Poznań, kwiecień 2012 r.

Miejskie życie partyjne raczej więdnie i ogólna, powtarzana przez wszystkich diagnoza brzmi: w Poznaniu jakoś nie wyrastają osobowości polityczne. – Poznań jest specyficzny – można usłyszeć na każdym kroku. Specyficzny, bo nie lubi rewolucji, nagłych zmian, nie akceptuje w zasadzie „obcych”, czyli spadochroniarzy. – Poznań jest przywiązany do własnych tradycji, do ludzi żyjących tu od pokoleń – mówi Krystyna Łybacka, wieloletnia szefowa SLD w Wielkopolsce, którą w ramach odmładzania kadr w 2003 r. wypchnięto na margines, aby powrócić do niej, kiedy trzeba było partię ratować, najpierw w wyborach do Sejmu, a potem do Parlamentu Europejskiego (2014 r.). Bez trudu zdobyła miejsce w Sejmie i wygrała w starciu do PE, choć bez wielkiego zapału, deklasując startującego z Europy Plus Twojego Ruchu Marka Siwca. To dowód, że Poznań lubi solidność i powagę.

Ryszard Grobelny jest właściwie skazany na wygrywanie. Tu musi rządzić centrum, bo Poznań eliminuje skrajności. I tak było od 1989 r. Najpierw w mieście silni byli ci, którzy mieli poparcie Komitetu Obywatelskiego, potem Unii Demokratycznej i Unii Wolności, potem zaczęła się era Platformy Obywatelskiej. Dla PO Poznań był prawdziwą twierdzą, silniejszą, co może zaskakiwać, niż Gdańsk. Tu partia Donalda Tuska regularnie w wyborach parlamentarnych i samorządowych zdobywała ponad 50 proc. poparcia i mogła rządzić samodzielnie. Ale jednak z Grobelnym jako prezydentem, który był prawie z PO, ale wiadomo, że „prawie” czyni różnicę. Dziś PO, która w ostatnich wyborach parlamentarnych zdobyła 6 mandatów, wobec 2 PiS i po jednym dla SLD i Ruchu Palikota, słabnie, ale ciągle jeszcze wygrywa. W wyborach do PE obroniła w Wielkopolsce dwa mandaty, co z dumą podkreśla szef miejscowych struktur partii Rafał Grupiński, choć kandydatów nie miała zbyt silnych. Minister Agnieszka Kozłowska-Rajewicz nie jest w mieście nadmiernie popularna i rozpoznawalna. Więcej od niej głosów zdobył zresztą w tym okręgu Adam Szejnfeld (z Piły).

Prawica nabiera znaczenia

Prawo i Sprawiedliwość jest słabiutkie. Przed laty cios zadał mu wpływowy w Poznaniu klan rodziny Libickich, kiedy to Marcin Libicki, eurodeputowany, nie dostał ponownie miejsca na listach do Brukseli (pojawiły się informacje o współpracy z SB) i jego zwolennicy odeszli. Syn Marcina Jan Filip Libicki jest dziś senatorem z PO. Tutejszy szef struktur PiS Tadeusz Dziuba, który był już posłem Sejmu kontraktowego z list Stronnictwa Demokratycznego, zapisał się do Porozumienia Centrum, kiedy tylko ta partia powstała, i wchodzi w skład ścisłego grona mających dostęp do ucha prezesa Kaczyńskiego, co jednak nie przekłada się na popularność w mieście. W miarę upływu czasu PiS w Poznaniu nabiera siły, ale dzięki generalnie rosnącemu poparciu dla Jarosława Kaczyńskiego, a nie dlatego, że miejscowi działacze są rozpoznawalni i cenieni. W ostatnich wyborach do PE spadochroniarz z Wrocławia Ryszard Czarnecki zdobył cztery razy więcej głosów niż miejscowy Dziuba. Wynik Czarneckiego to jedyny dobry wynik kogoś z zewnątrz i kolejny dowód na marność tutejszych struktur PiS.

Politycznego znaczenia nie mają głośne w Polsce inicjatywy, jak choćby Akademicki Klub Obywatelski im. Lecha Kaczyńskiego, skonfliktowany zresztą z szefem pisowskiej struktury. AKO (ponad 200 naukowców i pracowników, w większości z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza) jest zwolennikiem spiskowej wersji smoleńskiej katastrofy, ale raczej nie wybuchów, tylko źle przeprowadzonego, ocierającego się o sabotaż, remontu samolotu w Rosji. Antoniemu Macierewiczowi nadał medal Przemysła II, broni posłanki Krystyny Pawłowicz, homoseksualizm uznaje za „anomalię”. Na uroczystości organizowane przez AKO (władze UAM i miasta na wszelki wypadek odmawiają udostępnienia „przestrzeni publicznej”) przychodzą jednak tłumy, zwłaszcza kiedy pojawia się Macierewicz. W wyborach parlamentarnych AKO może więc nabrać więcej politycznego znaczenia.

Mocni w episkopacie

Sojusz Lewicy Demokratycznej bardzo się odmłodził, ale na pozycji nie zyskał. Jego szef Tomasz Lewandowski już jest oficjalnym kandydatem partii na prezydenta Poznania, ale w mieście, podobnie zresztą jak w regionie, lewica ponosi klęskę za klęską. Ma dziś wprawdzie 5 radnych, ale poza Antonim Szczucińskim, „żelaznym radnym” , który jest we władzach „od zawsze” i zawsze jest jednakowo wysoko ceniony, SLD nie odgrywa żadnej roli. Najciekawiej było w poprzednich wyborach samorządowych, kiedy to kandydatem na prezydenta miasta Sojusz uczynił Dariusza Jacka Bachalskiego z Gorzowa, który wcześniej sporo partii zaliczył, m.in. Unię Wolności, PO, w Sojuszu nigdy nie był, a dziś jest u Palikota. Bachalski wystartował z hasłem „Zmiana warta Poznania” i nikt nie wiedział, o co mu naprawdę chodzi. Sam tłumaczył, że interpretacja zależy od inteligencji wyborców.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj