Wszystkie twarze Lublina

Lubelacy
Słowo „lubelskie” ma tutaj dwa znaczenia. Lubelsko jest (kciuk w górę), kiedy mowa o mieście ciekawym, żywym, kolorowym kulturalnie, lubelsko też (kciuk w dół), gdy znowu jakiś cwaniak próbuje cię narżnąć na parę złotych.
XIV-wieczna Brama Krakowska, historyczny symbol miasta.
Darek Krakowiak

XIV-wieczna Brama Krakowska, historyczny symbol miasta.

Carnaval Sztuk-Mistrzów to festiwal sztuki nowego cyrku i teatru odbywający się w mieście od 6 lat. W tle widok na lubelski zamek.
Wojciech Pacewicz/PAP

Carnaval Sztuk-Mistrzów to festiwal sztuki nowego cyrku i teatru odbywający się w mieście od 6 lat. W tle widok na lubelski zamek.

Twarze Lublina - fragment wystawy Oksany Cymbaluk. 1. Viktoria Kondratyuk, 2. Bogdan Bracha, 3. Waldemar Radziwiłko, 4. Masza Natanson, 5. Grzegorz Kluz, 6. Monika Mamińska-Domagalska, 7. Armine Ożga-Margaryan, 8. Cezary Hunkiewicz
Oksana Cymbaluk

Twarze Lublina - fragment wystawy Oksany Cymbaluk. 1. Viktoria Kondratyuk, 2. Bogdan Bracha, 3. Waldemar Radziwiłko, 4. Masza Natanson, 5. Grzegorz Kluz, 6. Monika Mamińska-Domagalska, 7. Armine Ożga-Margaryan, 8. Cezary Hunkiewicz

Tak mówi Cezary Hunkiewicz, socjolog, wykładowca KUL, wiceprezes Europejskiej Fundacji Kultury Miejskiej, współtwórca galerii sztuki ulicznej Brain Damage Gallery – lubelak od urodzenia.

Tacy jak on chwalą, że to miasto na ludzką skalę, wszędzie można dotrzeć na piechotę, wszystkie emocje widać gołym okiem: eleganckie starsze panie spotykają się wczesnymi popołudniami w kawiarniach na melbie i piwie z sokiem; idą wieczornym pochodem kibice Motoru Lublin, skandując nazwiska ludzi, których trzeba wyrzucić z miasta; w bramie na Królewskiej pracuje starszy krawiec, ma zakład jak sklepik cynamonowy; za magazynem meblowym na Podwalu gimnazjalistki ustalają przy papierosie, która w weekend ciężej się upiła; ulicami Starówki, między turystami z kraju i zagranicy, chodzą młodzieńcy w dresowych spodniach, ale z nagimi torsami, niektórzy mają patriotyczno-narodowe tatuaże; młode azjatyckie joggerki w trykotach biegają Krakowskim; polscy deskorolkarze jeżdżą pod odnowionym centrum kultury; hinduscy Amerykanie rozpytują o uczelnię medyczną, przyjechali tu studiować; pod bankomatami polscy mężczyźni wzruszają wypłacających kacem, mają nadzieję na monetę. Lublin patrzy ufnie w przyszłość – żartobliwie sugerował Cezary Hunkiewicz jako jeden z bohaterów wystawy fotograficznej „Twarze Lublina”.

Wystawę zrobiła Oksana Cymbaluk, Ukrainka z Łucka, dziennikarka, wolontariuszka w Fundacji Kultury Duchowej Pogranicza. Przez rok chodziła po mieście z aparatem fotograficznym, portretowała mieszkańców. W czerwcu 2014 r. pokazała dzieło na Targu pod Zamkiem, w czasie Nocy Kultury. Socjologizujący portret miasta, kilkaset twarzy – lubelacy stąd i ze świata – mówią, co myślą o mieście. Oksana fotografuje dalej, wspiera ją Urząd Miasta, „Twarze Lublina” mają teraz integrować mniejszości i cudzoziemców, którzy wybrali Lublin na swoje miejsce. – Rozmawiając z bohaterami projektu, wiele razy słyszałam, że z biegiem lat coraz mniej wstydzą się za swoje miasto i przestają określać je słowem „prowincja”, z którym wielu Polaków kojarzy Lublin – opowiada Oksana Cymbaluk. Lubelacy, oficjalnie nazywani lublinianami, są dumni z miasta, ale wskazują wiele rzeczy do poprawki.

Hunkiewicz pod swoim portretem opisał siedem twarzy współczesnego Lublina, po jednej na każdy dzień. „Poniedziałek: skacowana twarz cwaniaka. Kombinuje, jak cię naciąć. Ufnie patrzy w przyszłość. Wtorek: twarz maturzysty przeglądającego oferty z UW i UJ. Ufnie patrzy w przyszłość. Środa: twarz dwudziestokilkuletniego studenta. Oczy zamroczone ufnie patrzą w przyszłość”.

Patrzą w przeszłość

Ośrodek Brama Grodzka Teatr NN to już instytucja legendarna, lubelska, ale światowa, budowana na historii miasta, ale zapatrzona w technologie przyszłości. Zaczęło się od tego, że Tomasz Pietrasiewicz, założyciel i od 1998 r. dyrektor NN, zwany przez przyjaciół Panem Lublinem, z wykształcenia fizyk (niegdyś podziemny drukarz solidarnościowy, łącznik między strajkującymi w mieście zakładami w 1980 r.), w latach 90. odkrył na nowo dla miasta i świata żydowski Lublin, czyli jedną trzecią tutejszej przedwojennej rzeczywistości. Z okien Bramy Grodzkiej widać wielki parking pod zamkiem – kiedyś była tu gęsto zabudowana dzielnica żydowska, ale wraz z jej mieszkańcami wyparowała z pamięci. Pietrasiewicz przypomniał o niej, on i ludzie z NN odtworzyli, ulica po ulicy, nieistniejące już miasto – w relacjach ludzi, w papierowym archiwum, w trójwymiarowej mapie internetowej. Za to przypominanie Tomasz Pietrasiewicz był w mieście zastraszany, wybijano mu okna w domu, dostał nawet bombę pod drzwi.

Bo też Lublin, jak każde miasto pokaleczone przez los, ma dwie historie – jedną do zapamiętania, drugą do zapomnienia – zależnie od opcji politycznej oceniającego. Często przechodził z rąk do rąk: niszczony przez Szwedów w XVII w., najeżdżany przez Kozaków, dziesiątkowany epidemiami, austriacki, rosyjski. W Lublinie działała w latach 30. największa szkoła talmudyczna na świecie (od 7 lat budynek znów należy do gminy żydowskiej). W XX-leciu do miasta masowo ściągali robotnicy, rozwijał się przemysł lotniczy. W czerwcu 1939 r. odbywały się pierwsze dni Lublina, w lipcu zapadały w stolicy decyzje o przeniesieniu prezydenta Polski do Lublina na wypadek wojny, a już 2 września Niemcy bombardowali tutejsze zakłady lotnicze. Kiedy weszli do miasta, zaczęli od represji wobec inteligencji (Sonderaktion Lublin), w dolinie za miastem założyli obóz koncentracyjny Majdanek. W maju 1944 r. bomby na miasto zrzucali Rosjanie, a kiedy weszli do miasta, przejęli od Niemców wiele spośród ich miejsc terroru (Majdanek działał dalej jako obóz filtracyjny NKWD).

W lipcu 1944 r. w Lublinie powołano pierwszy po wojnie rząd polski, pod auspicjami ZSRR. Za kilka dni w Warszawie miało wybuchnąć powstanie. W Lublinie odtwarzały się ministerstwa, instytucje państwowe i naukowe. To z Lublina Józef Sigalin, późniejszy szef Biura Odbudowy Stolicy, jeździł z architektami na rekonesanse do Warszawy oceniać, czy jest sens ją odbudować. Tymczasem w lubelskim zamku do 1954 r. działało ciężkie więzienie polityczne. Miasto przeładowane było polityką i historią – dowodzi tego odnaleziony przez Tomasza Pietrasiewicza reportaż Mariana Brandysa, wydrukowany w „Nowej Kulturze” w 1957 r. Brandys przyjechał do miasta opisywać głośny proces kryminalny Ryszarda Gorzela – dwudziestolatka, który zabił rodziców, bo nie zgadzali się na jego ślub. Rodzice Gorzela w czasie wojny byli partyzantami, potem wierzącymi stalinistami, działaczami politycznymi. Mordercy klaskano na sali sądowej – Gorzel wyrastał na ludowego mściciela. „W starym, katolickim Lublinie bito brawo mordercy, który w sposób dotychczas niespotykany pogwałcił prawo ludzkie i boskie!” – odnotował Brandys. I jeszcze jedno jego wspomnienie z tamtych lat – jeśli czegoś w Lublinie brakuje, powtarza się zwykle takie zdanie: „pewnie warszawiacy wywieźli”.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj