Rynek

Domena w cenie

Internet: domenę sprzedam

Z wykupionym adresem można zrobić, co się chce Z wykupionym adresem można zrobić, co się chce Bluemagenta / BEW
Czy są gdzieś jeszcze gospodarcze ziemie niczyje, które można kolonizować niczym Dziki Zachód? Są: w Internecie. I jak na Dzikim Zachodzie sporo tu bezprawia.

Gdybym postanowił założyć własną stronę internetową i zarejestrował ją pod adresem www.grzeszak.pl, miałbym kłopot. I nie dlatego, że ktoś o tym samym nazwisku zrobił to przede mną. Takiej strony nie ma w sieci, ale prawa do adresu zawierającego moje nazwisko ma krakowska spółka MassMedia.pl. Zarejestrowała go w sierpniu i natychmiast wystawiła na sprzedaż za 2 tys. zł. Niezłe przebicie, bo za rejestrację zapłaciła najwyżej kilkanaście groszy. Może bym i kupił, ale nie wiem nic o sprzedawcy poza lakonicznymi informacjami, jakich dostarcza system WHOIS, służący do sprawdzania stanu prawnego adresów internetowych. Poszukiwania grzęzną w martwym punkcie, bo brakuje numeru telefonu; spółka, choć ma nazwę z końcówką pl, nie dorobiła się w sieci własnej strony.

Nie wiadomo nawet, czy słowo „spółka” jest precyzyjne, bo w Krajowym Rejestrze Sądowym o MassMedia.pl ani słowa. – Być może dlatego, że jest to „spółka w organizacji” – tłumaczy Beata Mosór z krakowskiej Grupy NetArt, do której należy serwis internetowy nazwa.pl, za pośrednictwem którego MassMedia.pl dokonała rejestracji. Dziwny to biznes, w którym można funkcjonować jako firma, firmą nie będąc. Ale nie takie osobliwości kryje rynek domeningu, czyli handlu adresami internetowymi.

Wielu już odkryło, że MassMedia może im sprzedać ich nazwiska. Internautów zelektryzowała ostatnio informacja, że ktoś hurtowo rejestruje adresy z nazwiskami w domenie pl. Oczywiście z tymi, które pozostały jeszcze niezarejestrowane, bo w sieci istnieje wiele tego typu stron. Tworzą je rodziny, by chwalić się tradycjami, przedsiębiorcy używają nazwisk jako znaków firmowych, promują się też aktorzy i piosenkarze.

Nazwiska hurtem

Hurtowa spekulacja nazwiskami od strony technicznej jest prosta, bo istnieją spisy polskich nazwisk wraz z danymi, ile osób je nosi (Grzeszaków jest zaledwie 222). Firmy dokonujące rejestracji mogą więc oszacować rynkowe szanse odsprzedaży. Do niektórych, lepiej rokujących – adwokatów, przedsiębiorców – docierają z ofertą bezpośrednio. Pozostali otrzymają ją, gdy wystukają w Internecie adres ze swoim nazwiskiem. Ostatnio pojawiła się zagraniczna konkurencja. Trafiają się np. oferty kupna adresów z polskimi nazwiskami w... chińskiej domenie cn.

Od strony prawnej budzi to jednak sporo wątpliwości. Dlatego w specjalistycznym prawniczym portalu VaGla.pl, który pierwszy doniósł o tym zjawisku, wybuchła gorąca dyskusja. Temperatura wzrosła, gdy okazało się, że wizyta na stronie jednej z warszawskich firm, która zainwestowała w adresy z nazwiskami, kończyła się dla odwiedzających zainfekowaniem komputera złośliwym wirusem. Właściciel firmy (znana postać w branży domenowej) tłumaczył, że z wirusem nie ma nic wspólnego, a adresy zarejestrował, by wywołać publiczną dyskusję na temat domen.

A jest o czym dyskutować, bo nawet prof. Ryszard Skubisz, znany ekspert w dziedzinie prawa własności intelektualnej, arbiter Sądu Polubownego ds. Domen Internetowych przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji, długo zastanawia się, jak od strony prawnej ocenić zjawisko spekulacji nazwiskami.

– W przypadku rejestrowania adresów z imionami i nazwiskami osób znanych i popularnych sprawa jest jasna. Taka praktyka jest niezgodna z prawem i rejestrację można skutecznie unieważnić. W pozostałych przypadkach można próbować, ale nie będzie to łatwe. Można powoływać się na art. 23 kodeksu cywilnego o ochronie dóbr osobistych, a także na naruszenie dobrych obyczajów, które także mogą stanowić przesłankę do unieważnienia rejestracji – wyjaśnia prof. Skubisz.

Sąd Polubowny ds. Domen przy PIIiT wielokrotnie rozpatrywał spory dotyczące nazwisk w adresach. Spierali się posiadacze tego samego imienia i nazwiska o to, kto ma większe prawo do adresu. Swoich praw dochodzili także celebryci, chcąc uniemożliwić innym żerowanie na własnej popularności. Zdarzył się też skomplikowany spór dwóch przedsiębiorców o nazwisko, do którego jeden miał prawo jako do nazwy firmy, a drugi jako do znaku towarowego. Sporów o hurtowe rejestrowanie nazwisk jeszcze nie było.

Co do zasady, trudno taką praktykę uznać za niezgodną z prawem. Każdy przypadek trzeba więc rozpatrywać oddzielnie: osoba skarżąca będzie musiała wykazać, że abonent adresu internetowego wykorzystując nazwisko narusza jej dobra osobiste lub też istnieje uzasadnione zagrożenie takim naruszeniem – wyjaśnia Ireneusz Matusiak, prezes Sądu Polubownego.

Michał Pleban, specjalista rynku domen, nie może się nadziwić pomysłowi inwestowania w nazwiska. Problem zna z autopsji, bo i jego (pleban.pl) jest wystawione na sprzedaż za kilka tysięcy złotych.

– Gromadzenie w ciemno większej liczby adresów z nazwiskami nie ma ekonomicznego sensu. Przypuszczam, że ktoś je zarejestrował korzystając z promocji, ale kiedy trzeba będzie wyłożyć większe pieniądze na przedłużenie rejestracji, mocno się zastanowi. Dziś najwyższe ceny uzyskują poszczególne dobre adresy odnoszące się do rynku finansowego, nieruchomości i motoryzacji – przekonuje Pleban.

Sex za miliony

Z wykupionym adresem można zrobić, co się chce. Można go wykorzystać do stworzenia strony internetowej, można sprawić, że wiele adresów będzie prowadziło do tej samej strony, można prawo do adresu scedować, można go wreszcie zablokować, żeby ktoś inny go nie wykorzystał.

Rozrastająca się potęga gospodarcza Internetu szybko uświadomiła wszystkim wagę problemu. Każda firma musi mieć dziś witrynę internetową, a wiele z nich prowadzi w sieci działalność gospodarczą. Własne serwisy mają media, kościoły, organizacje, osoby prywatne. Każdy chce mieć adres, który będzie go łatwo i jednoznacznie identyfikował. To doprowadziło do narodzin handlu adresami. Wystarczy twórcza wyobraźnia w wymyślaniu adresów i szybki refleks. Wszystkim działają na wyobraźnię informacje ze świata o transakcjach liczonych w milionach dolarów. Najdroższy adres – sex.com – sprzedano w 2006 r. za 14 mln dol. W Polsce uchodzący za najdroższy adres lekarze.pl zmienił właściciela za 135 tys. zł.

Taka konstrukcja systemu rejestracji przyniosła łatwy do przewidzenia efekt: powstał rynek spekulacyjny. Pojawiła się też masa spryciarzy rejestrujących adresy zawierające słynne nazwiska, nazwy firm i marek. Wychodzili z założenia, że bogata firma lub znana osoba, która się zagapiła i nie zarejestrowała na czas swojego adresu, nie poskąpi gotówki, by go odkupić. Tak narodził się proceder zwany cybersquattingiem lub piractwem domenowym. Dziś jest to już praktyka nielegalna, w USA zwalczana nawet na podstawie specjalnej ustawy. W Polsce takich przepisów jeszcze nie ma, ale wykorzystywanie w adresach cudzych nazw firmowych i znaków towarowych jest uznawane za niezgodne z prawem na podstawie rozmaitych innych regulacji.

Zatwardziałych piratów to nie zraża. Wychodzą z założenia, że firmie zainteresowanej odzyskaniem adresu szkoda będzie czasu i pieniędzy na prawników. Machnie ręką i zapłaci kilka, kilkanaście tysięcy, bo wyższe ceny należą u nas do rzadkości. Zresztą nie zawsze procedura odzyskiwania adresu jest skuteczna. Przykładem może być bój, jaki od dawna toczy firma Google Polska o prawo do adresu gmail.pl. Gmail to globalna usługa poczty elektronicznej oferowana przez amerykański koncern. W Polsce jednak pod adresem gmail.pl kryje się strona... z poezją, firmowaną przez Grupę Młodych Artystów i Literatów (w skrócie GMAiL). Google uważa, że tu nie o sztukę chodzi, ale o pasożytowanie na popularności jego serwisu i wprowadzanie w błąd internautów szukających usługi pocztowej. Domaga się bezpłatnego przekazania adresu – na razie bezskutecznie.

Ze znanymi nazwiskami też bywa różnie. Albo gwiazda wynajmuje prawników i walczy z piratami, albo odpuszcza. Wtedy jednak naraża się na spore ryzyko, bo niektórzy piraci nie ograniczają się do zdobycia adresu dla okupu, ale czasem go wykorzystują. Najprostsza metoda zwie się parkowaniem: operator, który dokonał rejestracji, uruchamia pod tym adresem automatycznie tworzoną stronę z reklamami. To forma zarobku dla właściciela, a przy okazji testowanie, na ile wybrany adres ma wzięcie w sieci. Może być jednak i gorzej, gdy pirat wykorzysta adres (zwykle dotyczy to nazwisk seksownych aktorek), przekierowując automatycznie internautów do stron serwisów erotycznych. Brukowiec „Fakt” ostrzegał kiedyś przed tym serialową gwiazdkę Kasię Cichopek. Ironizował, że żal jej głupich 500 zł, bo za taką kwotę ktoś wystawił na sprzedaż adres kasiacichopek.pl. Aktorka wyraźnie jednak nie dba o swoje internetowe interesy. Kasiacichopek.pl jest wciąż w rękach pewnego śląskiego przedsiębiorcy. A na giełdzie Aftermarket.pl pod koniec grudnia był wystawiony na sprzedaż adres cichopek.com.pl.

Piraci domenowi polują na rozmaite okazje. Niektórzy śledzą bieżące wydarzenia i rejestrują adresy do nich nawiązujące. Stąd na wtórnym rynku zatrzęsienie adresów zawierających nazwę Euro 2012. Inni obserwują sytuację w szołbiznesie i rejestrują adresy z nazwiskami młodych, obiecujących artystów z nadzieją, że ci zrobią karierę i pomyślą o własnej stronie w sieci. Bywają też zabawne pomysły (choć o wątpliwej wartości rynkowej), jak agenttomek.pl, nawiązujący do słynnej afery z agentem podrywaczem.

Świstak kontra świstak

Innym pirackim sposobem są literówki, czyli adresy różniące się od znanych oryginałów pojedynczymi literami albo kropkami (np. prowident.pl zamiast provident.pl). Praktyka ta zwana jest z angielska typesquattingiem. Wykorzystuje naturalne błędy popełniane na skutek pośpiechu (np. brak kropki między www a adresem) albo słabą znajomość ortografii (np. telefonykomurkowe.pl).

Ostatnio w tej dziedzinie przybyły nowe możliwości, bo można rejestrować adresy z polskimi znakami. Zaowocowało to już pierwszymi sporami. Serwis swistak.pl walczył o adres świstak.pl (skutecznie), a producent farb sniezka.pl z serwisem o górze śnieżka.pl (nieskutecznie). Okazało się, że niektóre firmy przegapiły, że obok starego adresu trzeba mieć i nowy. Takich okazji piraci nie przepuszczają.

Zdaniem Michała Plebana, wśród osób zajmujących się handlem domenami rośnie jednak świadomość reguł prawnych, czego dowodem jest stosunkowo niewielka liczba spraw trafiających do arbitrażu domenowego (ok. 80 rocznie). Tymczasem w Polsce zarejestrowano już ok. 2 mln adresów i ich liczba szybko rośnie. W 2008 r. polska domena internetowa należała do grupy najszybciej rosnących na świecie (wzrost ponad 75 proc.).

– W tej branży działają setki osób, które traktują handel domenami jak hobby. Rejestrują, sprzedają, kupują, wymieniają się. Przy okazji zarabiają, bo handel domenami może przynieść nawet kilka tysięcy złotych miesięcznie – wyjaśnia Michał Pleban, który zgodnie z zasadą, że na gorączce złota najwięcej zarobili sprzedawcy łopat, oferuje amatorom domen użyteczne narzędzia. Jednym z nich jest serwis dropped.pl służący do przechwytywania adresów, do których prawa wygasły. Dziennie porzucanych jest 1–2 tys. adresów. Można wśród nich znaleźć łakome kąski. Częściej jednak amatorów internetowych adresów nos zawodzi. Wizja genialnego interesu, jaki przyniesie rejestracja adresu genialnyinteres.pl, może okazać się iluzją. Na giełdach domen są setki takich, które właściciele usiłują bezskutecznie sprzedać za 10 albo 20 zł. W efekcie co roku ok. 40 proc. adresów zostaje porzuconych.

Polityka 2.2010 (2738) z dnia 09.01.2010; Rynek; s. 42
Oryginalny tytuł tekstu: "Domena w cenie"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dr Joanna Wardzała o pokoleniu 20-latków odrzucających konsumpcyjny styl życia rodziców

Rozmowa z dr Joanną Wardzałą, socjolożką i badaczką zachowań konsumpcyjnych, o tym, dlaczego dzisiaj młodzi ludzie nie chcą kupować i gromadzić dóbr.

Joanna Podgórska
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną