Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Chrapka na ropę

Jak Polska szuka ropy za granicą

Na Morzu Norweskim ropy i gazu szukają PGNiG i Grupa Lotos Na Morzu Norweskim ropy i gazu szukają PGNiG i Grupa Lotos Corbis
Polskie firmy zapragnęły własnych pól gazowych i złóż ropy. Szukają ich po całym świecie. Choć perspektywy są obiecujące, to realia na razie marne.
Na afrykańskiej pustyni ropy dla PGNiG szukają ChińczycyAdam Grzeszak/Polityka Na afrykańskiej pustyni ropy dla PGNiG szukają Chińczycy
Polityka

Tuż za rogatkami Kairu zaczyna się Pustynia Zachodnia – gigantyczna, ziejąca pustką płaska przestrzeń. Nie ma tu malowniczych wydm, tylko twardy zbity piasek, pokryty warstwą drobnych kamieni. Przecinającą to odludzie szosą jeździ niewiele samochodów. Dominują wielkie cysterny firm naftowych, które co pewien czas skręcają w sobie tylko znane piaszczyste odnogi i nikną za horyzontem.

Po przejechaniu blisko 200 km, przy niewielkim drogowskazie NaftoGaz Ukraine, trzeba skręcić w prawo, po kilku kilometrach wąskiej drogi pojawia się pustynny obóz. Kilka kontenerowych baraków i namiotów to baza koncesji Bahariya. Tu Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) rozpoczęło poszukiwanie ropy. A gdzie są Ukraińcy? – 30 km dalej – wyjaśnia, pokazując na horyzont, geofizyk Sławomir Jaros. Choć pustynia robi wrażenie wymarłej, sporo się na niej dzieje. Wszyscy szukają ropy i gazu. – To bardzo perspektywiczny rejon. Na sąsiednich obszarach koncesyjnych działają wielkie koncerny naftowe, wiele z nich eksploatuje już odkryte złoża. Te cysterny krążące po pustyni wywożą wydobywaną tutaj ropę – mówi Andrzej Maksym, dyrektor biura poszukiwań PGNiG.

Opłacalny interes

Wygrany w Egipcie przetarg na poszukiwanie ropy dał PGNiG prawo wyłączności do 4414 km kw. Pustyni Zachodniej. W ciągu 8 lat spółka musi przeprowadzić tu prace poszukiwawcze, a jeśli uda się znaleźć ropę, będzie mogła ją wydobywać. Sęk w tym, że na bardzo szczególnych zasadach. Najpierw samodzielnie, aż do chwili, gdy zyski z wydobycia przyniosą zwrot kosztów poszukiwań i uruchomienia wydobycia. Potem będzie musiała się dzielić ropą z obowiązkowym wspólnikiem, egipskim koncernem naftowym EGPC: 82 proc. dla Egipcjan, 18 proc. dla PGNiG.

Dlatego Egipt z otwartymi rękami wita inwestorów gotowych szukać i wydobywać tu ropę i gaz. Dzięki nim produkuje już 35 mln ton ropy i ok. 63 mld m sześc. gazu rocznie. Przy okazji redukuje też bezrobocie, bo na każdego pracującego tu zagranicznego specjalistę firma musi zatrudnić dodatkowo 9 Egipcjan. Ale i tak interes jest opłacalny. Geolodzy przekonują, że pod polską częścią pustyni może kryć się 22 mln ton ropy. Byle ją tylko znaleźć.

W pustynnym obozie uwijają się pracownicy. Łatwo ich rozróżnić po kolorach kombinezonów: niebiescy to Egipcjanie, czerwoni Chińczycy. Polak jest tylko jeden. Chińska firma BGP, należąca do koncernu China National Petroleum Corporation, na zlecenie PGNiG prowadzi badania grawimetryczne. Dlaczego chińska, a nie polska? PGNiG ma przecież w swojej grupie kilka specjalistycznych firm poszukiwawczych. Bo Chińczycy są tańsi i zasiedziali na całym kontynencie afrykańskim; główny ekspert od grawimetrii przyjechał do Bahariya z Sudanu.

W ciągu kilku najbliższych miesięcy zostaną wykonane pomiary gęstości struktur geologicznych w 20 tys. miejsc. To stosunkowo proste i tanie badanie (będzie kosztowało ok. 1,5 mln dol.) pozwoli zajrzeć w głąb ziemi. Nie wskaże wprawdzie miejsca, gdzie jest ropa, ale podpowie, gdzie są struktury geologiczne sprzyjające jej występowaniu. Tam zostaną przeprowadzone dokładniejsze i droższe badania sejsmiczne. Jak dobrze pójdzie, będzie można wiercić, ale dopiero za cztery lata. Z wierceniami nie ma się co spieszyć, bo każda dziura w ziemi to koszt wielu milionów dolarów. A celuje się w zbiorniki, które obejmują obszar od kilku do kilkudziesięciu kilometrów kwadratowych, na obszarze 4,5 tys. km kw.

Dowiercić się do ropy

O tym, jaka to loteria i ile nerwów, wiedzą dobrze nie tylko nafciarze, ale i polscy akcjonariusze dwóch naftowych spółek giełdowych, Petrolinvestu i Kulczyk Oil Ventures. Spółki, kontrolowane przez dwóch najbogatszych Polaków Ryszarda Krauzego i Jana Kulczyka, także ruszyły w świat w poszukiwaniu węglowodorowych skarbów. A ponieważ obaj miliarderzy potrzebowali finansowego wsparcia, wprowadzili firmy na warszawską giełdę. Akcjonariusze najpierw dostawali komunikaty o olbrzymich złożach, odkrytych gdzieś na kazachskim stepie albo na antypodach w sułtanacie Brunei. Wyglądało, że ropa tryśnie lada moment, trzeba się tylko do niej dowiercić.

Akcjonariuszom tętno skoczyło jak kurs akcji. Potem zaś pojawiły się komunikaty podobne do tego, który ostatnio opublikowała firma Kulczyk Oil: „uzyskane wyniki różnią się nieco od oczekiwań. Odczyty wskazują na występowanie celów na większych od oczekiwanych głębokościach, co może wskazywać na bardziej skomplikowaną, niż dotychczas przypuszczano, strukturę geologiczną rejonu odwiertu”.

Nawet najbardziej szczegółowe badania geologiczne i geofizyczne nie dają pewności, czy uda się dowiercić do ropy bądź gazu i czy eksploatacja złoża będzie opłacalna. W tym biznesie poza wiedzą i doświadczeniem liczy się także szczęście – komentuje Michał Szubski, prezes PGNiG. Dlatego polski koncern, jak wszyscy w branży, stara się na tej loterii kupować wiele losów. Staje do wielu konkursów koncesyjnych i szuka ropy i gazu w wielu miejscach świata, bo – jak wyjaśnia prezes – jest to sposób na dywersyfikację ryzyka. Zyski, jakie przynosi znalezienie złóż ropy lub gazu na jednej koncesji, mogą z naddatkiem zrekompensować straty na innych, gdzie poszukiwania zakończą się fiaskiem. Rzadko zdarzają się takie kraje jak Norwegia, które przyciągają inwestorów, obiecując im zwrot ponad 70 proc. poniesionych wydatków, jeśli poszukiwania ropy lub gazu zakończą się niepowodzeniem. W innych rejonach porażka słono kosztuje.

 

Poza Egiptem PGNiG prowadzi poszukiwania w sąsiedniej Libii, gdzie na terenie koncesji Murzuq są szanse na duże złoża gazu, które kryją się gdzieś pod 5,5 tys. km kw. pustyni. Pierwsze odwierty już w przyszłym roku. Spore nadzieje wiązane są też z koncesjami poszukiwawczymi w Pakistanie. Tu sprawa jest jednak delikatna ze względu na dramatyczne wydarzenia związane z niedawnym porwaniem i zamordowaniem polskiego geologa. Dlatego PGNiG nie nagłaśnia swej obecności w tym rejonie, choć z niej nie rezygnuje.

Dużo bezpieczniejsza jest Norwegia. Tam także ciągną polskie firmy w poszukiwaniu upragnionych złóż ropy i gazu. Zadanie jest jednak trudne, bo znalezienie złóż, a potem ich wydobycie spod dna morskiego jest dużo bardziej skomplikowane technicznie i droższe niż na lądzie. A – jak dowodzą doświadczenia BP w Zatoce Meksykańskiej – srogie porażki zdarzają się nawet najlepszym. Dlatego tak PGNiG jak i Lotos zdecydowały się przyłączyć do spółek, w których operatorami są doświadczone w tym biznesie koncerny. PGNiG jest posiadaczem pakietu 12 proc. udziałów w złożach Skarv, Snadd i Idun, a ostatnio dokupił udział w złożu Gro. W przyszłym roku rozpocznie się zagospodarowywanie pierwszego złoża. Najbliżej norweskiej ropy jest jednak Grupa Lotos, która kilka lat temu została udziałowcem (20 proc.) podmorskiego złoża Yme.

Odwiert produkcyjny jest gotowy. Ze stoczni w Abu Zabi przypłynęła już do Stavanger platforma wydobywcza. Teraz czekamy na „okienko pogodowe”. Musi być pięć dni spokojnego morza, by platformę można było odholować na miejsce i osadzić na dnie. Zacznie pracę dwa, trzy miesiące później – wyjaśnia Marcin Zachowicz z Grupy Lotos.

Udział Lotosu w ropie z Yme wyniesie w przyszłym roku 300 tys. ton. Razem z własną ropą, wydobywaną przez platformę Petrobaltic, gdański koncern będzie mógł się pochwalić 0,5 mln t własnej ropy. Uzupełnieniem tego bilansu jest litewska spółka Geonafta, w której Lotos ma 43 proc. udziału, ale negocjuje zakup pozostałej części. Spółka na terenie Litwy wydobywa ok. 100 tys. t. Nie są to oszałamiające ilości (Polska zużywa ok. 19 mln t rocznie), ale z pewnością podniosą wartość spółki, której akcje Skarb Państwa wystawił właśnie na sprzedaż.

Wbrew pozorom, własny gaz albo ropa nie są sposobem na zapewnienie sobie samowystarczalności surowcowej ani na podnoszenie bezpieczeństwa energetycznego Polski. Ropa z Yme zapewne nie przypłynie do Gdańska, gaz ze złóż Skarv i Snadd nie trafi do naszych kuchenek. Podobnie jak egipska czy brunejska ropa, jeśli uda się je znaleźć i wydobyć, czy libijski gaz. Choć przedstawiciele firm zastrzegają, że nic nie jest wykluczone. Można sobie wyobrazić transport egipskiej ropy do Polski albo swap, czyli transakcję wymienną (ja dostarczam w jednym miejscu towar twojemu klientowi, a ty gdzie indziej mojemu). Są to jednak mało prawdopodobne scenariusze. Bardziej opłaca się ropę i gaz sprzedać na wolnym rynku.

Każda duża, licząca się spółka naftowa powinna zajmować się niemal wszystkim, począwszy od wydobycia, po przerób i handel – wyjaśnia prezes PGNiG Michał Szubski. Dlatego PGNiG chce nadrobić zaległości i inwestuje w wydobycie. W tym roku na krajowe poszukiwania i eksploatację złóż wyda 500–600 mln zł (w tym także na sławny gaz łupkowy). Na projekty zagraniczne pójdzie 350 mln zł. Zdaniem Szubskiego, dobrym wzorem jest węgierski koncern MOL czy austriacki OMV, które właśnie dzięki udziałowi w przedsięwzięciach wydobywczych mają dużo wyższą wartość giełdową od polskiego PGNiG czy Orlenu. I nie dlatego, że mają własny surowiec, ale że dają inwestorom większe poczucie bezpieczeństwa. To branża bardzo narażona na cykle koniunkturalne. Zyski z wydobycia surowców skutecznie równoważą spadki opłacalności przetwórstwa i handlu. I na odwrót: rosnące marże handlowe mogą stanowić skuteczny bufor, kiedy spada opłacalność wydobycia.

MOL i OMV prowadzą przemyślaną strategię, rozbudowując swoje segmenty wydobywcze. Dowodem tego są inwestycje obu koncernów w ostatnich latach. OMV przejął rumuńską firmę Petrom, a MOL chorwacką INA. W obu przypadkach o wartości przejmowanych firm decydował silny segment wydobywczy – wyjaśnia Arkadiusz Wicik z agencji ratingowej Fitch Ratings.

Ryzykowne poszukiwania

Kolejni szefowie Orlenu wciąż mówią o konieczności pozyskania dostępu do złóż. Cóż z tego, kiedy największy polski koncern naftowy, na polityczne zamówienie, rozbudował ponad miarę swój potencjał rafineryjny bez kropli własnej ropy. Koncern stać na realizację jednego niewielkiego projektu poszukiwawczego na łotewskim szelfie bałtyckim, wspólnie z kuwejckim wspólnikiem. Dlatego ostatnio pojawił się pomysł: Orlen chętnie odda litewską rafinerię w Możejkach za udział w firmach wydobywczych.

Kupowanie firm, które zajmują się już wydobyciem, jest drogą na skróty do własnej ropy i gazu. Bardzo kosztowną, ale czasem trzeba z niej skorzystać. Zwłaszcza jeśli akcjonariusze źle znoszą raporty o stratach i słyszą o konieczności dalszych inwestycji, które w przyszłości przyniosą bajeczne zyski. Dlatego Kulczyk Oil, wybierając się na giełdę, został udziałowcem ukraińskiej spółki KUB-Gas, która wydobywa już gaz i ma nadzieję na kolejne odkrycia. Ostatnio spółka Kulczyka przejęła nad nią kontrolę, obejmując 70 proc. akcji. W podobny sposób próbuje się ratować Ryszard Krauze, który boleśnie przekonał się w Kazachstanie, jak ryzykowną dziedziną jest poszukiwanie ropy i gazu. Petrolinvest zawarł wstępną umowę nabycia 50 proc. w rosyjskiej spółce Bogorodsknieft, wydobywającej ropę ze złóż Bogorodskie i Nikolskie. Dysponuje ona udokumentowanymi i potwierdzonymi zasobami 45 mln baryłek ropy. Zasoby perspektywiczne oceniane są dodatkowo na 20 mln baryłek.

Zobaczymy, co na to powiedzą akcjonariusze, zwłaszcza że na warszawską giełdę wybiera się wydobywająca ropę i gaz ukraińska firma Geo Alliance. Dla wierzących w potencjał ropy i gazu będzie kolejna okazja do inwestycji. A potem nerwów – tryśnie, nie tryśnie?

Polityka 46.2010 (2782) z dnia 13.11.2010; Rynek; s. 42
Oryginalny tytuł tekstu: "Chrapka na ropę"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Sto lat, szmat czasu. Górnego Śląska trudny powrót do domu

Śląsk przechodził przez wieki z rąk do rąk. Dziwny, z niebem niegdyś zasnutym dymami, dziś bujny zielenią. Słyszał różne mowy – czeską, niemiecką, włoską, angielską, francuską, polską. Sam gada swoim językiem, który nie ma prawa głosu, choć uparcie się o ten głos upomina.

Jan Dziadul
25.06.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną