Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Rynek

Emerytura z obligacji?

Kolejna odsłona sporu o OFE

Wśród różnych pomysłów na zmianę systemu emerytalnego pojawił się i taki (autorstwa Rady Gospodarczej przy premierze), aby część naszej składki, przekazywanej przez ZUS do drugiego filara, fundusze otrzymywały w emitowanych przez państwo obligacjach emerytalnych. Byłaby to równowartość tych 60 proc., za którą obecnie kupują one „zwyczajne” obligacje Skarbu Państwa.

Pozostałą część, którą teraz inwestują w akcje, fundusze otrzymywałyby nadal w gotówce i nadal mogłyby lokować je na giełdzie. Nie zmieniłaby się więc wysokość składki do OFE. Obligacje emerytalne każdego roku byłyby oprocentowane w wysokości równej wzrostowi PKB. Czyli nasze konta rosłyby w tym samym tempie jak gospodarka, w razie recesji – mogłyby nawet nieco topnieć. Zarobek z części składki, zainwestowanej w akcje, tak jak obecnie, zależałby od koniunktury giełdowej.

Czym to się różni od stanu obecnego? Obligacje Skarbu Państwa oprocentowane są nieco wyżej – tu byśmy stracili. Ale nie byłoby żadnego uzasadnienia, by od obligacyjnej części składki fundusze nadal pobierały prowizję (do niedawna aż 7 proc., obecnie 3,5). Te 3,5 proc. zostawałoby na naszych kontach. W sumie więc cała operacja zapewne by nam się opłaciła. Krytycy pomysłu nazywają ją jednak „nacjonalizacją” naszych prywatnych pieniędzy, podkreślając, że w jej wyniku kapitałowa część naszej emerytury zależałaby od państwa, czyli – polityków. Kłopot w tym, że teraz też tak jest – to samo państwo, które gwarantuje wykup obligacji emerytalnych, gwarantuje także wysokość zarobku na papierach skarbowych. Zaś wyższe oprocentowanie obligacji skarbowych finansowane jest z kieszeni podatników, czyli – naszych.

Dla instytucji finansowych i związanych z nimi ekspertów, którzy na pomyśle Rady nie zostawiają suchej nitki, obligacje emerytalne mają jeszcze jedna wadę – nie można byłoby nimi handlować. Wyschłoby jedno z obecnych źródeł zarobku. Rządowi zaś taki właśnie nierynkowy typ papierów daje nadzieję, że Bruksela nie będzie ich zaliczać do naszego długu. Może to być jednak nadzieja złudna. Mimo to ten właśnie wariant wydaje się najsensowniej godzić interesy prawie 15 mln członków OFE i budżetu. Wbrew pozorom – nie są one ze sobą sprzeczne.

Polityka 49.2010 (2785) z dnia 04.12.2010; Flesz. Kraj; s. 9
Oryginalny tytuł tekstu: "Emerytura z obligacji?"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Co z tymi czołgami? Niemiecka prasa o kolejnym sporze Warszawy i Berlina

Spór o Leopardy, obiecane ponoć Polsce w ramach „zamiany okrężnej”, zmienił się w kolejny punkt zapalny. Sprawa rozgrywana jest przez rząd PiS jak zwykle w pełnym świetle jupiterów.

Adam Krzemiński
07.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną