Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Straszmy długiem

Dług publiczny - problem czy nie?

Licznik długu publicznego, zamontowany przez prof. Leszka Balcerowicza w centrum Warszawy Licznik długu publicznego, zamontowany przez prof. Leszka Balcerowicza w centrum Warszawy Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Maciej Krzak pisze w serwisie Polityka.pl, że długiem straszyć nie warto. Chyba jednak się myli.

Słusznie zauważa, że wartość długu w złotówkach niewiele mówi, ale dalej stwierdza, że zasadniczo nie mamy się czym przejmować, bo w stosunku do PKB inni mają gorzej. Taka na przykład Japonia ma dług na poziomie przeszło 200 proc. PKB i jakoś się trzyma, a u nas już przy poziomie 55 proc. słychać dzwonki alarmowe. Autor nie tłumaczy jednak dlaczego nastąpiło kompletne załamanie finansów Grecji już przy poziomie nieco ponad 100 proc. - przecież Grekom do Japończyków było bardzo daleko. Jaki jest punkt załamania dla Polski? Tego nie wie nikt, ale na pewno jest to grubo poniżej poziomu greckiego, bo do poziomu prestiżu starego członka Unii wciąż nam bardzo daleko.

Ta pozorna niekonsekwencja miary długu do PKB wynika z tego, że jest to miara, która też ma swoje wady. Wynika to z faktu, że długi spłaca się nie tylko z bieżących zarobków (PKB), ale także z istniejącego majątku. Dlatego bogaci Japończycy, choćby w ogóle przestali pracować na jakiś czas i ich PKB spadł do zera (a współczynnik na którym opiera się Pan Krzak wystrzelił w kierunku nieskończoności) to dalej byliby w stanie przez jakiś czas spłacać swój dług sprzedając swój majątek (można by się spodziewać w takiej sytuacji na przejście z podatków dochodowych na majątkowe w celu zapewnienia funkcjonowania państwa). Gdyby coś takiego zdarzyło się w Polsce to obywatele pomarliby z głodu, o spłacie długu nikt by nawet nie pomyślał. Stąd dużo można wybaczyć Japończykom, Amerykanom czy Niemcom, mniej Grekom, Włochom czy Irlandczykom, a jeszcze mniej Polakom, Słowakom i Węgrom.

Kolejnym kompletnie chybionym argumentem autora jest stwierdzenie, że zadłużenie wewnętrzne właściwie nie jest długiem. W końcu statystycznie rzecz ujmując statystyczny Japończyk nie ma prawie wcale długu skoro to społeczeństwo japońskie jest winne pieniądze członkom tego społeczeństwa – zatem całość się bilansuje – argumentuje autor. Aby wykazać dlaczego ten argument nie ma większego sensu wystarczy wskazać ukryty dług publiczny jakim jest dług emerytalny przekraczający dziś 100 proc. naszego PKB i mający osiągnąć w najbliższych dekadach 200 proc. PKB. W myśl argumentów Pana Krzaka nie ma on żadnego znaczenia – w końcu jest w całości długiem wewnętrznym. Tyle, że ten dług przyjdzie spłacić małej grupie pracujących dla dużej grupy emerytów. Obciążenie to może być nie do udźwignięcia – proste wyliczenia wskazują, że pracujący będzie musiał odprowadzać 50 proc. swych zarobków tylko na utrzymanie systemu emerytalnego. Oznaczać to będzie nędzę dla pracujących – im proszę wytłumaczyć, że statystycznie to oni żadnego długu nie spłacają.

Na koniec autor przytacza fakt, że zadłużanie państwa oznacza, że dziś mamy niższe podatki, dzięki czemu możemy więcej inwestować w nasze dzieci. Czyli tak na prawdę zadłużanie się nie jest przerzucaniem ciężaru na przyszłe pokolenia. Jest to jedyny argument autora znajdujący potwierdzenie w teorii ekonomicznej. Z tego punktu widzenia poziom deficytu i zadłużenia jest bez znaczenia. Jednak trzeba zaznaczyć, że teoria ta działa pod dwoma warunkami. Po pierwsze cały system nie może ulec załamaniu – tak jak to miało miejsce np. w Grecji. A takie załamanie jest bardzo realne (tak w zakresie oficjalnego długu publicznego jak i ukrytego długu emerytalnego). Po drugie zaoszczędzone dzięki zadłużeniu na podatkach pieniądze powinny być inwestowane z dużą skutecznością. Jednak statystyki wskazują, że Polacy inwestują niewiele, a większość konsumują. Skąd mają się zatem wziąć spadki, które przekazane dzieciom mają im pomóc spłacić dziś narobione długi?

Dług publiczny jest problemem całego rozwiniętego świata, także Polski. Jest to problem na tyle trudny i poważny, że jego rozwiązanie będzie wymagało poważnych i bolesnych kroków. Uspokajanie, że problem długu nie jest poważny, jest próbą zamiatania go pod dywan, co doprowadzi tylko do poważniejszych perturbacji w przyszłości.

Chwała więc twórcom licznika długu publicznego, bo nie ma już co dyskutować, czy dług jest zły czy dobry. Trzeba się zastanawiać jak go ograniczać.


Dr Tomasz Kasprowicz
- ekonomista, doktor finansów Southern Illinois University Carbondale, Szef działu Ekonomia w Respublica Nowa, Przedsiębiorca i udziałowiec w firmach Gemini, Matbud, Sentico

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną