Koniec z unikaniem podatku Belki.

Nie ma ratunku?
Gdy brakuje konkretnych pomysłów na ograniczanie deficytu, najłatwiej łatać dziury, z których ochoczo korzystają podatnicy.

Historia podatku od dochodów kapitałowych, potocznie zwanego od nazwiska ówczesnego ministra finansów, a obecnego szefa NBP, to podręcznik prób przechytrzenia fiskusa. Jeszcze zanim podatek Belki wszedł w życie pod koniec 2001 r., Polacy tłumnie rzucili się do banków, aby ochronić swoje pieniądze przed pazernym rządem, nawet kosztem zamrożenia ich na kilkuletnich lokatach. Potem pojawiły się polisolokaty, czyli formy oszczędzania udające ubezpieczenie na życie, co też pozwalało obejść nową daninę. Wreszcie banki najpierw ostrożnie, a potem coraz śmielej, wykorzystały lukę w prawie, dzięki której podatek wynosi 0 zł w przypadku odsetek nieprzekraczających 2,49 zł. A przecież można je dopisywać do konta czy lokaty niekoniecznie co miesiąc czy rok, ale nawet codziennie.

Póki lokaty z tzw. codzienną kapitalizacją odsetek, pozwalające na wyższe odsetki kosztem fiskusa, były domeną małych, niewiele znaczących banków, Ministerstwo Finansów cały proceder tolerowało. Gdy jednak taki pomysł na omijanie podatku Belki stał się powszechny, a straty dla budżety rosną z miesiąca na miesiąc, pojawiła się konieczność zmiany odpowiednich przepisów. Nie jest to zresztą trudne, bo wystarczy zlikwidować zaokrąglanie odsetek, a potem obliczonego podatku do pełnego złotego. I już nawet najbardziej pomysłowy bank nie będzie mógł oferować obchodzenia podatku Belki.

Taka determinacja resortu finansów oczywiście nie jest spowodowana troską o równość klientów wobec prawa, ale po prostu fatalnym stanem naszych finansów publicznych, dla których warto uciułać kilkaset milionów, łatając coraz chętniej wykorzystywaną dziurę. Stracą ci lepiej zorientowani w ofertach banków, którzy za cenę nawet niewielkich zysków, gotowi byli dzielić oszczędności na kilka czy kilkanaście części, aby tylko dzienne odsetki nie przekroczyły magicznej kwoty 2,49 zł. Natomiast większość osób, niezbyt biegłych w tych matematycznych zawiłościach, pewnie nawet nie zauważy zmian. Skończą się wreszcie reklamy niektórych banków, które promując swoje lokaty, informują nie o ich rzeczywistym oprocentowaniu, ale takim, jakie musiałoby mieć analogiczne konto, gdyby odprowadzać od niego podatek Belki.

Jeśli resort finansów zrealizuje swoje zapowiedzi, ich skutki nie będą na razie zbyt mocno odczuwalne, bo oprocentowanie depozytów i tak powinno rosnąć z powodu cyklu podwyżek stóp przez Radę Polityki Pieniężnej. Ale na dłuższą metę banki na pewno znowu spróbują opracować nowe sposoby na obchodzenie podatku od dochodów kapitałowych.

To przecież zawsze tańsze rozwiązanie, niż takie polepszenie warunków lokat i kont oszczędnościowych, aby zrekompensować klientom - nadmierny, co trzeba podkreślić - apetyt fiskusa.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj