Rynek

Bezcenni wyborcy

Jak politycy (nie)uratują kredytobiorców

Miały być tanim rozwiązaniem, na razie są pułapką - franki szwajcarskie. Miały być tanim rozwiązaniem, na razie są pułapką - franki szwajcarskie. INSADCO Photography / Alamy / BEW
Partie licytują się, która bardziej pomoże kredytobiorcom, zadłużonym we frankach szwajcarskich, bo cynicznie zabiegają o głosy 700 tys. osób. Czy jednak zainteresowani rzeczywiście zyskają na proponowanych zmianach w przepisach?

700 tys. osób zaciągnęło w ostatnich latach pożyczki hipoteczne w szwajcarskiej walucie. To ludzie najczęściej młodzi, dobrze wykształceni, których zdolność kredytową banki wyceniły wysoko. Wybrali franki, a nie złotówki, bo przez lata było to bardziej opłacalne. Raty kredytów były dzięki temu niższe, niżby wynosiły przy kredycie w rodzimej walucie. Przez kilka ostatnich lat dzięki temu sporo zyskali. Pożyczki w PLN są bowiem o wiele wyżej oprocentowane. Ale tendencje na rynku finansowym bywają zmienne.

Kredyt jak w kasynie
Podczas, gdy w ich ślady tak ochoczo szli inni, był to jednak swego rodzaju hazard. Zarówno Komisja Nadzoru Finansowego - jak i prezesi banków, które zdecydowały się nie udzielać kredytów hipotecznych w walutach obcych – ostrzegali, że to ryzykowne. Zachęcano osoby, zarabiające w złotówkach, by zadłużały się raczej w rodzimej walucie. Łatwiej wtedy sporządzić rodzinny biznesplan, nie grozi też wpadnięcie w pułapkę zadłużenia, gdyby waluta kredytu zaczęła się gwałtownie umacniać.

Tak właśnie dzieje się dziś z frankiem, którego cena sięga nawet 3,5 zł (trzy lata temu było to 2-2,5 zł), a jego dalszy kurs stał się kompletnie nieprzewidywalny. Raty kredytu rosną w oczach, a wartość kredytu niejednokrotnie przewyższa już wartość nieruchomości, na którą został udzielony. Wiele rodzin wpadło w ten sposób w poważne finansowe tarapaty. Czy to znaczy, że inne rodziny powinny się składać na pomoc dla nich?

Za pomoc zapłacą podatnicy
Niekoniecznie. Ci, którzy zadłużyli się w złotówkach, też płacą dziś więcej – Rada Polityki Pieniężnej już cztery razy w tym roku podniosła stopy procentowe. Inni stracili pracę, wszystkim zarobki zjada inflacja. Kryzys światowy się nie skończył, są poważne obawy, że nastąpić może „powtórka z rozrywki”.

Obowiązkiem polityków jest dbałość o nadwerężone finanse państwa, abyśmy przy kolejnej fali kryzysu nie zostali przez niego zalani. Na nieszczęście w Polsce rozkręca się kampania wyborcza i partie rozpoczęły licytację „kto da więcej”. Emerytom, na służbę zdrowia, wielodzietnym, bezrobotnym itp. Do długiej listy tych, którym państwo powinno pomóc, każdego dnia dopisywane są kolejne grupy. Z czyjej kieszeni? Przecież nie tych, którzy obiecują, ale z naszej. Nieodpowiedzialność polityków może nas narazić na kłopoty o wiele większe, niż te, które dotknęły dzisiaj „frankistów.

Dlatego trzeba ostrożnie przyglądać się propozycjom polityków, którzy usiłują „ustawowo” dopomóc osobom zadłużonym w szwajcarskiej walucie. Do tej pory SLD zaproponowało, aby zobowiązać banki do wpisywania w umowach maksymalnego spreadu (czyli dodatkowej marży, którą pobiera bank, przeliczając kurs ze złotówek na franki i na odwrót). Liderzy PJN (Polska Jest Najważniejsza) chcą z kolei wprowadzić system spłat rat kredytowych we frankach po stałym, z góry ustalonym i niższym od obecnego kursie. Dopłatą do kursu rynkowego obciążyć chcą budżet państwa. Platforma zaś chwali się, że udało jej się zmusić banki do przyjmowania wpłat rat za mieszkania w gotówce w kasach (dzięki czemu klient może sam poszukać w kantorach tańszej waluty).

Najnowsze polityczne pomysły – przedstawione dziś przez klub Prawo i Sprawiedliwość, zakładają zmiany w prawie bankowym. Politycy chcą, aby banki dały możliwość dowolnego przewalutowania kredytów co pół roku (za opłatą nie większą niż 100 euro). A także ustalania w umowie kredytowej tzw. korytarza. Czyli górnej i dolnej granicy kursu, po której kredyt we frankach mógłby być spłacany. Przyjrzyjmy się, czy obie możliwości będą dla kredytobiorców opłacalne.

Jak oni to liczą?
Możliwość przewalutowania z franków na złotówki – i to za niską opłatą – brzmi kusząco. Tyle że pierwsze wrażenie powinna rozwiać matematyka, szczególnie jeśli pamiętamy, że standardowy kredyt hipoteczny brany jest na 30 lat.

Jeżeli przykładowo ktoś pożyczył w 2008 roku 300 tys. zł przy kursie CHF równym 2,50 zł, dziś - po wzroście kursu franka do 3,50 zł - całość winnej bankom kwoty to 420 tys. zł. I taka suma byłaby dziś do spłacenia, po zamianie na złotówki. Przewalutowanie przy takim kursie oznacza faktyczny wzrost zobowiązania. Co, jeśli światowy kryzys gospodarczy wygaśnie, za kilka lat sytuacja się uspokoi, zaś kurs szwajcarskiej waluty – dziś panicznie wywindowany – wróci do niższych poziomów? Doradcy finansowi jak mantrę powtarzają – nigdy nie należy przewalutowywać, gdy kurs jest „na górce”. Kto to zrobi – może żałować.

Również proponowany korytarz kursowy może być ryzykowny. To de facto namawianie klientów i banki do kolejnego hazardu. Na przykład – przy widełkach 2,50 – 3,50, gdy kurs przebije górny pułap, nadwyżkę będzie musiał pokryć bank (który na tę okoliczność się ubezpieczy). Zaś jeśli kurs spadnie poniżej 2,50 zł, straci klient, a bank zarobi. Tylko kto zagwarantuje, że przez kilkanaście, kilkadziesiąt lat kurs nie przekroczy widełek? I w którą stronę? Jeżeli w przyszłości kurs zacznie się niebezpiecznie wychylać (szczególnie na niekorzyść klientów), znów zapewne pojawią się propozycje, aby „korytarzowe” umowy anulować, aneksować (pamiętacie państwo słynne opcje walutowe?). I znów podchwycą je politycy.

Za oba ułatwienia proponowane przez PiS w tej czy innej formie zapłacą zapewne klienci banków. Trudno więc oprzeć się wrażeniu, że publiczne załamywanie rąk nad biednymi frankowymi kredytobiorcami to kalkulacja polityczna, obliczona na zdobycie głosów w wyborach. Niestety magicznego lekarstwa na kryzys nie znajdziemy – trzeba zakasać rękawy, zacisnąć zęby, spłacać i mieć nadzieję, że panika wokół szwajcarskiej waluty w końcu się skończy, a jej kurs spadnie. Lekcje z kryzysu są na razie takie, że prawdopodobnie wszyscy – globalnie - będą musieli więcej pracować, aby utrzymać poziom wysoki życia. Pieniądze na kolejne raty biorą się tylko z ciężkiej pracy. Przeciwnej reguły nie da się niestety zadekretować ustawowo.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Jaki wpływ na kreatywność ludzi mają ich emocje

Czy kreatywność przytrafia się tylko nielicznym.

Joanna Maria Kwaśniewska
26.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną