Rynek

Sponsor dla seniora

Na seniorach da się zarobić

Rząd Hiszpanii przy pomocy europejskich emerytów, których zachęca do spędzenia wakacji w tym kraju, usiłuje wygramolić się z kryzysu. Rząd Hiszpanii przy pomocy europejskich emerytów, których zachęca do spędzenia wakacji w tym kraju, usiłuje wygramolić się z kryzysu. Ole Graf / Corbis
Do kieszeni seniorów, z samego tylko ZUS, trafia rocznie około 100 mld zł. Coraz więcej firm uważa, że warto się po nie schylić.
W Internecie znaleźć można coraz więcej ofert z obniżoną ceną dla emerytów. Właściciele ośrodków i pensjonatów liczą, że dzięki nim sezon na zarabianie potrwa dłużej niezależnie od pogody.Elena Elisseeva/EAST NEWS W Internecie znaleźć można coraz więcej ofert z obniżoną ceną dla emerytów. Właściciele ośrodków i pensjonatów liczą, że dzięki nim sezon na zarabianie potrwa dłużej niezależnie od pogody.
Od przyszłego roku superrabaty na leki mają się skończyć. Marże dla wszystkich aptek będą sztywne.Krzysztof Wojda/Reporter Od przyszłego roku superrabaty na leki mają się skończyć. Marże dla wszystkich aptek będą sztywne.

Najpóźniej ekonomiczny potencjał emerytów zauważyła reklama. Dominujący w tej branży młodzi ludzie do niedawna w ogóle nie dostrzegali osób powyżej 49 roku życia. Uważali, że – jeśli nawet mają one pieniądze – to o tym, na co je wydadzą, i tak zdecydują wnuki. Dlatego to do młodzieży adresowana była większość reklam. Młody bez dochodów wybierał model komórki, rodzice lub dziadkowie mieli odegrać tylko bierną rolę płatnika. To się zmieniło.

Dziś prawie wszyscy operatorzy telefonii komórkowej mają już w ofercie telefony dla seniorów, ale reklamy nadal nie do nich są adresowane. Mimo że obecnie najszybciej przybywa użytkowników komórek wśród osób po pięćdziesiątce. Jeszcze trzy lata temu w tej grupie wiekowej używało ich zaledwie 23 proc., obecnie – 54 proc. Niektóre modele, jak najnowszy firmy My Phone, wyglądem przypominają tradycyjny telefon stacjonarny. Mają proste menu oraz specjalny przycisk SOS, który łączy z numerem 112.

Teraz ocknęły się banki. Zauważyły, że stereotyp biednego emeryta nie przystaje do rzeczywistości. Otworzył im oczy raport Komisji Europejskiej, którego autorzy podkreślali, że na tle swoich europejskich kolegów polscy emeryci nie wyglądają wcale źle. Podczas gdy w Unii bieda zagraża co piątemu starszemu człowiekowi, u nas zagrożonych ubóstwem jest 8 proc. Dla instytucji finansowych istotna jest także wiarygodność kredytowa. Pod tym względem seniorów można ocenić wysoko – ich dochody na głowę są o wiele wyższe niż w młodych rodzinach obarczonych dziećmi.

Potwierdzają to coroczne badania budżetów domowych GUS. Emeryci mają też ustawowe gwarancje, że ich świadczenia każdego roku muszą rosnąć w tempie równym inflacji, powiększonym dodatkowo o 20 proc. wzrostu funduszu płac. Pracujący takiej pewności, zwłaszcza obecnie, nie mają. Dlatego w dzisiejszej Polsce to starzy pomagają młodym, a nie odwrotnie.

Do listy ich zalet dopisać trzeba jeszcze jedną: emeryt nigdy już nie zostanie bezrobotnym. Chociaż więc średnie świadczenie wynosi zaledwie ok. 1600 zł, to jednak dochód ten jest bardziej pewny niż pensja. Kto dziś znajdzie lepszego klienta?

Międzynarodowa firma doradcza Deloitte, która namawia biznes do zwrócenia uwagi na seniorów już od kilku lat, podkreśla jednak, że chociaż jest to już grupa ogromna, to niejednorodna. I będzie szybko rosła. Dziś powyżej 55 lat ma już prawie co trzeci obywatel naszego kraju (28 proc.), w 2050 r. będzie to już prawie połowa (47 proc.). – Warto do nich dotrzeć i wybierać skuteczniejsze niż do tej pory kanały komunikacji – namawia Piotr Filipiuk z Deloitte. Przede wszystkim zaś trzeba odrzucić stereotypy. Najpowszechniejszy to ten, że emeryci już na nic nie czekają i niczego się od życia nie spodziewają.

Już mają czas, jeszcze mają pieniądze

Na tych, którzy wydają się najbardziej atrakcyjni, bo zamożni, jeszcze w Polsce zarobić się nie da. Jest ich za mało. Żeby jako emeryt zostać klientem prywatnej bankowości w PKO BP, trzeba będzie mieć 1 mln zł oszczędności. Albo ciągle pracować i mieć wysokie dochody. Dyr. Paweł Borys z PKO BP uważa, że takie warunki spełniają tylko byli przedsiębiorcy. Aż 40 proc. tych bogatych, bo niezależnych od ZUS, emerytów to ludzie z Warszawy, reszta jest w Poznaniu, Krakowie, Gdańsku czy Katowicach. W małych miejscowościach tylko pojedyncze osoby.

Pracujący na etatach, nawet jeśli byli beneficjentami transformacji, nie zdążyli odłożyć aż tyle na dostatnią jesień życia. Podstawą ich utrzymania pozostanie świadczenie od państwa. Dla nich przejście na emeryturę oznacza gwałtowną materialną degradację. Usiłują jej zapobiec, odkładając na trzeci filar i odsuwając decyzję o zakończeniu aktywności zawodowej.

Jednych i drugich PKO BP postanowił wziąć pod uwagę. Jako potencjalnych kandydatów private bankingu. Pierwszy oddział bank zamierza wkrótce uruchomić w Warszawie. Liczy na swoich starych klientów i tych, którzy go kiedyś opuścili, a potem wrócili. Tym ludziom kryzys już raz poważnie nadgryzł oszczędności. Przed kryzysem zamieniali depozyty na fundusze inwestycyjne, polisy lub akcje, na których spodziewali się więcej zarobić. Teraz wracają do banku. Prawie 70 proc. oszczędności znów trzymają na lokatach, przed kryzysem było to już poniżej połowy.

Badania Pentora pokazują, że bogaci klienci chcą inwestować przede wszystkim bezpiecznie. Oczekują doradców innych niż ci, z którymi zetknęli się do tej pory. Stracili do nich zaufanie, ponieważ w szczycie hossy namawiali ich do inwestowania w akcje.

Starszych klientów prywatnej bankowości jest jednak garstka. Wszystkie banki się nimi nie pożywią. Skoro bogatych niewielu, postanowiły zarabiać na biednych. Zwłaszcza że ci „biedni” i tak rocznie odkładają ponad 4 mld zł, jak wynika z badań PBS DGA. W dodatku nie bardzo wiadomo, czy nie trzymają ich w bieliźniarce, skoro tylko 40 proc. emerytów ma konta w banku. Ruszyła batalia o pozostałe 60 proc.

BZ WBK proponuje na przykład bezpłatne prowadzenie konta, jeśli miesięczne wpływy przekroczą 1 tys. zł. O kosztach przelewów bank nie informuje. Oferuje też rabaty w wybranych punktach handlowych oraz bezpłatne ubezpieczenie Medical Assistance. Polisa jest najwyraźniej skierowana do młodych emerytów – ubezpieczonemu należy się w jej ramach m.in. wizyta lekarza lub pielęgniarki pierwszego kontaktu w miejscu zamieszkania, ale tylko cztery razy w roku. W nagrodę, w ramach promocji, do końca tego roku senior otrzyma od banku kijki nordic walking.

Konta, z dostawą gotówki do domu, proponuje Bank Pocztowy. Dla starych ludzi to ważne. Nie zawsze potrafią przełamać obawę przed bankomatem, także z powodu coraz gorszego wzroku. Czują się bezpieczniej, gdy pieniądze do domu przyniesie listonosz, tak jak dawniej.

Teleopieka

Biznes senioralny rusza powoli. Firmy nie zawsze potrafią dotrzeć do swych potencjalnych klientów. Coraz częściej uświadamiają sobie, że lepiej do usług dla seniorów przekonywać ich dzieci. Zwłaszcza te, które same lada chwila też zostaną emerytami. Centrum Usług Pomorze wystartowało przed dwoma laty i przez ten czas dorobiło się zaledwie kilkudziesięciu klientów. Gdyńska firma proponuje usługę, która na Zachodzie popularna jest już od co najmniej 30 lat, a u nas ciągle pozostaje w powijakach – teleopiekę.

Biznesplan opiera się na słusznym przekonaniu, że stary człowiek – chociaż widzi, że radzi sobie coraz gorzej – jak najdłużej próbuje być samodzielny. Nie obarczać swoją niedołężnością rodziny, która i tak nie ma dla niego czasu. I przekonuje dzieci, że tak właśnie jest. Problem wybucha wtedy, gdy rodzic zasłabnie, a nie jest w stanie wezwać pomocy. Wtedy dopiero rodzina zaczyna się zastanawiać, co robić? CU Pomorze oferuje czujne oko wielkiego brata, czyli nieustający monitoring. – Potrzebny jest do tego telefon stacjonarny, utrzymujący łączność bezprzewodową z całodobową centralą – tłumaczy Katarzyna Woźniak z CU. – Starsza osoba, na ręce lub szyi, nosi nadajnik, z którego w każdej chwili może skorzystać. Po naciśnięciu guzika połączy ją z operatorem bez użycia słuchawki. Ten zdecyduje, czy wezwać lekarza, czy jedną z pięciu bliskich osób, wcześniej wskazanych przez rodzinę.

 

Teleopieka daje seniorowi poczucie bezpieczeństwa, świadomość, że ktoś cały czas nad nim czuwa. Dzięki niej samotne osoby rzadziej wzywają pogotowie, więc taką formę opieki często finansuje państwo albo prywatni ubezpieczyciele. – Niektórzy jednak uważają, że ktoś ich przez cały czas podsłuchuje – przyznaje dyr. Woźniak.

W polskiej wersji teleopieka jest możliwa tylko w domu klienta. Chociaż miesięczny abonament kosztuje zaledwie 38 zł, tłumu chętnych nie widać. Może barierą jest to, że zakup i aktywacja odpowiednich urządzeń kosztuje 399 zł? CU Pomorze jest gotowe do obsługi miliona klientów na terenie całego kraju, ale na razie o dynamicznym rozwoju nie ma mowy. Inne firmy, które próbowały świadczyć podobne usługi w Warszawie czy Poznaniu, również słabo sobie radzą. Upowszechnienie teleopieki wydaje się jednak tylko kwestią czasu.

Babci domek mały

Podobnie jak budowa prywatnych domów dla seniorów. Gdańska firma Serenity SA do sieci takich placówek w całym kraju przymierza się już od kilku lat. Środki na budowę zdobyła, wchodząc na giełdę w 2009 r. Dyr. Marek Bylina zrobił rekonesans i zorientował się, że takich domów jest już w kraju 125. – Znalazło w nich miejsce 3,2 tys. osób – wylicza. – W każdym tworzą się też długie listy oczekujących, mimo że cena miesięcznego pobytu znacznie przekracza możliwości przeciętnego emeryta. W tych z gorszymi warunkami pobyt kosztuje 2,5–3 tys. zł. W bardziej komfortowych – 5–6 tys. zł miesięcznie. Budowa pierwszego domu Serenity w Straszynie pod Gdańskiem ruszy lada moment, następny powstanie w Rawie Mazowieckiej. Od 2013 r. trzeba się jednak liczyć ze wzrostem cen. Spowodować go mogą bardziej zaostrzone normy unijne. Na razie ceny zbijają nielegalne placówki, które żadnych norm nie przestrzegają.

Pobyt dziadków w prywatnym domu opieki sfinansować musi więc rodzina. Jest też inne wyjście. Można dotychczasowe mieszkanie babci sprzedać albo wynająć i uzupełnić emeryturę dodatkowym dochodem. Właściciele niektórych domów opieki godzą się, by pensjonariusze uzupełniali emeryturę przekazaniem aktu własności mieszkania. Ciągle bowiem raczkuje tak zwana odwrócona hipoteka. Polega na tym, że za comiesięczną rentę senior przepisuje swoje mieszkanie na własność funduszu, który mu ją wypłaca. Ten pomysł, również bardzo popularny na Zachodzie, w Polsce też jeszcze nie ruszył na masową skalę. Na razie banki czekają na bardziej korzystne przepisy, a emeryci – na korzystniejszą ofertę. Nawet jeśli z niej nie skorzystają, to zyskują szansę, że rodzina bardziej troskliwie się nimi zajmie już nie z powodu uczuć do dziadków, ale strachu przed utratą spadku w postaci mieszkania.

Seniorzy wydłużają sezon

Rząd Hiszpanii przy pomocy europejskich emerytów, których zachęca do spędzenia wakacji w tym kraju, usiłuje wygramolić się z kryzysu. Dopłacając do seniorów, państwo chce rozruszać poza sezonem najważniejszą gałąź hiszpańskiej gospodarki. Żeby skorzystać z rządowego wsparcia, trzeba skończyć 55 lat. Do każdego turysty hiszpański rząd dopłaca 150 euro. Dzięki dotacji staniały wakacje na Majorce, Ibizie, Costa del Sol czy Balearach.

Neckermann, z którym na tydzień do czterogwiazdkowego hotelu w Hiszpanii pojechać można już za 1745 zł, idzie jeszcze dalej. Obejmuje zniżką także osoby towarzyszące, niezależnie od ich wieku. Dla Polaków, zazdroszczących siły nabywczej i zagranicznych wyjazdów emerytom niemieckim, oferta okazała się bardzo atrakcyjna. Niestety, nie wszystkie biura podróży informują starszych klientów, że mają sponsora. Itaka na przykład zniżek dla seniorów nie oferuje. Śladami hiszpańskiego rządu podąża za to także wiele hoteli polskich. W Internecie znaleźć można coraz więcej ofert z obniżoną ceną dla emerytów. Właściciele ośrodków i pensjonatów liczą, że dzięki nim sezon na zarabianie potrwa dłużej niezależnie od pogody.

Sponsorem, wbrew własnej woli, jest także rząd polski. Apteki sieciowe, pod hasłem umożliwienia biednym emerytom zakupu tańszych leków, zaoferowały im cały wachlarz promocji. W ich kampanie promocyjne włączyły się nawet niektóre kościoły. Żeby skorzystać z 25-procentowego rabatu przy wykupie recepty, trzeba przystąpić do programu lojalnościowego. Dopiero po ujawnieniu danych na swój temat, otrzymuje się kartę rabatową.

Grzegorz Kucharewicz, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej, jest tymi praktykami oburzony. Uważa, że zagraniczne sieci podbierają w ten sposób klientów polskim aptekarzom, a za promocje tak naprawdę płacą polscy podatnicy. – Sieci stać na promocje, bowiem rabaty, jakie dostają od producentów, sięgają 60 proc. ceny leku w aptece – wyjaśnia Kucharewicz. Pacjenci kupują tanie, refundowane leki na zapas, ale producenci od państwa żądają za nie pełnej, nieobniżonej ceny. Coraz więcej medykamentów ląduje na wysypiskach śmieci.

Od przyszłego roku superrabaty na leki mają się skończyć. Marże dla wszystkich aptek będą sztywne. Polscy aptekarze się cieszą, zagraniczne sieci straszą, że pacjenci będą płacić drożej. Farmaceutyczny sponsoring państwa się skończy.

Razem z armią emerytów urośnie pula pieniędzy, którą będą mieli do wydania, choć niekoniecznie pochodzić one będą z ZUS. Raczej z tego, co zdołamy zaoszczędzić sami. W każdym razie branża reklamowa będzie się musiała oswoić z radykalną zmianą grupy docelowej. Z wnuczka na dziadka. Sztafeta pokoleń biegnie do tyłu?

Polityka 39.2011 (2826) z dnia 21.09.2011; Rynek; s. 40
Oryginalny tytuł tekstu: "Sponsor dla seniora"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Homofobusy jeżdżą po polskich miastach. Szokują i wykluczają

Homofobusy rozpowszechniają nieprawdziwe informacje na temat osób LGBT. To akcja Fundacji Pro-Prawo do Życia, która wbrew nazwie odmawia osobom nieheteroseksualnym prawa do wolnego od dyskryminacji życia w Polsce.

Agata Szczerbiak
17.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną