Energooszczędne rozwiązania w naszym domu

PORADNIK BUDOWLANY.Tanie grzanie
Ciepło dla nowego domu może kosztować kilka tysięcy rocznie, ale może też wystarczyć kilkaset złotych. Decydujące są: maksymalnie skuteczna izolacja budynku i wybór sposobu ogrzewania. Największą karierę robi czysta energia.
Na oszczędzanie energii jesteśmy skazani, a jej odnawialne źródła są najbardziej przyjazne i bezpieczne dla środowiska.
Science Photo Library/EAST NEWS

Na oszczędzanie energii jesteśmy skazani, a jej odnawialne źródła są najbardziej przyjazne i bezpieczne dla środowiska.

Nikko, modelowy przykład budownictwa energooszczędnego.
Ludwika Juchniewicz - Lipińska, Miłosz Lipiński/Materiały promocyjne

Nikko, modelowy przykład budownictwa energooszczędnego.

Polityka

Można zbudować dom niemal samowystarczalny energetycznie, w którym źródłem energii będą słońce i wiatr – twierdzi audytor Ludomir Duda, były prezes Krajowej Agencji Poszanowania Energii. Pierwszy taki dom, projektowany pod jego kierunkiem, ma powstać w Polsce w przyszłym roku. Na dachu zainstalowane zostaną hybrydowe kolektory PV-T, które przetwarzają promieniowanie słoneczne w energię elektryczną i ciepło. Są jednocześnie ogniwami fotowoltaicznymi i panelami słonecznymi zaopatrującymi dom w ciepło do podgrzewania wody. Na polskim rynku ich nie ma, można je kupić w krajach Unii. Metr kwadratowy kosztuje (w przeliczeniu) ok. 2,5 tys. zł. Tyle samo, ile w Polsce płaci się na ogół za metr zwykłych kolektorów.

– Energia elektryczna będzie dostarczana także przez mikroturbinę wiatrową o mocy do 3 kW i ogniwa fotowoltaiczne PV – zapowiada Ludomir Duda. Zaspokoi to z nawiązką zapotrzebowanie na prąd czteroosobowej rodziny. W zimie dodatkowym zasilaniem ma być kominek z płaszczem wodnym, w którym wystarczy palić raz na kilka dni. Według założeń – biomasą, czyli w mieście na ogół peletami (granulowanym drewnem).

Dom ma być dobrze zaizolowany, będzie zużywał rocznie około 15 kWh energii na metr kwadratowy (według standardów będzie tzw. domem pasywnym), czyli około 10 razy mniej niż budynki stawiane zgodnie z obecnymi przepisami.

Rozwiązania planowane w tym domu nie są nowinkami technicznymi, w wielu krajach stosowane są w energooszczędnym budownictwie. Za 10 lat mogą się stać w krajach UE standardem. Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady UE (2010/31/UE) zobowiązuje kraje członkowskie, żeby wszystkie budynki stawiane po 2020 r. miały niemal zerowe zapotrzebowanie na energię. Definicję tak niskiego zapotrzebowania każdy kraj członkowski ma przygotować sam. Można jednak przypuszczać, że będzie zbliżona do wymagań stawianych dzisiaj budynkom pasywnym. Pamiętajmy o tym wybierając projekt domu. Jeśli nie zdecydujemy się na rozwiązania energooszczędne, nasz dom już po 10 latach będzie przestarzały technicznie.

Energia słoneczna i z wnętrza Ziemi

Pośrednicy w handlu nieruchomościami radzą zbudować dom tak, żeby po latach można go było korzystnie sprzedać. Budujemy dla siebie, ale jeśli sprzedaż okaże się konieczna, rynek potwierdzi, że była to dobra rada. Na „zimnym” domu się nie zarobi. Dawniej właściciel mógł wmówić kupującemu, że eksploatacja będzie go kosztowała grosze. Teraz nie ma na to szans: każdy dom oddany do użytku po 2008 r. musi mieć świadectwo energetyczne, w którym widać czarno na białym, ile zużywa energii (patrz ramka „Dom z certyfikatem”). Świadectwo takie powinien mieć każdy sprzedawany dom, także starszy. Radzimy nie wierzyć na słowo, że jest bardzo ciepły, i domagać się certyfikatu.

W katalogach projektów domów jest coraz więcej budynków energooszczędnych, z dobrze zaizolowanymi ścianami, dachem, podłogą, z oknami, przez które ucieka niewiele ciepła. Wybór sposobu ogrzewania i zaopatrzenia w ciepłą wodę pozostawia się jednak inwestorowi. – Można zastosować ogrzewanie pompą ciepła albo kotłem kondensacyjnym. Zamontować panele solarne do ogrzewania wody użytkowej. Zalecamy także zastosowanie wentylacji mechanicznej z odzyskiem ciepła – mówi o jednym z projektów pracowni Archipelag Anna Czyż z tej pracowni.

Co wybrać, żeby mieszkać tanio? Darmo mamy energię słoneczną, ale na instalacje solarne trzeba sporo wydać. Koszt paneli, przewodów instalacyjnych, automatyki, zasobnika wody wynosi najczęściej, w przypadku domu jednorodzinnego zamieszkanego przez 4 osoby, 13–15 tys. zł. Dla takiej rodziny montuje się zwykle panele o powierzchni około 6 m kw. Metr kwadratowy kosztuje więc 2,5 tys. zł albo niewiele mniej. Dosyć wyrównany poziom cen nie jest przypadkowy. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej od kilku lat dopłaca do instalacji solarnych. Ale tylko do określonego pułapu: dotacja przysługuje na wydatki nieprzekraczające 2,5 tys. zł za metr kwadratowy kolektora (koszty mogą być wyższe, różnica nie jest jednak dotowana). Producenci nie widzą więc powodu, żeby schodzić poniżej tego pułapu.

Dopłata do kolektorów stanowi 45 proc. poniesionych wydatków. NFOŚ i GW ma z czego dopłacać. Pieniądze na ten cel pochodzą z opłat wyrównawczych, które obowiązane są płacić przedsiębiorstwa energetyczne niekorzystające z odnawialnych źródeł energii; wpływy z tych opłat są coraz większe. W tym roku Fundusz rozszerzył program dopłat, objęto nim również kolektory zaopatrujące w ciepło do ogrzewania domów. Dotychczas dotowane były tylko solary do podgrzewania wody.

– Coraz więcej osób zamawiających u nas projekt domu zamierza zainstalować pompę ciepła – twierdzi architekt Agnieszka Owocka z pracowni Archipelag.

Na forach internetowych można przeczytać, że ogrzewanie średniej wielkości domu i zapewnienie mieszkańcom ciepłej wody kosztuje dzięki pompie gruntowej ok. 1,6 tys. zł rocznie (tyle wydaje się na zużywany przez pompę prąd). Ale zainstalowanie jej jest skomplikowane i kosztowne. Pompa pobiera ciepło z gruntu przez system rur. Układa się je poziomo na głębokości ok. 1,5 m, na powierzchni kilkuset metrów kwadratowych działki. Albo w pionowych odwiertach o głębokości kilkudziesięciu metrów. Łącznie z instalacjami pompa kosztuje na ogół 40–60 tys. zł. Dużo, ale jeśli się chce mieć ogrzewanie niewymagające obsługi, ekologiczne i można sobie na taki wydatek pozwolić – pompa gruntowa jest propozycją do rozważenia.

Znacznie tańsza jest pompa, która pobiera ciepło z powietrza (ok. 30–45 tys. zł). W naszym klimacie nie może być jednak jedynym źródłem ciepła. W czasie dużych mrozów zużywa więcej prądu, niż wytwarza ciepła i automatycznie się wyłącza.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną