Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Gdzie ten gaz

Gaz łupkowy - koniec marzeń?

Koncern Exxon Mobil szukający w Polsce gazu łupkowego zakomunikował, że pierwsze wyniki są rozczarowujące. W dwóch odwiertach było zbyt mało gazu by wydobycie mogło się opłacać.

Podobne porażki zanotowały ostatnio inne firmy szukające gazu niekonwencjonalnego. Perspektywa drugiej Norwegii coraz bardziej się oddala. Trudno rozstawać się z marzeniami.

Szybkie uruchomienie przemysłowego wydobycia gazu łupkowego jest priorytetem obecnego rządu. Pierwszy gaz ma popłynąć do odbiorców już w 2014 roku. Trwają właśnie konsultacje w sprawie powołania pełnomocnika rządu ds. gazu łupkowego. Ma nim zostać Piotr Woźniak, minister gospodarki w rządzie PiS a od niedawna Główny Geolog Kraju i wiceminister środowiska. Był nawet pomysł powołania urzędu centralnego, zajmującego się łupkami, ale zaprotestował minister finansów. W tej sytuacji rolę tę przejmie Ministerstwo Środowiska, w którym trwają kadrowe porządki robione przez nowego ministra Marcina Korolca. Premier dał jasne wytyczne: środowisko ważne, ale łupki ważniejsze. Nowy pełnomocnik rządu ma zadbać, by na naszej drodze do gazowego eldorado nie pojawiły się jakieś przeszkody – szybko przygotowywać odpowiednie przepisy, nadzorować proces koncesyjny, zapewnić PR przekonując społeczeństwo o tym, że wydobycie będzie bezpieczne, a środowisko nadmiernie nie ucierpi.

Przy okazji pełnomocnik ma też zatroszczyć się o kasę państwową, bo pomysł z łupkami jest jednym ze sposobów ratowania finansów państwa. Dlatego minister skarbu dostał polecenie, by dopilnować, aby kontrolowane przez państwo największe firmy branży paliwowo-energetycznej wyłożyły pieniądze na poszukiwanie gazu łupkowego. Minister nie toleruje sprzeciwu. Kto się w tej sprawie nie wykaże albo zgłosi wątpliwości, musi się pożegnać ze stanowiskiem. Gaz być musi.

Mamy bowiem ogromne złoża – 5,3 bln m sześc. Skąd o tym wiemy? Powiedzieli nam to Amerykanie, a oni na łupkach się znają. Dlatego traktujemy ich prognozę jako rzecz pewną i nie przyjmujemy do wiadomości, że inni amerykańscy analitycy podali prognozę prawie o połowę niższą. No bo jak ktoś ma do wyboru więcej albo mniej, to co wybierze?

Okazuje się jednak, że wykonane w Ameryce obliczenia polskich złóż nie chcą się sprawdzać w praktyce. Po okresie euforii, kiedy kolejne koncerny zapowiadały, że zaczynają wiercenia i lada chwila spodziewają się gazu, nadchodzą dość pesymistyczne informacje. Kolejne odwierty nie dają spodziewanych ilości gazu. Koszty wierceń są wyższe niż w USA, a zawartość gazu w łupkach dużo niższa. W efekcie opłacalność wydobycia staje pod znakiem zapytania. Amerykański koncern Exxon Mobil – z doświadczeniami wyniesionymi z wydobycia gazu łupkowego w Teksasie - zakomunikował właśnie, że dwa polskie odwierty nie dały spodziewanych ilości gazu. Podobne komunikaty podawały wcześniej firmy 3Legs Resources, BNK Petroleum. Aurelian wiercący w złożu niekonwencjonalnym pod Poznaniem trafił na wodę zamiast na gaz, PGNiG na Lubelszczyźnie musiał otwór zasypać, bo gazu było jak na lekarstwo. Właściwie jedyny płomyk nadziei pali się w Lubocinie na Pomorzu, gdzie PGNiG dowiercił się do gazu i pierwsze testy wypadły pomyślnie. To właśnie tam ma się teraz koncentrować  batalia państwowych firm o gaz łupkowy.

Widać jednak wyraźnie, że na błyskawiczny cud nie mamy co liczyć. Może uda się nieco zwiększyć krajowe wydobycie ale drugą Norwegią nie będziemy. Nie zanosi się byśmy z importera stali się eksporterem błękitnego surowca. Jednocześnie widać też, jak ryzykowną branżą jest poszukiwanie ropy i gazu. Każdy odwiert to wydatek kilkudziesięciu milionów złotych. Każda porażka - otwór z którego nie płynie gaz (w branży nazywa się to negatem) - to spora strata. Tymczasem jeszcze niedawno przez prasę przetoczyła się fala krytyki: dlaczego nasze skarby za bezcen rozdajemy zagranicznym firmom zamiast sami je wydobywać? To przecież takie proste - wierci się dziurę i jest gaz. Okazuje się, że proste to nie jest.

Dziurę można wywiercić, ale żeby trafić na gaz, trzeba mieć sporą wiedzę, doświadczenie i niemało szczęścia. Dlatego rodzi się pytanie, czy takie zaganianie siłą i zmuszanie państwowych firm, by podejmowały ryzykowne inwestycje w branży na której się nie znają, ma sens? Czy PGE, Tauron, Enea, KGHM powinny zajmować się łupkami?

Rozszalałe polityczne emocje wokół łupków mogą uderzyć rykoszetem w tych, którzy tymi emocjami dziś kręcą. Mogę dość łatwo przewidzieć dalszy scenariusz wypadków: inwestycje nie przyniosą oczekiwanego gazu i zaczyna się ustalanie, kto za to odpowiada. Jak może gazu nie być, skoro Amerykanie powiedzieli, że jest? Ktoś go z pewnością ukrył. Z jakiej inspiracji działał? Czy to przypadkiem nie sabotaż Gazpromu? Sejmowa komisja śledcza ds. afery łupkowej (z pewnością taka powstanie) będzie miała pełne ręce roboty by ustalić, co stało się z naszym gazem i ile miliardów złotych zmarnowano. A komentatorzy, którzy dziś wiedzą wszystko na temat pilotowania TU 154M, równie sprawnie rozłożą gaz ziemny na poszczególne atomy.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Król festynów, czyli Elvis według Luhrmanna

„Elvis”, historia kariery najsłynniejszego w dziejach piosenkarza rock’n’rollowego opowiadana z perspektywy jego menedżera, „Pułkownika” Toma Parkera, wpisuje się w tendencję ugrzeczniania wizerunków gwiazd.

Mirosław Pęczak
21.06.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną