Rynek

Gaz się uwalnia

Ile zapłacimy po uwolnieniu cen gazu

Stworzenie unijnego rynku gazu będzie miało dla Polski także inne konsekwencje. Najważniejszą ma być uwolnienie cen, tak by mogły się kształtować na zasadzie równowagi popytu i podaży. Stworzenie unijnego rynku gazu będzie miało dla Polski także inne konsekwencje. Najważniejszą ma być uwolnienie cen, tak by mogły się kształtować na zasadzie równowagi popytu i podaży. DDP Images / Forum
Gaz ziemny to jeden z ostatnich towarów, którego ceny ustalane są na drodze administracyjnej. To ma się jednak zmienić. Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki zastąpi niewidzialna ręka rynku.
Dziś 3 proc. odbiorców zużywa 73 proc. gazu. To wielkie zakłady przemysłowe, głównie z branży chemicznej.Bartłomiej Kudowicz/Forum Dziś 3 proc. odbiorców zużywa 73 proc. gazu. To wielkie zakłady przemysłowe, głównie z branży chemicznej.

Kiedy nadchodzi zimno, w Krajowej Dyspozycji Gazu robi się gorąco. Każda kreska poniżej zera oznacza wzrost zapotrzebowania na paliwo. Gdy temperatura spada poniżej –20° C, jak na początku lutego tego roku, sprawa robi się poważna. Trzeba opróżniać podziemne magazyny i uważnie śledzić ciśnienie na granicznych punktach zdawczo-odbiorczych, którymi gaz płynie do Polski. Zwłaszcza tych na wschodzie, bo tu już nieraz zdarzały się kłopoty z dostawami.

2 lutego 2012 r. padł rekord – dobowe zużycie gazu osiągnęło 72,3 mln m sześc. W styczniu wystarczało ok. 40 mln.

Mimo rekordowego w historii zużycia po raz pierwszy nie musieliśmy się specjalnie denerwować. Wszystko dzięki pojawieniu się nowych alternatywnych możliwości zaopatrywania Polski w gaz – wyjaśnia Wojciech Kowalski, członek zarządu spółki Gaz-System, operatora polskiej sieci gazowej. Te nowe możliwości to efekt rozbudowy gazociągów na Dolnym Śląsku (zwiększają przepustowość punktu na granicy polsko-niemieckiej) i uruchomienie nowego połączenia z systemem czeskim w rejonie Cieszyna. Można też odbierać więcej gazu z Jamału, dzięki tzw. wirtualnemu rewersowi. To zmiana, którą zawdzięczamy nowym unijnym regulacjom.

UE buduje europejski rynek gazu podobnie do rynku energii elektrycznej. Zakłada rozdzielenie działalności przesyłowej od handlowej. Kto sprzedaje gaz, nie może zajmować się jego przesyłem. Obowiązuje neutralność sieci (żaden klient nie może być faworyzowany) oraz zasada TPA, czyli dostępu do sieci stron trzecich. Dlatego właśnie od niedawna operatorem polskiego odcinka gazociągu jamalskiego została spółka Gaz-System, a dostęp do jego ogromnych i nie w pełni wykorzystywanych zdolności przesyłowych (ponad 30 mld m sześc. rocznie) zyskały też inne firmy, prócz rosyjskiego Gazpromu.

Stworzenie unijnego rynku gazu będzie miało dla Polski także inne konsekwencje. Najważniejszą ma być uwolnienie cen, tak by mogły się kształtować na zasadzie równowagi popytu i podaży. To radykalna zmiana, bo dziś rynek gazu mamy w pełni regulowany. Prezes Urzędu Regulacji Energetyki (URE) na drodze administracyjnej ustala taryfy na gaz i usługi związane z jego przesyłem. Dochodzi przy tym do sporych napięć między regulatorem a producentami czy dostawcami gazu.

Kto, jak i z kim?

Spółka Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) dobija się obecnie o podwyżkę ceny, a prezes URE nie godzi się na to. Obie strony mają swoje racje. PGNiG tłumaczy, że musi płacić coraz więcej za importowany gaz, zaś prezes URE nie chce, by monopolista gazowy w całości przenosił skutki wzrostu cen na swoich odbiorców. Koszty energii mają bowiem duży udział w domowych budżetach, jak również decydują o konkurencyjności polskiej gospodarki.

Jak pogodzić te sprzeczne racje? Ekonomicznym buforem jest dziś gaz wydobywany przez PGNiG w kraju. Jednak polski koncern nie może go sprzedać po cenie rynkowej, lecz po kosztach wydobycia (powiększonych o zwrot z zainwestowanego kapitału). Z połączenia bardzo drogiego gazu rosyjskiego, nieco tańszego importowanego z innych kierunków oraz taniego gazu krajowego (pokrywa ok. 1/3 polskich potrzeb) powstaje mieszanka, która trafia do odbiorców po cenie ustalonej przez prezesa URE. Do tej ceny doliczane są jeszcze koszty magazynowania obowiązkowych zapasów gazu.

W efekcie administracyjna kontrola ogranicza zyski PGNiG, a więc i jego możliwości inwestycyjne.

A przecież jednocześnie ze strony właścicieli spółki (w tym przede wszystkim Skarbu Państwa) rosną oczekiwania, by koncern coraz więcej inwestował w poszukiwanie i wydobycie ropy i gazu. Zwłaszcza gazu łupkowego. Tego gazu poszukuje w Polsce poza PGNiG także wiele innych firm krajowych i zagranicznych. Wszystkie argumentują, że podjęcie działalności wydobywczej jest zależne od tego, czy zniesiona zostanie taryfikacja cen gazu. Poszukiwania gazu łupkowego są bowiem nie tylko kosztowną inwestycją (PGNiG planuje przeznaczyć na ten cel w tym roku ok. 200 mln zł), ale też zbyt ryzykowną, by dodawać do niej kolejne ryzyko związane z koniecznością sprzedaży gazu po narzuconej cenie.

Z drugiej jednak strony nie można zapominać, że dziś polski rynek gazowy niemal w całości należy do PGNiG. Poza przywilejem monopolisty spółka ma także obowiązki wynikające z polsko-rosyjskiego kontraktu gazowego, który musi realizować jeszcze przez wiele lat. Nie widać tu miejsca na konkurencję ani też grę podaży i popytu. W tej sytuacji rodzi się pytanie – czy liberalizacja ma sens i czy w ogóle jest możliwa? Kto ma tym gazem handlować, jak i z kim?

Hurt i detal

Obowiązek uwolnienia rynku gazu wynika z unijnej dyrektywy. Nie możemy dłużej czekać, bo Komisja Europejska wszczęła już przeciw Polsce postępowanie z powodu utrzymywania regulowanych cen. Następnym krokiem będzie zapewne pozwanie naszego kraju przed Europejski Trybunał Sprawiedliwości – wyjaśnia dr Filip Elżanowski, ekspert z UW w dziedzinie prawa energetycznego.

Dlatego prezes URE przeprowadził konsultacje wśród firm i przygotował plan uwalniania cen gazu. Pierwszym krokiem będzie liberalizacja rynku hurtowego. A tak naprawdę stworzenie go od zera.

Zaproponowaliśmy, że wystawimy na aukcje 70 proc. gazu z naszego portfela na lata 2013–15 – wyjaśnia Sławomir Hinc, wiceprezes PGNiG. – Odbędzie się pięć aukcji, na każdej chcemy sprzedawać do 1,9 mld m sześc. Cena będzie ustalona w oparciu o średnie koszty pozyskania gazu ze wszystkich źródeł. Żeby podnieść atrakcyjność oferty, zrezygnujemy z naszej marży hurtowej.

Koncern przygotował własny Program Uwalniania Gazu i przedstawił go do konsultacji. Świadomy nieuchronności tego procesu, koncentruje się na korzyściach, jakie może mu on przynieść. Najważniejsza będzie rezygnacja z konieczności zatwierdzania taryf na gaz (usługi sieciowe pozostaną obszarem regulowanym, bo tu nigdy nie będzie konkurencji). Na początek dla wielkich odbiorców, ale to oni decydują o wpływach PGNiG.

 

Dziś 3 proc. odbiorców zużywa 73 proc. gazu. To wielkie zakłady przemysłowe, głównie z branży chemicznej. Dla nich ceny zostałyby uwolnione od początku przyszłego roku. 6,5 mln odbiorców domowych zużywa rocznie zaledwie 3,5 mld m sześc., czyli ok. 27 proc. Oni jeszcze przez kilka lat płaciliby za gaz według cen zatwierdzonych przez prezesa URE. Stąd zresztą w projekcie PGNiG propozycja uwolnienia w pierwszym etapie 70 proc. gazu. Te 30 proc. byłoby zarezerwowane dla – jak mówią gazownicy –„kuchenkowiczów”. Potem, kiedy narodzi się wolny rynek, także odbiorcy indywidualni będą mogli wybierać, czyj gaz popłynie do ich domów.

Na razie jednak nie powstał system ochrony odbiorców wrażliwych, czyli tych, którzy na skutek wzrostu cen energii (elektrycznej, gazowej, cieplnej) mogliby popaść w energetyczne ubóstwo. Wciąż nie ma jasności, czy miałaby to być specjalna taryfa dla pewnej grupy (przepisy UE na to zezwalają), czy też system zasiłków energetycznych. Konieczne jest też wprowadzenie instytucji sprzedawcy z urzędu, czyli firmy, która będzie zaopatrywała każdego, kto sam sobie nie wybrał dostawcy gazu albo jego dotychczasowy dostawca przestał wywiązywać się z obowiązków (bo np. zbankrutował). Bez uregulowania tych wszystkich spraw i stworzenia systemu ochrony uwolnienie cen dla odbiorców indywidualnych nie jest możliwe. Już dziś mamy w Polsce jedne z najwyższych cen energii.

Gaz z prądem i wodą

Czy ktoś będzie zainteresowany kupowaniem gazu na aukcjach, gdzie na początku nie będzie gry popytu i podaży, ale jeden dostawca z ceną ustaloną w administracyjny sposób? Twórcy programu liberalizacji są pewni, że chętni się znajdą, bo będzie to dla nich szansa na budowę własnej pozycji na rodzącym się rynku. Gaz mogą kupować na swoje potrzeby bezpośrednio wielcy odbiorcy (niektórzy już dziś szukają takich możliwości) oraz spółki działające w innych segmentach rynku energetycznego, by na przykład oferować swoim odbiorcom wspólne dostawy energii elektrycznej i gazu.

To łączenie się energetycznych rynków będzie też miało wymiar symboliczny. Gazownicy odchodzą bowiem od swoich tradycyjnych miar gazu, czyli metrów sześciennych, na rzecz jednostek kojarzących się nam dziś z elektrycznością – kilowatogodzin (kWh). Warto więc już dziś zapamiętać, że metr sześcienny gazu ziemnego to ok. 11 kWh energii. Przyszłość rynku – uważają eksperci – będzie należała do spółek zwanych z angielska Multi-utility, czyli takich, które oferują jednocześnie kilka produktów: gaz, energię elektryczną i cieplną oraz wodę. Z tego m.in. powodu PGNiG zdecydował się na zakup Elektrociepłowni Warszawskich od firmy Vattenfall Heat. Koncern gazowniczy będzie więc produkował ciepło i energię elektryczną. Także z gazu.

Kolejnym krokiem na drodze do liberalizacji ma być obrót giełdowy będący nowym obszarem działalności Towarowej Giełdy Energii. Jest to niezbędne dla utrzymania płynności i zbilansowania rynku. Giełda ma być miejscem, gdzie będzie można na bieżąco uzupełniać braki gazu lub pozbywać się nadwyżek.

Uruchomienie terminalu LNG, rozbudowa naszej sieci, w tym połączeń międzysystemowych na granicach, dzięki którym wzmocnione zostaną możliwości wymiany gazu, będzie sprzyjać rozwojowi rynku. Bez nowych połączeń gazowych nie da się stworzyć europejskiego rynku – przekonuje Wojciech Kowalski z Gaz-Systemu.

Komisja Europejska dąży do powstania jednego unijnego rynku gazu. Chce skończyć z długoterminowymi kontraktami między dostawcami i odbiorcami, z politycznymi negocjacjami rządów krajów konsumentów z rządami krajów producentów, z ustalaniem cen w ramach skomplikowanych polityczno-ekonomicznych targów. Chodzi o to, by poprzez rozbudowę sieci przesyłowej, także transgranicznej i magazynów gazu stworzyć warunki swobodnego dostępu do rynku i łatwego handlu gazem w ramach całej wspólnoty. Będzie to najskuteczniejszy sposób zapewnienia krajom UE bezpieczeństwa energetycznego i uczciwej konkurencji pomiędzy poszczególnymi źródłami energii – przekonuje Komisja Europejska.

Ile to ma kosztować?

To brzmi pięknie, czy jednak w ostatecznym rozrachunku jako konsumenci zapłacimy za gaz mniej czy więcej? Premier niedawno zadeklarował, że warunkiem jego zgody na uwolnienie cen jest stworzenie rynkowej konkurencji i zabezpieczenie najuboższych odbiorców. Na razie rząd współpracuje z URE w celu utrzymania cen na „maksymalnie niskim poziomie”, a minister skarbu przyznał, że nie ma jeszcze wiarygodnej prognozy dotyczącej wpływu procesu deregulacji na ceny. Poprosił o taką prognozę Ministerstwo Gospodarki.

Tymczasem eksperci twierdzą, że w początkowym okresie po liberalizacji rynku można spodziewać się wzrostu ceny gazu o 10–15 proc., a nawet więcej. Na wydatki użytkowników przełoży się to w mniejszym stopniu, bo w rachunkach, jakie płacimy, są też inne opłaty, m.in. za przesył, abonament, dystrybucję. Zapewne kiedy pojawi się wielu graczy i nowe źródła pozyskiwania gazu, w tym zwłaszcza krajowego gazu łupkowego, a PGNiG z sukcesem zakończy postępowanie arbitrażowe w sprawie zmian kontraktu na dostawy gazu z Rosji, ceny mogą spaść. Dlatego trzymajmy kciuki za łupki i za arbitraż.

 

***

Energetyka to jeden z wielkich polskich tematów, o których powinniśmy rozmawiać, ale o których rozmawia się trudno. Dyskusja o bezpieczeństwie energetycznym kraju, o energetyce jądrowej i odnawialnej, zaopatrzeniu w prąd i gaz, eksploatacji złóż gazu łupkowego, magazynowaniu paliw itd. musi dotykać kwestii politycznych, prawnych, technicznych, inwestycyjnych, ekologicznych, finansowych. Jednocześnie są to sprawy zbyt ważne  i dotyczące każdego z nas, aby pozostawić je wyłącznie specjalistom. Zamierzamy więc cyklicznie publikować specjalne „Raporty energetyczne”, w których nasi dziennikarze i zaproszeni eksperci będą próbowali opisać i objaśnić, co się dzieje w polskiej energetyce, jakie mamy tu spory i wybory.  Dziś koncentrujemy się na  niezwykle ważnej kwestii liberalizacji rynku gazu, uwolnienia jego cen oraz na inwestycjach strategicznych dla gazowej infrastruktury.

Polityka 12.2012 (2851) z dnia 21.03.2012; Raport; s. 38
Oryginalny tytuł tekstu: "Gaz się uwalnia"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Jak komunikować swoje potrzeby

Jak wyrazić swoje potrzeby, aby inni je uwzględniali.

Anna Dąbrowska, Anna Dobrowolska
06.02.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną