Rynek

Mocne karty

Karty płatnicze – kochane i nienawidzone

Według sprzedawców obniżenie interchange pozwoli kartom wkroczyć też do małych sklepów i spopularyzuje tę formę płacenia w mniejszych miejscowościach. Według sprzedawców obniżenie interchange pozwoli kartom wkroczyć też do małych sklepów i spopularyzuje tę formę płacenia w mniejszych miejscowościach. Dmitriy Shironosov / PantherMedia
Czy małe sklepy będą wreszcie chętniej przyjmować karty? Czy zapłacimy nimi kiedyś w Biedronce? Jest na to szansa, ale najpierw banki oraz organizacje Visa i MasterCard muszą ograniczyć najwyższe w Europie prowizje.
Obniżki interchange będą stopniowe i trochę ucywilizują nasz rynek kart.luca de polo/BEW Obniżki interchange będą stopniowe i trochę ucywilizują nasz rynek kart.
Polityka

Karty lubią klienci, ale właściciele sklepów, zwłaszcza małych, ich nienawidzą. Prowizje w handlu spożywczym są dzisiaj niskie, konkurencja ostra. Opłata kartą oznacza, że przy drobnych rachunkach sprzedający w wielu przypadkach zamiast zysków liczą straty. Mają nadzieję, że wybierzemy przynajmniej prostą kartę debetową. Najczarniejszy dla nich scenariusz to taki, gdy kupujący zamiast Visy Electron czy Maestro wyciąga z portfela ekskluzywną kredytówkę. Wówczas koszty dla sprzedawcy są największe, zyski topnieją lub zamieniają się w straty.

Konflikt między polskimi handlowcami a bankami i organizacjami płatniczymi trwa od dawna. Jego powodem jest spór o wysokość opłaty interchange ponoszonej przez sprzedawców na rzecz banków, wystawców kart i właścicieli terminali. Opłata interchange jest w Polsce wyjątkowo wysoka. Spór na ten temat stał się jeszcze ostrzejszy, gdy Narodowy Bank Polski w swoim raporcie porównał wysokość interchange w różnych krajach Unii Europejskiej. Wniosek był frustrujący – ta prowizja w Polsce jest najwyższa spośród 27 krajów wspólnotowych i wynosi przeciętnie aż 1,6 proc. wartości transakcji. Średnia unijna to 0,7 proc. Nawet kraje naszego regionu, jak choćby Czechy czy Węgry, mają wyraźnie niższy interchange. Dlaczego?

Gra o duże pieniądze

Najpierw banki i organizacje płatnicze powtarzały, że w Polsce dopiero buduje się system nowoczesnych rozliczeń i trzeba znaleźć pieniądze na ten cel. Wysokie stawki opłaty interchange tłumaczono naszym zacofaniem technologicznym. Przekonywano handlowców, że jeśli teraz zainwestują w terminale i ścierpią wysokie wydatki na ich utrzymanie, to klienci z gotówki masowo przerzucą się na karty. A wiadomo, że korzystanie z plastiku sprzyja zakupom. Banki oraz Visa i MasterCard przez lata utrzymywały, że w Polsce jest wciąż za mało terminali płatniczych, a klienci nadal za rzadko korzystają z kart, więc opłat interchange obniżyć nie można.

Sporą część winy ponoszą jednak i sami handlowcy, którzy długo nie potrafili się porozumieć i zacząć twardych negocjacji z bankami. Dopiero pod koniec 2011 r. powstała Fundacja Rozwoju Obrotu Bezgotówkowego, która w tej chwili zrzesza 1,5 tys. przedsiębiorstw. To mało, ale w tym gronie jest sporo dużych sieci sprzedaży, jak Tesco, Kaufland czy Lidl, oraz większość polskich stacji paliwowych. To pierwszy dobrze słyszalny głos środowiska sprzedawców, przez lata podzielonego i niezdolnego do mocniejszej presji na banki.

Jednak szansę na niższy interchange zawdzięczamy przede wszystkim NBP, który postanowił stać się patronem porozumienia między handlowcami, bankami, organizacjami płatniczymi i agentami rozliczeniowymi. Bank centralny dał jasno do zrozumienia, że jeśli nie będzie dobrowolnych zmian, to pojawi się ustawa i maksymalne stawki, a wówczas banki i organizacje płatnicze stracą więcej. Gra toczy się o duże pieniądze, bo tylko w tym roku przychody z interchange wyniosą prawie 1,6 mld zł. Groźba NBP podziałała i po kilkumiesięcznych negocjacjach udało się wypracować harmonogram obniżania opłaty interchange, która w przyszłym roku miałaby spaść do średnio 1,1 proc. wartości transakcji, a w ciągu kilku lat osiągnęłaby średni poziom w krajach Unii. Nie wszyscy jednak ulegli namowom. Do porozumienia nie chce przystąpić jeden, ale za to bardzo ważny gracz – MasterCard.

Agresywna taktyka

Polska, jak wiele innych krajów, to królestwo dwóch organizacji płatniczych, które kontrolują prawie cały rynek. Jedna trzecia wydanych u nas kart ma logo MasterCard (lub Maestro, należące do tego samego właściciela), a dwie trzecie to plastiki z napisem Visa. Na przełamanie tego duopolu szans nie ma, bo inne systemy, czyli American Express i Diner’s Club, specjalizują się w obsłudze wąskiego grona najbogatszych klientów i nie mają zamiaru zmieniać swojej strategii. Visa i MasterCard przez lata obficie korzystały z wysokiego poziomu interchange, ale teraz, gdy są ostro naciskane, żeby go obniżać, przyjęły różne strategie. Działająca u nas Visa to część firmy Visa Europe, która nie jest notowana na giełdzie i pozostaje własnością kilku tysięcy europejskich banków. Decyzje dotyczące Polski podejmują tu w zasadzie wyłącznie polskie banki. To naturalne, że nie chciały iść na wojnę z NBP i zaakceptowały zaproponowane obniżki interchange.

MasterCard odpowiada, że NBP próbuje doprowadzić do… cenowej zmowy, co jest w Polsce karane i ścigane przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Zgadza się co prawda na obniżki interchange, ale chce stosować swój własny harmonogram i różnicuje stawki prowizji w zależności od kart. – Od przyszłego roku proponujemy średni interchange w wysokości 1,11 proc., czyli praktycznie taki, jak zalecany przez NBP. W przypadku niektórych kart debetowych wyniesie on zaledwie 0,8 proc. Nie chcemy natomiast, aby ta opłata była taka sama dla wszystkich kart – mówi Michał Skowronek, dyrektor polskiego oddziału MasterCard.

 

Kontrowersje wzbudza zwłaszcza bardzo wysoki interchange na poziomie 2 proc. dla mocno promowanych kart kredytowych typu MasterCard World, którego ta organizacja nie chce obniżyć. Twierdzi bowiem, że takie ekskluzywne karty konkurują przede wszystkim z produktami American Express i Diner’s Club, które również nie brały udziału w pracach zespołu przy NBP.

MasterCard, w przeciwieństwie do europejskiej Visy, jest spółką giełdową notowaną w Nowym Jorku. Wszystkie decyzje podejmuje zarząd w amerykańskiej centrali, choć oczywiście kieruje się opinią polskich menedżerów. MasterCard przyjmuje bardziej agresywną taktykę w obawie przed reakcją udziałowców i martwi się przede wszystkim o kurs swoich akcji. Poza tym ta organizacja próbuje wzmocnić swoją pozycję i walczy o większy udział na naszym rynku kosztem lidera, czyli Visy. – Jesteśmy rozczarowani decyzją MasterCard. Wierzyliśmy, że system ten wykaże odpowiedzialność za rozwój obrotu bezgotówkowego w Polsce i zaakceptuje dobre, kompromisowe rozwiązania wypracowane pod auspicjami NBP – mówi Małgorzata O’Shaughnessy, wiceprezes Visa Europe.

MasterCard ma pewnie nadzieję na realizację scenariusza węgierskiego. W tym kraju kilka lat temu także doszło do ostrego sporu o wysokość interchange. Banki zdecydowały się na obniżkę opłat w ramach systemu Visa. Również MasterCard zaczął zmniejszać prowizję, ale robił to wolniej niż jego największy konkurent. W efekcie banki zaczęły wydawać coraz więcej kart z logo MasterCard, bo miały dzięki nim wyższe przychody. Straciła na tym Visa i drugi raz podobnego błędu popełnić nie zamierza. Oburzona zachowaniem MasterCard daje do zrozumienia, że i ona może nie przystąpić do ugody, której patronuje NBP.

Z kolei bank centralny, jeśli do porozumienia nie dojdzie, razem z Ministerstwem Finansów zacznie zapewne prace nad ustawą z maksymalnymi, narzuconymi z góry stawkami. Zmniejszenie opłat ponoszonych przez sprzedawców jest raczej pewne, choć nadal nie wiemy, czy będzie dobrowolne czy nakazowe, jak miało to miejsce m.in. w Australii i Stanach Zjednoczonych. Komisja Europejska o transgraniczny interchange też od dawna walczy z Visą i MasterCard. Dzięki niej te prowizje w przypadku płatności kartą w innym kraju UE zdecydowanie zmalały i wynoszą teraz 0,2–0,3 proc. wartości transakcji.

A co dla klientów oznacza niższy interchange? Kto oczekuje z tego powodu spadku cen w sklepach, na pewno się zawiedzie. Redukcja interchange w żadnym kraju nie dała takiego efektu. Cel NBP jest zupełnie inny – chodzi o zwiększenie liczby terminali płatniczych i zachęcenie sprzedawców do akceptowania kart w każdej sytuacji. W tej chwili w Polsce jest 1,7 mln kas fiskalnych, ale tylko 250 tys. terminali. Według sprzedawców obniżenie interchange pozwoli kartom wkroczyć też do małych sklepów i spopularyzuje tę formę płacenia w mniejszych miejscowościach. Organizacje płatnicze tego optymizmu nie podzielają. Ich zdaniem spadek wpływów z interchange nie zostanie szybko zrekompensowany częstszym używaniem kart. Straszą za to innymi kosztami, które poniosą przede wszystkim klienci banków.

Taka groźba zresztą istnieje, o czym świadczą przykłady innych krajów. W Australii, po drastycznym obniżeniu interchange, wyraźnie wzrosły opłaty pobieranie przez banki za używanie kart. W Stanach Zjednoczonych największe instytucje finansowe miały podobny pomysł, ale nie doceniły oporu klientów, którzy masowo zaczęli zamykać konta i przenosić się do mniejszych banków. Ta wielka konsumencka akcja poskutkowała i giganci wycofali się z nowych opłat. – W Polsce banki na pewno też będą próbowały zrekompensować sobie niższe wpływy z interchange. Niektóre mogą spróbować podnieść lub wprowadzić opłaty za karty, których klienci rzadko używają. Być może również rzadziej będzie oferowana wypłata bez prowizji ze wszystkich bankomatów w kraju. Jednak dzięki dużej konkurencji na rynku na pewno nie wszyscy zdecydują się przerzucać koszty na klientów – mówi Halina Kochalska, ekspert Open Finance.

Wojna czy dobrowolne porozumienie?

Obniżki interchange będą stopniowe i trochę ucywilizują nasz rynek kart. Dzięki nim może zaczną wreszcie akceptować karty zarówno giganci, jak Biedronka, którzy do tej pory odmawiali jakiejkolwiek współpracy, jak i więcej małych sklepów, dla których obecne stawki są nie do przyjęcia.

Już widać jednak, że nie uda się obniżyć interchange w Polsce spokojnie i po dobroci. To zbyt lukratywny rynek, żeby MasterCard podpisał w tej kwestii zawieszenie broni i nie próbował wykorzystać koncyliacyjnej postawy przeciwnika dla poprawienia własnej pozycji rynkowej. Obie firmy powinny jednak pamiętać, że na wojnie mogą wiele stracić. Wszędzie tam, gdzie interchange obniżano metodami prawnymi, spadał on znacznie szybciej niż w krajach, gdzie działo się to na zasadzie dobrowolnych porozumień.

Polityka 26.2012 (2864) z dnia 27.06.2012; Rynek; s. 38
Oryginalny tytuł tekstu: "Mocne karty"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Mocni w głowie. Jak wspierać sportowców psychicznie?

Rozmowa z dr Zuzanną Gazdowską o tym, dlaczego sport stał się wyczerpujący psychicznie i jak ratować zawodników przed załamaniem.

Joanna Cieśla
12.08.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną