Wielki sukces czy wielka afera z węgorzem w tle

Larwa nie chce jeść
Czy olsztyński projekt rozrodu węgorza to sukces, jak donoszą media, czy humbug, jak twierdzą szefowie specjalistycznych instytutów naukowo-badawczych? Warto wiedzieć, bo poszły na to grube pieniądze.
Prof. Dariusz Kucharczyk, szef projektu „Innowacje w akwakulturze ryb ze szczególnym uwzględnieniem biotechniki ryb”.
Grzegorz Czykwin/Gazeta Olsztyńska/Gazeta Olsztyńska

Prof. Dariusz Kucharczyk, szef projektu „Innowacje w akwakulturze ryb ze szczególnym uwzględnieniem biotechniki ryb”.

Węgorz europejski jest rybą poszukiwaną, drogą, do tego zagrożoną wyginięciem.
Arco Digital Images/H. Frei/Forum

Węgorz europejski jest rybą poszukiwaną, drogą, do tego zagrożoną wyginięciem.

Na promocję projektu przewidziano 20 proc. jego wartości. W jej ramach znalazło sie miejsce na komiks o węgorzowym love story zakończonym in vitro.
materiały prasowe

Na promocję projektu przewidziano 20 proc. jego wartości. W jej ramach znalazło sie miejsce na komiks o węgorzowym love story zakończonym in vitro.

Wydział Ochrony Środowiska i Rybactwa (WOŚiR) Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego mieści się w Olsztynie. Pracuje na nim „Osobowość roku Warmii i Mazur 2011” prof. Dariusz Kucharczyk, któremu rozgłos przyniosły podjęte niedawno prace nad sztucznym rozrodem węgorza. Naprzeciwko WOŚiR siedzibę ma Instytut Rybactwa Śródlądowego (IRS) z 60-letnią tradycją. Od pierwszych medialnych doniesień o dokonaniach zespołu prof. Kucharczyka pracownicy IRS regularnie odbierają telefony hodowców, którzy chcą zainwestować w węgorze i pomylili placówki badawcze. Prof. Bogdan Zdanowski, dyrektor IRS, ma dylemat – rozwiewać nadzieje czy milczeć. Bo wie, że od węgorzowego in vitro daleka droga do węgorzyków zdatnych do hodowli. Tomasz Linkowski, dyrektor Morskiego Instytutu Rybackiego (MIR) w Gdyni (90 lat tradycji), mówi o marnowaniu pieniędzy w spektakularny sposób.

Przynęta

Projekt prof. Kucharczyka nosi tytuł „Innowacje w akwakulturze ryb ze szczególnym uwzględnieniem biotechniki rozrodu ryb”. Ma charakter pilotażowy, co oznacza, że w finale jest przewidziane wdrożenie. Na projekt ten z – finansowanego częściowo przez UE – Programu Operacyjnego Ryby przyznano 33 mln zł, czyli ponad połowę puli na rybne nowinki. Resztę rozdzielono na 9 innych projektów, 19 pomysłów nie uzyskało finansowania. Pilotaż olsztyński, prócz węgorza, obejmuje jeszcze 10 innych gatunków ryb. Ale ich rozród, zarówno naturalny jak i sztuczny, został już zbadany, opracowany. Gatunki te nie mają większego znaczenia gospodarczego. Są istotne dla amatorów wędkowania. Właśnie węgorz był główną atrakcją projektu prof. Kucharczyka – przynętą pozwalającą złowić wielkie pieniądze. Dużą ich część przeznaczono na doposażenie uczelni (od specjalistycznej aparatury poczynając, a na laptopach i telefonach komórkowych kończąc). Aż jedną piątą postanowiono wydać na promocję.

Węgorz europejski jest rybą poszukiwaną, drogą, do tego zagrożoną wyginięciem. W 2007 r. gatunek został objęty ochroną, a w 2011 r. UE wprowadziła ograniczenia w handlu. Wcześniej młode węgorzyki na wielką skalę kupowali do hodowli Chińczycy. W Polsce projekt ochrony węgorza za unijne pieniądze realizują pospołu IRS i MIR. Ochrona polega głównie na kupowaniu narybku za granicą i wpuszczaniu go do naszych wód. Narybek pochodzi z rozrodu naturalnego, który odbywa się hen, w rejonie Morza Sargassowego. Dorosłe węgorze, także te z Polski, docierają tam po półtorarocznej wędrówce, by odbyć tarło, po którym giną. Ich potomstwem są larwy. Niesione przez Golfstrom po 2–3 latach docierają do wybrzeży Europy. Po drodze przechodzą różne metamorfozy, by w końcowym etapie przybrać postać tzw. węgorza szklistego. Dopiero on nadaje się do hodowli.

Próby sztucznego rozrodu naukowcy z różnych krajów podejmują od dziesięcioleci, ale nikomu nie udało się uzyskać narybku zdolnego do samodzielnego życia. Najbardziej zaawansowani Duńczycy uzyskali tyle, że ich larwy z in vitro przeżyły kilkanaście dni. Póki starczyło żółtka z jaja, z którego się wylęgły. Tej bariery żaden badacz dotąd nie przeskoczył. Natrafili na nią także naukowcy z Japonii, którzy pracowali nad węgorzem japońskim (inny gatunek). Tu larwy też nie chciały jeść. Po 20 latach udało się im dobrać karmę – sproszkowane żółtka jaj rekina. Dochowali się węgorza szklistego. Nie otwarło to jednak drogi do hodowli – konwencja chroniąca zagrożone gatunki zakazuje tego rodzaju diety w hodowli.

Gdyby olsztyńskie „Innowacje w akwakulturze ryb” oznaczały upragniony przełom, byłyby warte przyznanych im pieniędzy. Jednak przedstawiciele IRS, MIR oraz Departamentu Rybołówstwa w Ministerstwie Rolnictwa mówią jednym głosem – projekt pełen jest niedopowiedzeń, w istocie nie obiecuje niczego.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną