Jak Czesi wykupili polskie kopalnie

Kopią, aż miło
Od lat nie wiemy, co zrobić z deficytowymi kopalniami węgla kamiennego. Warto poradzić się w tej sprawie Czechów. Od momentu kiedy przejęli polską Silesię, zaprowadzili nowe porządki i zarabiają.
Kopalnia Silesia w Czechowicach-Dziedzicach. W tym roku wydobycie dojdzie tu do 2 mln ton.
Adam Lach/Napo Images for Solid Ground/Forum

Kopalnia Silesia w Czechowicach-Dziedzicach. W tym roku wydobycie dojdzie tu do 2 mln ton.

Czeskie rządy przywróciły nie tylko stracony blask wybudowanej 111 lat temu kopalni, ale zmieniły również otoczenie.
Tomasz Fritz/Agencja Gazeta

Czeskie rządy przywróciły nie tylko stracony blask wybudowanej 111 lat temu kopalni, ale zmieniły również otoczenie.

Kopalnia Silesia w Czechowicach-Dziedzicach od grudnia 2010 r. należy do czeskiego Energetyczno-Przemysłowego Holdingu (EPH), firmy kontrolowanej przez Petra Kellnera, jednego z najbogatszych Czechów. Wcześniej wchodziła w skład państwowej Kompanii Węglowej, największego koncernu górniczego Europy, i przeznaczona była do zamknięcia. Rocznie przynosiła 100 mln zł strat. Wydobycie spadło do kilkuset ton miesięcznie, załoga topniała w oczach, z dołu zaczęto wywozić co cenniejsze urządzenia. EPH zapłacił za Silesię niewiele, bo około 30 mln zł. Za to dostał złom, ale także dostęp do złoża ponad 500 mln ton świetnego węgla energetycznego. To pierwsza, i jak na razie jedyna, polska kopalnia w zagranicznych rękach. – Silesia została sprzedana tylko dlatego, że nie stać nas było na jej uzdrowienie, na olbrzymie nakłady finansowe umożliwiające dalsze funkcjonowanie – mówi Zbigniew Madej, rzecznik prasowy Kompanii Węglowej. W unowocześnienie niewielkiej w sumie kopalni EPH zainwestował 750 mln zł, a niebawem te nakłady dojadą do miliarda. – To tyle, ile my rocznie wydajemy na inwestycje rozwojowe w 15 kopalniach – przekonuje Madej.

Pod koniec sierpnia 2013 r. uruchomiono zmodernizowany szyb, który ułatwi zwiększenie wydobycia. Odrodzona kopalnia miała bowiem problem z transportem węgla na powierzchnię. W tym roku wydobycie dojdzie do 2 mln, a w przyszłym do 3 mln ton. Węgiel sprzedaje się jak świeże bułeczki (korzystna cena do jakości), choć w tym samym czasie na hałdach Kompanii Węglowej od zeszłego roku leży 6 mln ton. Kompania zmniejsza wydobycie i wyciąga rękę po państwową pomoc. Ma ok. 300 mln zł strat. – Silesia to dzisiaj kopalnia XXI w. – mówi przodowy Adam Byrdy (od 23 lat w kopalni). – Takiego sprzętu wcześniej na oczy nie widzieliśmy. Podaje przykład: – Kolejka dowozi nas do samej ściany, zmieniamy się prawie w biegu. Poprzednio do przodka szło się 2–3 km. Kilkaset metrów pod ziemią to nie jest prosty spacerek. Górnicy niepotrzebnie się nie męczą i mogą szybko przystąpić do pracy. Urządzenia wydobywcze Silesii pracują 20 godzin na dobę. W państwowym górnictwie średnia to 10–12 godzin.

Fedrują w systemie 24/7, czyli non stop, z kilkugodzinną przerwą w niedzielę na prace remontowo-serwisowe. Tak nie pracuje się w żadnej innej kopalni w Polsce. Padają zarzuty, że czeski inwestor postawił polskiego górnika pod ścianą i wymusił rezygnację z wywalczonego jeszcze w sierpniu 1980 r. i zagwarantowanego w Porozumieniach Jastrzębskich prawa do wolnej soboty i niedzieli. – Prędzej czy później wszystkie węglowe spółki będą tak fedrować, jeżeli chcą przetrwać – przewiduje Dariusz Dudek, przewodniczący kopalnianej Solidarności, który sam zbiera cięgi za to, że przystał na czeskie porządki.

Wyjątkowy wynik

Czeskie rządy przywróciły nie tylko stracony blask wybudowanej 111 lat temu kopalni, ale zmieniły również otoczenie. Każdy przekraczający bramę Silesii – z prezesem i członkami zarządu włącznie – klika na klawiaturze nr 9. To taki alkolotek. Komputer wybiera losowo kandydatów do badania trzeźwości. Jeśli ktoś ma wątpliwości co do kondycji, to przed kliknięciem może sprawdzić się na dostępnych alkomatach i ewentualnie poprosić na ten dzień o urlop na żądanie. Górnik po alkoholu stwarza niebezpieczeństwo, zwłaszcza w kopalni o najwyższym stopniu zagrożenia metanowego. Tu nie ma miejsca na ryzyko. Od maja 2012 r. do końca roku przez alkohol pracę straciło ponad 100 górników Silesii (załoga liczy ok. 1600 osób), a drugie tyle z firm zewnętrznych ma zakaz wstępu. Okoliczne bary piwne – nieodłączny element górniczego pejzażu – zaczęły bankrutować.

Wszystko byłoby trudne do zaakceptowania dla górników, gdyby nie świadomość, że sami uratowali kopalnię. – Mieliśmy nóż na gardle, dlatego potrafimy się sami ograniczać – mówi z nieukrywaną dumą przewodniczący Dudek. Bo też właśnie szefowi Solidarności przypisuje się główną rolę w ratowaniu kopalni i zwabieniu czeskiego inwestora.

W połowie 2003 r. na wieść o zapowiadanej likwidacji przez 9 dni strajkowało pod ziemią blisko pół tysiąca górników. Likwidację wstrzymano, ale związkowcy broni nie złożyli. Docierali do posłów i senatorów z lewa i prawa, na własną rękę szukali chętnych do przejęcia kopalni. Przeprowadzono dwa referenda. Za sprzedażą i prywatyzacją kopalni opowiedziało się ponad 93 proc. załogi. Jak na górnictwo to wynik wyjątkowy.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną