Rynek

Nowa fala

Szwajcaria otwiera się na Polaków

Flickr CC by 2.0
Od 1 maja 2014 r. mieszkańcy Unii mogą pracować w Szwajcarii. Oznacza to całkowite otwarcie szwajcarskiego rynku pracy dla obywateli nowej Unii Europejskiej (oprócz Bułgarów i Rumunów), w tym dla Polaków.

Otwarcie szwajcarskiego rynku pracy miało nastąpić jeszcze trzy lata temu – 1 maja 2011 r. Władze tego kraju postanowiły przedłużyć okres przejściowy, bo obawiały się fali napływu imigrantów takiej jak do innych krajów europejskiego obszaru gospodarczego po 2004 r.

A władze kraju o bezrobociu wynoszącym 3,4 proc. miały się czego obawiać, bo imigracja do niego rośnie od wielu lat, a obcokrajowcy stanowią 23 proc. populacji.

Jak było do tej pory?

W Szwajcarii obowiązywały ograniczenia w dostępie do rynku pracy dla obywateli ośmiu państw Unii Europejskiej, tj. Polski, Słowenii, Czech, Estonii, Łotwy, Litwy, Węgier oraz Słowacji. Powodem takiego rozwiązania mają być zatem obawy o kwestie integracji, przestrzegania płacy minimalnej oraz warunków pracy przy wzrastającym tempie migracji z Europy Środkowo-Wschodniej.

Ograniczenie polegało na tym, że imigrant mógł dostać zezwolenie na pracę, tylko jeśli szwajcarski pracodawca nie znalazł na daną posadę rodaka albo cudzoziemca posiadającego już prawo pobytu i pracy. Dodatkowo limit zezwoleń na pobyt i pracę w Szwajcarii wydawanych obywatelom krajów „nowej ósemki” został ustalony na poziomie 2 180 zezwoleń w skali roku dla planujących pracować dłużej niż 30 miesięcy.

Ilu Polaków jeździ do Szwajcarii?

Szwajcaria ze względu na ograniczenia w podejmowaniu pracy nie stała się tak popularnym kierunkiem wyjazdów z Polski jak Wielka Brytania czy Niemcy. W 2003 r. w Szwajcarii przebywało 4,7 tys. Polaków, 10 lat później jest to już 16,3 tys. osób.

Na 8 mln mieszkańców Szwajcarii tylko 6,1 mln stanowią osoby ze szwajcarskimi paszportami. W ostatnich latach zwiększyła się liczba imigrantów przyjeżdżających do pracy w tym kraju z 1,5 mln w 2003 r. do 1,9 mln w 2013 r.

Polacy stanowią 0,9 proc. wszystkich imigrantów przebywających czasowo na terenie Szwajcarii, choć jeszcze w 2003 r. było to tylko 0,3 proc (za: Eurostat).

Najwięcej imigrantów w Szwajcarii jest z Unii Europejskiej – stanowią 64 proc. wszystkich imigrantów. W kraju tym pracuje ogromna rzesza Włochów – około 300 tys., ale także innych nacji, takich jak Brytyjczycy, Belgowie czy Austriacy. Imigranci spoza Unii wykonują najczęściej gorzej płatne prace, których nie podejmują się sami Szwajcarzy, ale także imigranci z krajów „starej Unii”.

Dlaczego warto wyjechać akurat tam?

W Szwajcarii podatki dochodowe są niższe niż w Polsce. Średnie roczne wynagrodzenie według parytetu siły nabywczej, czyli takie, które uwzględnia różnice w cenach, wynosi w Szwajcarii 24 tys. euro, gdy w Polsce tylko 8,5 tys. euro. Zarobki w Szwajcarii ustępują tylko tym w Norwegii. Jednakże z Norwegią łączą Szwajcarię także wysokie koszty życia – ewentualne dochody i oszczędności może pochłonąć zwykła konsumpcja.

Szwajcaria to specyficzny rynek pracy. Trzeba znać jeden z trzech języków głównie używanych w kraju: włoski, francuski lub szczególną odmianę niemieckiego. Dodatkowo Szwajcarzy poszukują albo niewykwalifikowanych pracowników (a mają w kim wybierać spośród licznych imigrantów), albo specjalistów – informatyków i finansistów. 

Pierwsza grupa poszukiwanych pracowników spośród imigrantów to przede wszystkim opiekunki do dzieci, pracownicy gastronomii, kelnerzy i robotnicy, np. ślusarze i spawacze. Trzeba pamiętać, że ich wynagrodzenia będą wahać się od kilkuset do niecałych 2 tys. euro miesięcznie. Czyli dużo mniej niż miesięczna średnia krajowa w Szwajcarii, wynosząca 5 tys. euro.

Druga grupa to specjaliści zasilający duży sektor finansowy (m.in. analitycy od business intelligence) oraz informatycy i programiści. Ci wykwalifikowani pracownicy mogą liczyć nawet na więcej niż 10 tys. euro miesięcznie.

Czy czeka nas nowa fala wyjazdów?

Nie, bo Szwajcaria to za mały rynek pracy. A dodatkowo trzeba bardzo dobrze znać jeden z języków urzędowych koniecznie na poziomie konwersacyjnym, co jest przeszkodą dla niewykwalifikowanych pracowników. Wysokie koszty życia utrudniają imigrantom oszczędzanie i transferowanie środków do kraju pochodzenia.

Podsumowując, do Szwajcarii będą najpewniej wyjeżdżać finansiści i specjaliści, ale jest to na tyle nieduża grupa zawodowa, że tylko kilka tysięcy z nich może skusić się warunkami życia w tym kraju. Zwłaszcza że obecnie w tym sektorze jest wiele zwolnień i można spodziewać się większej ich liczby m.in. przez konsolidację OFE, która zacznie się w przyszłym roku – efekt rządowej reformy.

Do Szwajcarii przyjadą także już tradycyjnie polscy migranci, którzy od 2004 r. krążą po Europie, mieszkając okresowo w Islandii, Wielkiej Brytanii czy Norwegii. Najpewniej kilka lub kilkanaście tysięcy z nich zdecyduje się na osiedlenie się czasowo lub na stałe właśnie w ostatnim kraju otwierającym przed Polakami swoje granice.

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Rafał Wojaczek pod gwiazdą rozpaczną

Swego czasu stał się idolem i do dziś rozbudza namiętności wśród czytelników. Spośród wielu młodo zmarłych literackich straceńców i nadwrażliwców może jeszcze Halina Poświatowska wywołuje czytelnicze emocje. Blednie za to mit Edwarda Stachury, mało kto wraca do wierszy Andrzeja Bursy czy prozy Marka Hłaski. Dlaczego jedne literackie legendy trwają, inne zdają się rozwiewać?

Mirosław Pęczak
08.12.2001
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną