Szybka kolej w Polsce, szybki powód do kpin

Wykolejone Pendolino
Projekt zakupu nowoczesnych pociągów przerodził się w teatr absurdu. Punkty próbują zdobyć politycy, nawołując nawet do zerwania kontraktu. Szkoda tylko, że na tej kolejowej awanturze najwięcej stracą, jak zawsze, pasażerowie.
Miał być wielki sukces, będzie wielka klapa?
Viktor Cap/PantherMedia

Miał być wielki sukces, będzie wielka klapa?

Historia polskiego Pendolino łatwo pozwala zrozumieć, dlaczego mimo kolejnych unijnych miliardów wydawanych na kolej jakość podróżowania pociągami po Polsce jest wciąż tak fatalna. Składy wyprodukowane przez Alstom miały być przełomem dla PKP Intercity i zmienić postrzeganie kolei w naszym kraju. Ten zakup był wyjątkową szansą na to, aby pokazać pasażerom zupełnie nową jakość i dokonać na kolei podobnej rewolucji wizerunkowej, jaka w transporcie autobusowym udała się Polskiego Busowi. Ta wielka szansa jest już niestety zmarnowana. Pendolino z symbolu nowoczesności stało się obiektem żartów i kpin, a ostatnio także przedmiotem politycznych sporów.

Najpierw okazało się, że z powodu kolejnych opóźnień i coraz mniej ambitnych planów remontowych te bez wątpienia nowoczesne pociągi nie wykorzystają w Polsce pełni swoich możliwości. Chociaż mogą rozwijać prędkość aż 250 km na godz., pojadą najwyżej 200 km na godz. po części Centralnej Magistrali Kolejowej, a ze stolicy do Gdańska jeszcze wolniej. Tam jeszcze mogą utrudnić dostęp pociągom towarowym do portów, bo w porę nie rozbudowano trójmiejskiego węzła.

Chociaż składy Pendolino są przystosowane do różnych napięć w sieci trakcyjnej, tego atutu też nie wykorzystają jeszcze długo, bo nie wiadomo, kiedy na Centralnej Magistrali napięcie zostanie podniesione, tak aby kiedyś można było po niej pojechać 250 km na godz. Wielu pasażerów było również rozczarowanych, gdy okazało się, że zamówiono pociągi bez wychylnego pudła, co nieco skróciłoby czas przejazdu do Gdańska po linii, która została tylko wyremontowana, a nie przebudowana, więc nadal ma wiele ostrych łuków.

Jednak tak naprawdę najpoważniejszy zarzut wobec Pendolino, wykorzystywany przez wielu polityków, to fakt, że nie jest „polskie”. Nasi producenci – Pesa i Newag – w tym przetargu nie wystartowali, bo stwierdzili, że na razie nie są gotowi, aby wyprodukować tak zaawansowany technologicznie pociąg. Chcieli sprzedać tańsze, prostsze i nieco wolniejsze składy. Dziś triumfują, wskazując, że w zupełności by one wystarczyły na nasze niezbyt nowoczesne tory. W sukurs przeciwnikom Pendolino przyszedł najnowszy konflikt między Alstomem a PKP Intercity, dotyczący homologacji dla nowych pociągów. Alstom twierdzi, że nie może ich w Polsce przetestować dla maksymalnej prędkości 250 km na godz., bo po prostu nie ma gdzie tego zrobić. Spółka PKP Intercity wskazuje na warunki przetargu i czeka na decyzję z góry, czyli z Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju. A minister gospodarki sugeruje, by po prostu zerwać kontrakt.

Byłaby to prawdziwa katastrofa, ale wcale nie dla potężnego Alstomu, gotowego na długie i kosztowne procesy sądowe. Największą ofiarą byłoby PKP Intercity, które i tak jest w fatalnej sytuacji finansowej, a w projekt Pendolino zainwestowało już mnóstwo pieniędzy. Ich strata i konieczność zwrotu unijnej dotacji mogłyby oznaczać tylko jedno – bankructwo przewoźnika. Teraz w interesie wszystkich leży już nie zrywanie kontraktu, ale jak najszybszy wyjazd Pendolino na tory, aby wreszcie mogły zacząć na siebie zarabiać. Tylko że zamiast zastanawiać się, jak zdobyć pasażerów i konkurować z Polskim Busem czy Ryanairem, kolejarze stali się zakładnikami polityków. A to nie wróży niczego dobrego, bo i jedni, i drudzy już wielokrotnie udowodnili, że budować nowoczesnej kolei w Polsce po prostu nie potrafią.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną