Rynek

Ile piwa w piwie?

Wewnątrządowy konflikt o cenę piwa

W ciągu ostatnich kilkunastu lat ceny napojów alkoholowych rosły o wiele wolniej niż przeciętne wynagrodzenie. W ciągu ostatnich kilkunastu lat ceny napojów alkoholowych rosły o wiele wolniej niż przeciętne wynagrodzenie. Igor Klimov / Polityka
Piwo jest za tanie – uważa minister zdrowia. Wcale nie – odpowiada minister finansów i odmawia podniesienia akcyzy. A minister sportu nawet bardziej by je reklamował. Zanosi się na gorącą dyskusję w rządzie. Przy piwie?
Nastolatki zwykle piją w towarzystwie rówieśników.Arne Trautmann/PantherMedia Nastolatki zwykle piją w towarzystwie rówieśników.
Przybywa piwoszy, wśród pijących jest ich już 60 proc.Niklas Halle'n/Photoshot/Reporter Przybywa piwoszy, wśród pijących jest ich już 60 proc.

Mateusz Szczurek, minister finansów, nie miał dokąd uciekać. Wracał samolotem z Luksemburga razem z Igorem Radziewiczem-Winnickim, wiceministrem zdrowia, a ten całą drogę opowiadał, jak przesuwa się granica alkoholowej inicjacji młodzieży. Piją coraz młodsi, już 13- i 12-latki. Najczęściej sięgają po piwo. Sprzedawanie przez dyskonty puszek wzmocnionego browaru za niewiele ponad złotówkę Radziewicz-Winnicki wręcz uważa za niedopuszczalną promocję alkoholu dla młodych.

Jego obawy potwierdza raport Instytutu Psychiatrii i Neurologii dotyczący warszawskich 15-latków. Wynika z niego, że tylko co czwarty gimnazjalista nigdy jeszcze nie sięgnął po alkohol, a 43 proc. ankietowanych nastolatków pije regularnie, choć umiarkowanie. Podczas jednego spotkania nie wypijają raczej więcej niż dwie butelki piwa albo dwie lampki (po 200 ml) wina lub dwa kieliszki wódki. Upija się natomiast 18 proc. 15-latków. Nastolatki zwykle piją w towarzystwie rówieśników, coraz częściej także z rodzicami i samotnie.

Raport „Młodzież 2013”, przygotowany przez CBOS na zlecenie Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii, pokazuje, że w ciągu miesiąca poprzedzającego badanie piwo piło aż 72 proc. uczniów, wódkę – 68 proc., wino – 35 proc. Co najmniej raz upiło się w tym czasie aż 44 proc. uczniów, a 11 proc. – co najmniej trzy razy. Najwięcej piją uczniowie szkół zawodowych. Tam sięga po alkohol aż 90 proc. Najmniej – nastolatki z liceów publicznych, w których nie pije 31 proc. W prywatnych – 28 proc.

Wśród dorosłych grono najczęściej sięgających po wódkę jest stałe, wynosi około 33–34 proc. Przybywa piwoszy, wśród pijących jest ich już 60 proc. Ubywa amatorów wina – 24 proc. Statystycznie rzecz biorąc, nie należymy do pijących najwięcej. Więcej od nas piją Czesi, to unijni rekordziści – rocznie spożywają 16,6 l alkoholu na głowę. Na drugim miejscu są Rumuni (16,3 l), Słoweńcy (15,3 l), potem Słowacy (14,6 l). Wyprzedzają nas też Węgrzy (14,2 l) oraz Estończycy (14 l). Średnia polska to 13,6 l, unijna – 12,5 l. W naszej średniej mieszczą się jednak aż 3 l alkoholu nierejestrowanego, czyli – z przemytu. Najwięcej w UE.

Majstrowanie przy akcyzie

Charakteryzuje nas też tzw. wschodni model picia. Czech wypije dużo i często, przeważnie piwo, ale się nie upije. Francuz (12,7 l) pociąga wino i też jest co najwyżej na rauszu. Polak lubi na umór. Dlatego wybiera alkohol, zwykle kierując się nie tyle jego walorami smakowymi, co stosunkiem ceny do mocy. Chodzi o to, żeby był ekonomiczny. Lubimy sponiewierać się szybko i tanio. Wschodni model picia oznacza wzmacnianie piwa wódką. Te dwa rodzaje alkoholu nieodmiennie chodzą u nas w parze.

W ciągu ostatnich kilkunastu lat ceny napojów alkoholowych rosły o wiele wolniej niż przeciętne wynagrodzenie. Stawały się więc coraz bardziej dostępne. Szybciej od alkoholu drożała też żywność. Za średnią krajową można wypić coraz więcej. W 2001 r. alkoholowa siła nabywcza zarobków przeciętnego Polaka stanowiła 88 butelek wódki albo 22 flaszki białego wina lub też 772 półlitrowych butelek piwa. W 2012 r. średnia pensja była już równa 174 butelkom czystej albo 382 wina lub 1206 opakowaniom piwa (według danych Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych).

 

Relatywnie najszybciej taniała wódka. Ale to pozory, bo zawartość alkoholu w wódce pozostała na tym samym poziomie. A w piwie się zmieniła, zwłaszcza tym najtańszym. Taki Harnaś czy Tatra albo inne (najczęściej są to tak zwane marki własne sieci handlowych) potrafi mieć już nawet 9 albo i 11 proc. alkoholu, co skłania do podejrzeń, że zostały wzmocnione spirytusem. Że to piwo jest już piwem tylko z nazwy. Ale też nie jest to oferta dla smakoszy.

Puszkę mocnego browaru można w dyskoncie kupić już za 1,20 zł. Dlatego Ministerstwo Zdrowia proponuje, aby akcyzę liczyć w zależności od zawartości alkoholu. Wtedy piwa, które dzisiaj są najtańsze i najmocniejsze, musiałyby kosztować o wiele drożej.

Kłopot w tym, że przy samej akcyzie na piwo majstrować nie można. Akcyza procentowa oznaczałaby rewolucję na całym alkoholowym rynku, na co minister finansów na pewno się nie odważy. Mogłaby nawet zmienić całą obecną strukturę cen. Więc Ministerstwo Zdrowia, w oficjalnym piśmie do Ministerstwa Finansów, proponuje kompromis – wprowadzenie ceny minimalnej na piwo. Żeby podnieść barierę dostępu.

Piwa z zagranicy nikt przecież przemycać nie będzie, nie opłaci się. Cena minimalna wzmocniłaby nawet pozycję rynkową małych browarów lokalnych, które mają zwykle produkt nieco droższy i lepszy. – Niech producenci konkurują ze sobą jakością, a nie ceną – postuluje Radziewicz-Winnicki.

Danuta Gut z Browarów Polskich, zrzeszających dużych producentów, do propozycji Ministerstwa Zdrowia podchodzi spokojnie. – Cenę minimalną chciała już wprowadzić Wielka Brytania – przypomina Gut. – Okazało się, że musieliby się na to zgodzić wszyscy członkowie Wspólnoty, w przeciwnym razie byłoby to złamanie traktatu europejskiego. Takie działanie narusza bowiem wolną konkurencję. To nie przejdzie – mówi. Ktoś, kto chciałby wejść na rynek ze swoim piwem, nie mógłby stosować ceny promocyjnej. Globalni producenci nie zgodzą się na ruch, który mógłby przynieść ograniczenie sprzedaży.

Utopiony zakaz

Browary są przyzwyczajone do ataków na piwo. Ostatni odparły przed kilkoma miesiącami wraz z obaleniem kolejnego projektu nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości. Grupa posłów usiłowała zakazać sprzedaży oraz picia alkoholu na pływalniach i kąpieliskach. Łatwo było storpedować nie tyle sens zakazu, co ośmieszyć brak jego precyzji.

Co to znaczy kąpielisko? – pyta Danuta Gut. I odpowiada: – To także nadmorskie plaże. Musiałyby z nich zniknąć piwiarnie, w których dziś gasi się pragnienie zimnym, kulturalnie podanym napojem. Wróciliby panowie, którzy proponowaliby ciepłe piwo z torby, oczywiście nielegalnie. Tak jak do niedawna działo się to w pociągach dalekobieżnych. W wagonie Wars pociągu jadącego do Berlina piwo było zabronione, ale w niemieckim wagonie restauracyjnym tego samego pociągu można się go było napić.

W Sejmie zakaz picia na kąpieliskach utopiono. Czemu Radziewicz-Winnicki się nie dziwi. – Jeśli konferencje prasowe organizują posłowie, którzy mają jeszcze w organizmie 2 promile alkoholu, to znaczy, że alkoholu ma w parlamencie kto bronić. Lobby piwne dociera do posłów skutecznie.

Minister finansów z akcyzy i podatku VAT na piwo ma grubo ponad 8 mld zł. I musi uważać, żeby pochopnymi ruchami tej sumy nie zmniejszyć. Browarnicy chętnie przypominają, że gdy w 2009 r. podniesiono o 16 proc. akcyzę na piwo, konsumpcja zmalała, a wpływy do budżetu się skurczyły. Od tej pory fiskus przy piwie nie majstruje. I nie zamierza, o czym Jacek Kapica, wiceminister finansów, w piśmie oficjalnym do kolegi od zdrowia informuje.

 

I przedstawia wyliczenia własne, które dla amatorów napojów alkoholowych mogą być lekko wkurzające. Widać bowiem, że państwo ich łupi. Polskie stawki podatku akcyzowego do najniższych nie należą, są u nas 2,5 razy wyższe od minimów unijnych. W przypadku wina należą wręcz do najwyższych w UE. Zarobki – przeciwnie.

Relatywnie do zarobków można nawet powiedzieć, że w Polsce alkohol jest wyjątkowo drogi. Świadczą o tym dobitnie wyliczenia Eurostatu. Według unijnego Urzędu Statystycznego nasze ceny napojów wyskokowych są niemalże równe unijnym – stanowią 93 proc. cen wspólnotowych. Podczas gdy ceny żywności wynoszą 61 proc. unijnej średniej. Jacek Kapica zwraca więc uwagę, że „oznacza to niższą dostępność ekonomiczną napojów alkoholowych w porównaniu z żywnością”. Czyli są jednak drogie.

Dokręcanie śruby cenowej mogłoby doprowadzić do sytuacji, w której przy średnim poziomie wynagrodzenia cena napojów alkoholowych uniemożliwiałaby ich zakup, co oznacza zapaść w legalnym handlu i rozkwit szarej strefy. Więc minister Kapica nadmiernemu fiskalizmowi mówi stanowcze „nie!”. Patologii, jakimi są picie nieletnich czy nietrzeźwi kierowcy, nie będzie zamieniał na inne.

Tanie poniewieranie

Więc po jesiennej podwyżce akcyzy na wódkę piwo znów poniewiera najtaniej, bo podniesienie podatku piwa nie objęło. Do jesieni 2013 r., według Ministerstwa Finansów, najkorzystniejszy stosunek ceny do mocy (czyli zawartości procentowej alkoholu) był w wódce. 40-procentowej, w półlitrowych butelkach i cenie 22 zł. Amator wschodniego modelu spożycia za jeden procent alkoholu płacił 1,10 zł. Po podwyżce akcyzy stawka poszła w górę, ale MF nie przedstawia wyliczeń, o ile.

W przypadku piwa ministerstwo przyjęło, że przy cenie 3,30 zł za półlitrową puszkę za każdy procent mocy klient zapłaci 1,32 zł. To prawda, ale tylko wtedy, gdy piwo ma zawartość 5 proc. alkoholu. W wersji wzmocnionej, do 9, nie mówiąc o 11 proc., piwa nic nie przebije. Stąd rosnąca popularność trunku.

Także dlatego, że piwo – w przeciwieństwie do alkoholi mocniejszych – można reklamować. Na razie jeszcze z czerwonymi napisami na białym tle, ostrzegającymi, że napój może szkodzić kobietom w ciąży i kierowcom. Jeśli jednak ministrowi sportu uda się rygory reklamowe złagodzić (żeby browary chętniej sponsorowały sport), być może napisy ostrzegawcze znikną. Wraz z informacją, że sprzedaż alkoholu niepełnoletnim jest przestępstwem (bo to i tak fikcja). Podobnie jak ostrzeżenie, że pół litra piwa zawiera 25 g czystego alkoholu etylowego. Coraz częściej zawiera go bowiem dużo więcej.

Jacek Kapica zamiast wzrostu podatków doradza Igorowi Radziewiczowi-Winnickiemu zmiany systemowe. Może takie, jak w Skandynawii, gdzie alkohol w nocy i późnym wieczorem dostępny jest tylko w restauracjach? Nie mówiąc o tym, że na stacjach benzynowych nie ma go wcale. – Wróciłyby mety – wzdycha wiceminister zdrowia i zbiera siły do następnego ataku. Wróci do sprawy po kolejnym drastycznym wypadku drogowym, spowodowanym przez nietrzeźwego kierowcę. Może ucznia? Na razie browary odparły kolejny atak na tanie piwo.

Polityka 29.2014 (2967) z dnia 15.07.2014; Rynek; s. 38
Oryginalny tytuł tekstu: "Ile piwa w piwie?"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Niezbędnik

Small talk zaczął być źródłem stresu

Dr Marzena Cypryańska-Nezlek o tym, dlaczego pogawędka o pogodzie straciła miłą neutralność i zaczęła wywoływać napięcie.

Katarzyna Kazimierowska
07.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną