Rynek

Frankowa biegunka

Rozczarowująca oferta rządu dla „frankowiczów”

Forex / Twitter
Każdy pomysł na pomoc zadłużonym w CHF jest dobry, aby walczyć o przychylność wyborców – z takiego założenia najwyraźniej wychodzą politycy. Festiwal obietnic zatem trwa. W większości niezbyt sensownych.

Wicepremier Janusz Piechociński proponuje trzyletnie wakacje kredytowe dla tych, którzy wpadną w kłopoty z powodu wysokiego kursu franka. Szef Komisji Nadzoru Finansowego Andrzej Jakubiak zastanawia się nad przewalutowaniem po kursie z dnia zaciągnięcia kredytu. Niektóre banki prześcigają się w deklaracjach o czasowym obniżeniu spreadu walutowego albo wydłużeniu czasu spłaty.

Część kredytobiorców, zachęcona tym pospolitym ruszeniem, idzie o krok dalej i grozi pozwami zbiorowymi, żądając unieważnienia kredytów. Machina ruszyła, a najlepszym paliwem dla niej jest zbliżający się sezon wyborczy. Każda szanująca się partia musi mieć swoje zdanie w sprawie franka i przedstawiać pomysły na pomoc.

W tej gorączce frankowej postulaty sensowne mieszają się z absurdalnymi, a rozwiązania krótkoterminowe z prawdziwymi problemami. Tymczasem wystarczy na chwilę ochłonąć, żeby zobaczyć, że sytuacja jest dziś inna niż dwa tygodnie temu. Frank nieco staniał, a do tego rynkowa stopa Libor w Szwajcarii wynosi już prawie -1 proc. Oznacza to, że w bankach uwzględniających ujemne stopy (miejmy nadzieję, że wszystkie zrobią to dobrowolnie) nowe raty wcale nie muszą być wyższe od poprzednich.

Oczywiście nie wiemy, jak zachowa się kurs franka w najbliższym czasie, ale widać, że wielu polityków ten temat chce po prostu cynicznie wykorzystać do walki wyborczej, bo nie mają pomysłów, jak rozwiązać dużo trudniejsze sprawy. Gdzie byli ci politycy, gdy frankowe szaleństwo trwało w najlepsze w 2006 czy 2007 r.? Prawo i Sprawiedliwość wtedy przecież wręcz protestowało przeciwko próbom ograniczania kredytów w obcych walutach.

Zamiast dziś mamić obietnicami często bez pokrycia, lepiej byłoby wypracować pewne, wspólne dla wszystkich banków zasady postępowania. Dotyczą one na przykład sytuacji, w których kwota kredytu przekracza teraz wartość zabezpieczenia, czyli mieszkania. Na pewno powinien funkcjonować mechanizm pomocy dla osób spłacających kredyt, które wpadły, nie z własnej winy, w kłopoty – na przykład straciły pracę. Należy też ujednolicić zasady przewalutowania, które zresztą dla wielu zadłużonych wcale nie byłoby opłacalne.

To wszystko banki powinny zrobić same, bez udziału polityków, a najwyżej pod patronatem Komisji Nadzoru Finansowego. Tak samo jak na stałe, a nie tymczasowo, trzeba ograniczyć spready, będące dotąd ukrytą formą dodatkowej prowizji. To też zresztą jeden z tematów, o którym politycy różnych opcji mówią dziś dużo i chętnie, a jeszcze kilka lat temu spreadów ustawowo uregulować wcale nie chcieli.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Janusz Dzięcioł w szponach szołbizu

Wyluzowany Janusz Dzięcioł powtarza do kamery, że nie lubiłby siebie, gdyby się zmienił, dlatego się nie zmieni, chociaż kto wie, co sława przyniesie. Szołbiznes, mówią ludzie, jest jak walec, każdego rozgniecie, każdą głębię duchową zniweluje. Czy normalny człowiek po wygraniu bardzo popularnego programu telewizyjnego może z wygranym półmilionem złotych w kieszeni wrócić do bloków, do pracy?

Sławomir Mizerski
30.06.2001
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną