Rynek

Morze pieniędzy w piasek

Pomorskie inwestycje za unijne pieniądze

Fragment rowerowego szlaku nadmorskiego koło Kołobrzegu. Tu Unia też pomogła. Fragment rowerowego szlaku nadmorskiego koło Kołobrzegu. Tu Unia też pomogła. Przemysław Gryń / Newspix.pl
Rzeka unijnych dotacji dopłynęła także nad polski Bałtyk. I się w nim rozpłynęła, nie zostawiając po sobie zbyt wielu śladów. A przynajmniej tych godnych naśladowania.
Kamienne umocnienia w pobliżu KarwiiRyszard Felkner/WWF Kamienne umocnienia w pobliżu Karwii

Artykuł w wersji audio

Książka jest ciężka, z mnóstwem kolorowych zdjęć, planów i mapek. Leży na korytarzu Pomorskiego Urzędu Marszałkowskiego w Gdańsku i zdaje się wołać o uwagę. Wydano ją za pieniądze unijne (w ramach Programu Operacyjnego Pomoc Techniczna). Na okładce logo konkursu Polska Pięknieje – 7 Cudów Funduszy Europejskich. Niżej tytuł: „Przewodnik turystyczny. Śladem funduszy europejskich”. Do tej pory odbyło się siedem edycji konkursu. W siedmiu kategoriach nagrodzono i nominowano do nagród łącznie 144 projekty wsparte unijnymi pieniędzmi. Mapka pokazuje, że w nadmorskich wczasowiskach, które wchłonęły już setki milionów z UE i które ściągają rzesze turystów, o cud funduszy europejskich otrzeć się niełatwo. Jakoś ich tam nie dostrzeżemy.

Jak pokonać Sukiennice?

Uda się, jeśli pojedziemy do Świnoujścia na transgraniczną promenadę łączącą miasto z kurortami niemieckiej gminy Heringsdorf albo na Międzynarodowy Zlot Morsów w Mielnie, albo do Parku Północnego w Sopocie (po pełnej rewaloryzacji). Można by jeszcze dorzucić sieć przystani kajakowych na rzece Redze, zaczynającą się już w Płotach, a kończącą w nadmorskim Mrzeżynie. Jest jeszcze Gdańsk z Narodowym Centrum Żeglarstwa. To i tak mniej niż mało.

– Rocznie mamy 220–300 zgłoszeń – mówi Andrzej Szoszkiewicz uczestniczący w ocenie konkursowych propozycji. – Z Wybrzeża stosunkowo mało. A te projekty, które wpływały, nie były wybitne, nie licząc Gdańska. Weźmy przystanie, których powstało sporo. Ale to standard, nic takiego, żeby nagrodzić. Nie potrafię wymienić nic, co by się wybijało na tyle, żeby zapadło w pamięć. Przedsięwzięcia turystyczne, małe muzea czy średniowieczne wioski są traktowane jako jedna z wielu inwestycji, które realizuje gmina, a nie jako markowy produkt. To też się odbija na jakości.

W konkursie Polska Pięknieje przyznają, że nie biorą pod uwagę tego, co powstaje za pieniądze z Programu Operacyjnego Ryby, znaczącego w rejonach nadmorskich. Stąd obraz może być zniekształcony. – Między Ministerstwem Infrastruktury i Ministerstwem Rolnictwa nie ma współpracy jakiejś stałej grupy roboczej. A powinna być – dodaje Szoszkiewicz. No i jeszcze jest sporo zgłoszeń, które niekoniecznie kwalifikują się na ten konkurs – chodzi o remonty dróg, chodników, placyków. – Czasem beneficjenci nie potrafią powiedzieć, po co oni to zrobili – mówi Jerzy Gontarz, wiceprezes firmy organizującej konkurs. – Brakuje wizji, świadomości. Często są to inwestycje punktowe, dotyczące jednej gminy. Na przykład ścieżki rowerowe, które się nie łączą. W województwie zachodniopomorskim wprowadzono kontrakty samorządowe – muszą się dogadać co najmniej trzy gminy. To mechanizm, żeby narzucić współpracę. Większość samorządowców myśli horyzontem kadencji, nie stawia celów dalekosiężnych. Ci z wizją i misją są w mniejszości.

Kołobrzeg w konkursie na cud funduszy europejskich startował dwukrotnie. W 2011 r. zgłosił świeżo przebudowane Regionalne Centrum Kultury. – Uważam, że ten obiekt zasługiwał na nagrodę – mówi Lidia Szyper, szefowa Wydziału Rozwoju Miasta. – Projekt modernistyczny, ciekawy. Przy tym codziennie coś się tam dzieje. Ale ciężko wygrać z Sukiennicami w Krakowie.

W tamtym roku w kategorii, w której konkurowali, wygrał remont i modernizacja Sukiennic. Dwa lata później wystawili do konkursu nadmorską ścieżkę rowerową wiodącą przez Kołobrzeg, Dźwirzyno, Ustronie Morskie. W Niemczech ścieżkę budowało partnerskie miasto Barth. Całość w ramach międzynarodowego szlaku rowerowego R-10 – wokół Bałtyku. Przegrali. Lidia Szyper nie kryje rozczarowania: – Mieliśmy doskonały event promocyjny – otwarcie 21 września, gdy obchodzono Europejski Dzień Współpracy Terytorialnej. Wszyscy goście, także zagraniczni, przejechali naszą ścieżką.

– W 2005 r. wraz z wejściem do Unii włączyliśmy turbodoładowanie – mówią w jednym z nadmorskich magistratów. Wszystkie kurorty budowały, rozbudowywały i remontowały obiekty zaliczane do kanonu nadmorskich atrakcji wypoczynkowych: mola, promenady, deptaki, mariny, parki, ścieżki rowerowe, sceny letnie i nie tylko. Świnoujście, Kołobrzeg i Sopot, jako ośrodki najsilniejsze, z bogatą tradycją, stały się wzorem dla mniejszych wczasowisk, które też chcą mieć to, co najwięksi. Rzadko szukają własnej drogi, rzadko próbują zachować indywidualny charakter i klimat.

Ci prężniejsi, pozyskawszy większe kwoty, kładą na deptaku nie kostkę Bauma tylko granitowe płyty. Ot, cała różnica. Wiele obiektów sprawia wrażenie jakby wyszły spod sztancy. W rezultacie faktycznie trudno odróżnić marinę od mariny, deptak od deptaka, a nawet całe miejscowości, jedną od drugiej. Lwia część mniejszych wczasowisk zdążyła zatracić swą odrębność w pośpiesznym i bezrefleksyjnym rozwoju. Mają jeszcze o co walczyć Hel i Ustka, ale Władysławowo i Karwia już nie. Chyba że w następnym stuleciu. Unijne pieniądze zafundowały przyśpieszenie, za którym ludzie nie zawsze umieli nadążyć myślowo. Jest porządniej, solidniej, ale piękniej to już niekoniecznie.

Zamki na piasku

Cudów nie ma. Jest natomiast efekt skali. Dziś nawet trudno wyobrazić sobie, jakby wyglądały nasze nadbałtyckie wczasowiska bez unijnych pieniędzy. Wróćmy do Kołobrzegu. Według danych GUS 47-tys. Kołobrzeg zajmuje obecnie trzecie miejsce w kraju pod względem liczby udzielonych noclegów, po Warszawie i Krakowie. Opłaty uzdrowiskowej zbierają tu 10,5 mln zł rocznie. Oficjalnie zarejestrowanych miejsc noclegowych jest 22 tys. Od molo na wschód hotele ciągną się po horyzont (dwa pięciogwiazdkowe, sporo czterogwiazdkowych, ponad 40 basenów). Jak szacuje prezydent Janusz Gromek, wydano ponad 500 mln zł z unijnej kasy.

Miasto było mocno okaleczone przez wojnę i komunę, która wojenne wyrwy wypełniła blokowiskami. Potem doszła do tego młodokapitalistyczna deweloperka. I jest miszmasz. Klimat przyjazny człowiekowi stwarzają liczne parki i woda. Nie tylko morze. Także Parsęta z uroczymi bulwarami, pokrytymi spękanym asfaltem. To potencjał wciąż niewykorzystany. Co nie znaczy, że nad Parsętę unijny pieniądz nie dotarł. Brzegi, ujęte w kamienne mury mające status zabytku, są świeżo po remoncie, wspartym funduszami UE. Most otrzymał nowe kute barierki. UE dorzuciła się do przebudowy ulicy Rzecznej z przyległościami (2 mln zł), do nowego wejścia do portu (po wschodnim falochronie turyści mogą spacerować), do inwestycji w porcie rybackim.

W ramach poprawy dostępności od strony lądu zbudowano nowy układ drogowy z mostem (dofinansowanie 48,7 mln zł, największa inwestycja drogowa w historii miasta). Nieopodal wyrosła nowoczesna marina (z UE 4 mln zł), obecnie rozbudowywana o drugi basen. Unia dorzuciła 14,5 mln zł do wspomnianego już Regionalnego Centrum Kultury (sala teatralna na 300 miejsc, zadaszona scena letnia) oraz 9,7 mln zł do Regionalnego Centrum Sportu (nieduży stadion, boisko treningowe). Podczas Euro 2012 z obiektu korzystała drużyna Danii, na mecze latała na Ukrainę. Po sąsiedzku są inne obiekty sportowe, baseny, siłownia. Wszystko w jednym miejscu.

Teren wokół latarni morskiej to 4,7 mln zł z UE (nowy bruk, ciągi piesze, zieleń, punkt informacji turystycznej). Nadmorska ścieżka rowerowa – 2,4 mln euro, renowacja gotyckiej katedry – 3,2 mln euro, neogotyckiego ratusza – 1,6 mln zł. Na rewitalizację strefy uzdrowiskowej (parki, korty tenisowe, przebudowa deptaku Rodziewiczówny) – Unia wyasygnowała 13 mln zł. Gruntowny remont przeszło także molo (3,1 mln zł z UE). Naprawiono skorodowane pod wodą betonowe słupy. Stare poszycie z drewnianych desek zastąpiono tworzywem imitującym deski. Do zrobienia pozostał jeszcze plac przed molo.

W morzu po zachodniej stronie molo pracuje pogłębiarka, trwa powiększanie plaży. W umocnieniu trzech kilometrów tutejszego brzegu też wykorzystujemy pieniądze z Unii (75 mln zł przy całkowitym koszcie 88 mln zł). Od molo na wschód wzdłuż brzegu zbudowano podwodne progi zwane rewą lub rafą. Tłumią siłę uderzeniową fal. Wymieniono ostrogi z drewnianych bali. Dosypano piasku.

I ludzie wypoczywają. Unia ma nawet udział, choć pośrednio, w zamku z piasku widocznym z molo. Zamki buduje tu Grzegorz Pawelski, 29 lat, licencjat z konserwacji zabytków. Zaczął jako bezrobotny, dla zabicia czasu. Plażowicze wrzucali drobne kwoty do kapelusza. Rok temu załapał się na program „Wsparcie na starcie” finansowany z UE. Otrzymał 40 tys. zł i założył firmę zajmującą się renowacją staroci i nie tylko. Jeden z hoteli zlecił mu prowadzenie warsztatów z dziećmi. Pokazuje, jak się bawić w piasku.

Autostradą na plażę

Nadmorskie myślenie zdominowały potrzeby związane z twardą infrastrukturą: wodno-ściekową, drogową, nadbrzeżną. W kurortach ożywających sezonowo część infrastruktury trzeba budować na wyrost. Np. licząca 1,3 tys. mieszkańców Krynica Morska latem puchnie do 10 tys. ludzi. Miasteczko od lat przoduje w ogólnopolskich rankingach łowców dotacji unijnych na głowę mieszkańca. – Gdybyśmy to bogactwo wydawali na mieszkańców, to opływalibyśmy w dostatki, ale musimy uwzględniać maksymalną przepustowość – mówi burmistrz Krzysztof Swat.

Danuta Kozak, prezes Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Gdańsku, poczuła się zawiedziona rankingiem, który na 25-lecie wyborów 4 czerwca 1989 r., szukając wydarzenia 25-lecia, przygotowało lokalne wydanie „Gazety Wyborczej”. Zgłosiła wtedy oczyszczenie plaż nadmorskich. W głosowaniu czytelników pierwsze miejsce zdobył jednak stadion na Euro 2012, plaże uplasowały się na ósmym.

– Pomyślałam, że wszyscy zapomnieli, że nie mogli wejść do wody, że jej oczyszczenie było jakimś motorem rozwoju – wspomina prezes Kozak, która od Skandynawów i Finów wciąż słyszy pochwały. Obecnie trwa przebudowa oczyszczalni ścieków w Swarzewie. Koszt ponad 100 mln zł, w tym 57 mln zł z UE. Wkrótce po gruntownym oczyszczeniu ścieki będą wyprowadzane kilometr w głąb Zatoki Puckiej. – Dzięki temu możemy występować o środki na przystań żeglarską na Szotlandzie, jednej z dzielnic Władysławowa – opowiada Roman Kużel, burmistrz.

Gdzie się kończy nadrabianie cywilizacyjnych zapóźnień, a zaczyna inwestycyjne rozpasanie, które ogranicza się do tego, że chwilowo ktoś komuś da robotę? Po oczyszczeniu plaż przyszła pora na walkę o piasek. O to, by plaże były piękne i szerokie. Z brzegiem morskim jest tak, że im więcej i im bliżej wody człowiek buduje, tym bardziej ryzykuje zanik plaży. Samorządowcy przychylają nieba inwestorom. Zresztą sami też się przyczyniają do unijnego rozpasania, budując coraz dłuższe mola, cięższe i szersze promenady, masywne zejścia na plaże. Potem jest larum, że ubyło głównej atrakcji, czyli piasku, że jakaś budowla jest zagrożona. Dla tzw. ochrony brzegów morskich fundusze unijne zrobiły dużo. Szkoda, że nie zawsze dobrego.

Do 2007 r. nie były wykorzystywane w tego typu działaniach. Pieniędzy na budowę umocnień i dosypywanie piasku było mało. Czasem za mało, by zadziałać skutecznie. Jednak tej skromności środków towarzyszyła większa rozwaga w ich wydawaniu. Dopływ unijnych setek milionów do urzędów morskich spowodował jakiś rodzaj upojenia. Zdecydowano się ingerować nie tylko w miejsca, gdzie to konieczne (Kołobrzeg, Łeba, Ustka, Rowy), ale także w odcinek Karwia–Jastrzębia Góra na wysokości wsi Ostrowo, gdzie morze nikomu i niczemu nie zagrażało, czy w ochronę poligonu w Wicku Morskim (koszt całkowity 128,7 mln zł, w tym unijne – 109,5 mln zł), gdzie wojsko mogło się cofnąć w głąb lądu. Przykładów jest więcej. POLITYKA zwracała już na to uwagę („Morze betonu”, 29/12). Nie chodzi tylko o to, że miliony utopiono w piasku, betonie, kamieniach. Każda taka ingerencja zaburza równowagę na innym odcinku brzegu. Powoduje nowe problemy i zwiększa koszty.

W rejonie Ostrowa betonowe umocnienia zniszczyły wydmowy krajobraz i zawęziły plaże, unicestwiły piękno natury, dla którego ludzie tu przyjeżdżają. Władze Władysławowa na tych szańcach z drucianych koszy wypełnionych kamieniami chcą teraz zrobić ścieżkę spacerową z barierką. – Tego, co się wydarzyło, nie odwrócimy, teraz chodzi o złagodzenie charakteru tej konstrukcji – mówi burmistrz Władysławowa.

Niechby chociaż wyciągnięto z tego wnioski na przyszłość. Bo teraz po Wybrzeżu niesie się chóralne wołanie o tzw. dostępność komunikacyjną. I najlepiej byłoby, gdyby do każdego wczasowiska prowadziła jakaś autostrada.

Polityka 29.2015 (3018) z dnia 14.07.2015; Rynek; s. 38
Oryginalny tytuł tekstu: "Morze pieniędzy w piasek"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Kontrowersyjna rolna rewolucja

Lada dzień na Ukrainie rozpocznie się rolna rewolucja. To najbardziej oczekiwana i kontrowersyjna obietnica Wołodymyra Zełenskiego.

Oleksandra Iwaniuk
25.01.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną