Chińska gospodarka w coraz głębszym kryzysie. Dołują giełdy w Europie i Azji

Chiński wirus
Okazało się, że potężne władze w Pekinie są bezradne w starciu z siłami kapitalistycznej ekonomii. Ta lekcja drogo dziś kosztuje giełdy na świecie, w tym i nasz parkiet.
huffting/Tumblr

Dramatyczna wyprzedaż akcji, jaka dotknęła praktycznie cały świat, podkreśla nie tylko znaczenie chińskiej gospodarki. Inwestorzy panikują także dlatego, że nie wiedzą, w jakim tak naprawdę jest stanie Państwo Środka. Przez lata tamtejsze władze przekonywały o sile ich specyficznego modelu gospodarczego. Wolny rynek miał pozwalać bogacić się Chińczykom, ale jednocześnie był poddany specjalnej kontroli, która chroniła chińską gospodarkę przed sinusoidą. Partia wyznaczała cele i określała wielkość wzrostu gospodarczego, a następnie korygowała, w zależności od potrzeb, sytuację. W ten sposób Chiny miały się nie przegrzewać, ale też nie schładzać, tylko rosnąć w odpowiednim dla siebie tempie.

Dziś widzimy, że ta taktyka legła w gruzach. Dramat na chińskiej giełdzie pogrążył przede wszystkim miliony samych Chińczyków, często drobnych inwestorów, którzy niedawno po raz pierwszy zaczęli kupować akcje, zachęcani zresztą przez swój rząd. Wiemy, że Chiny zaczynają hamowanie, ale nie wiemy, jak będzie ono silne. Rząd w Pekinie chyba sam jeszcze nie chce wierzyć, że sytuacja wymknęła się spod jego kontroli. A cały świat patrzy z takim niepokojem, bo bardzo uzależnił się od pędzących Chin.

Indeks nowojorskiej giełdy, tracący nawet tysiąc punktów podczas jednej sesji, wyjątkowo tania ropa czy tąpnięcie kursu naszego miedziowego giganta KGHM pokazują, że światowa gospodarka nie jest przygotowana na złe wieści z Chin. To one były przez ostatnie lata filarem wzrostu, to one miały łagodzić marazm Europy i Stanów Zjednoczonych, kupując coraz więcej towarów z Zachodu, pożądanych przez chińską klasę średnią. Teraz te wszystkie prognozy trzeba nagle korygować. Kończy się bajka o stabilnym, ośmioprocentowym wzroście, do którego Chiny przyzwyczaiły świat. Świat, który trochę naiwnie sądził, że poważny kryzys może zdarzyć się wszędzie, ale nie w Państwie Środka.

Musi minąć trochę czasu, zanim będziemy w stanie oszacować rzeczywiste problemy Chin. Nie jest to przecież kraj działający w sposób otwarty i wiele informacji stamtąd płynących trzeba traktować krytycznie. Nie wiadomo zatem, jaki wpływ to chińskie spowolnienie będzie mieć na tamtejsze banki, na rynek nieruchomości, na państwowe inwestycje. Nie wiadomo też, o ile jeszcze Chiny zechcą osłabić swoją walutę, której kursu przecież nadal nie wyznacza rynek.

Ta niepewność straszy dziś głównie na giełdach, ale już niedługo może też mieć wpływ na inwestycje wielu firm. A wtedy kryzys chiński stanie się kryzysem światowym. W tym i polskim.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną