Chopin dźwignią polskiego handlu

Szopenkugeln
Austriacy wartość marki Mozart szacują na ponad 5 mld dol. Dla nas Chopin jest bezcenny, więc nie określamy jego wartości handlowej. Oficjalnie dlatego, że uczuć narodowych wyceniać nie wolno. Może jednak dlatego, że na razie więcej do marki dokładamy, niż na niej zarabiamy.
Sklep z pamiątkami w Muzeum Fryderyka Chopina w Żelazowej Woli
Wojtek Laski/EAST NEWS

Sklep z pamiątkami w Muzeum Fryderyka Chopina w Żelazowej Woli

A może, na wzór Austriaków, powinniśmy też pomyśleć o jakichś Szopenkugeln.

A może, na wzór Austriaków, powinniśmy też pomyśleć o jakichś Szopenkugeln.

Najbardziej znanym produktem pod marką Chopin jest wódka.
materiały prasowe

Najbardziej znanym produktem pod marką Chopin jest wódka.

W czasach Fryderyka o markach jeszcze nie mówiono, ale on sam miał już świadomość ceny własnego nazwiska. Po przyjeździe do Paryża reperował swój chudy budżet umową ze sprzedawcą fortepianów Pleyel. Tę właśnie markę rekomendował swoim bogatym uczennicom, chcącym zakupić instrument. Z tego, co obecnie dzieje się z marką Chopin, genialny kompozytor z pewnością nie byłby zadowolony.

Zagraniczni studenci programu Erasmus, z Niemiec, Austrii, Portugalii, Rosji, Ukrainy, Białorusi, Węgier i Hiszpanii, studiujący na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu, chętnie wzięli udział w badaniu dr Barbary Mróz-Gorgoń. Mieli m.in. odpowiedzieć na pytanie, jakie znają produkty opatrzone marką Mozart i Chopin i z czym im się te dwie marki kojarzą.

W przypadku Austriaka aż 92 proc. pytanych wymieniło co najmniej dwa produkty opatrzone jego nazwiskiem. Marka Mozart kojarzy im się głównie z radością życia, pogodnym usposobieniem, a nawet przepychem. Ich skojarzenia mają charakter pozytywny, co niewątpliwie w sprzedaży pomaga. Chopin prawie wszystkim (98 proc.) kojarzy się wyłącznie z wódką. Tylko 2 proc. studiujących w Polsce wskazało dodatkowo na konkurs chopinowski. Skojarzenia są mniej intensywne, spokojniejsze. Marka kojarzy im się z elegancją, smutkiem i nostalgią, za które nie wszyscy są gotowi płacić więcej.

Dr Barbara Mróz-Gorgoń, specjalistka od marketingu, ale także pianistka, uważa, że obrazy, jakie dziś przywodzą obie marki, nie bardzo odpowiadają historycznej prawdzie. – To w Chopinie było o wiele więcej radości, a Mozart popadał w stany depresyjne. Najwyraźniej jednak w ludzkiej pamięci bardziej niż prawda historyczna przetrwał wspaniały film Miloša Formana „Amadeusz”, który teraz bardzo marce Mozart pomaga.

Fryderyk Chopin, choć także bohater wielu filmów, na swojego Formana nie trafił. Tym bardziej szkoda, że to jego utwory są najczęściej wykorzystywane w filmach na całym świecie. Nad podrasowaniem marki w kierunku pożądanym dla konsumentów, nie mówiąc nawet o marketingowej strategii, nikt nigdy w Polsce nie popracował, stąd ten smutek i nostalgia. Najlepsza historyczna marka, jaką mamy, nie bardzo pomaga naszej gospodarce.

Grają w kulki z Mozartem

W przypadku Wolfganga Amadeusza Mozarta też raczej trudno mówić o przemyślanej strategii marketingowej. Austriacki biznes poszedł raczej na ilość, zaprzęgając nazwisko kompozytora do przeróżnych przedsięwzięć gospodarczych, kompletnie niezwiązanych z kulturą, a co dopiero – z wysoką. Dr Barbara Mróz-Gorgoń wylicza, że nazwiskiem Mozarta opatrzono m.in. szynkę Mozart, produkowaną przez Wiesbauer Osterreichische Wurstspezialitaeten z Wiednia, czy łososia marki Salmon House Amadeus Lachs. Mozart ma świadczyć o ich wysokiej jakości. Bo co do tego, jak bardzo ciągnie sprzedaż, nie ma wątpliwości. Austriacy produktów firmowanych przez Amadeusza sprzedają za ponad 5,4 mld dol. rocznie.

Większość z nich to słodycze, likiery lub wina. Też niekoniecznie już luksusowe. Najbardziej znane to Mozartkugeln – okrągłe czekoladki, nadziewane marcepanem, pistacjami lub orzechami. – Austriacka firma Mirabell przez lata walczyła z niemieckim Reber o prawo do wyłączności na produkcję Mozartkugeln i w końcu wygrała – przypomina dr Barbara Mróz-Gorgoń. Tyle że obecnie na czekoladkach firmowanych przez Genialnego Austriaka zarabiają już Amerykanie. Mirabell została bowiem wykupiona przez amerykańskiego Krafta.

My mamy podobny ból głowy z Chopinem. Znaną już na całym świecie luksusową wódkę, w której promocji oprócz wizerunku i nazwiska kompozytora pomogła także oryginalna butelka, produkuje wprawdzie nadal Polmos Siedlce, ale właścicielem zakładu, a wraz z nim prawa do marki, jest Tadeusz Dorda, obywatel Stanów Zjednoczonych. Można powiedzieć, że Chopin wprawdzie nadal promuje Polskę i Polaków jako naród pijący i produkujący białą wódkę wysokiej jakości, ale to już nie my na tym zarabiamy.

I nawet niedużo mamy do powiedzenia w sprawie tego, by tej marki wódki nie dewaluować, umieszczając ją także na piwie czy o wiele niższej wartości alkoholach kolorowych. – Znak zarejestrowany jest także w Stanach Zjednoczonych, a jego właściciel na wszelkie prośby o rozmowę nie reaguje – mówi dr Wojciech Marchwica, zastępca dyrektora Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina.

NIFC, teoretycznie, jest spadkobiercą kompozytora i został powołany do tego, by strzec jego dziedzictwa. A więc także marki Chopin, której bez zgody instytutu nie wolno używać. Upoważnia go do tego specjalna ustawa z 2001 r. W praktyce jednak sprawa okazuje się nad wyraz skomplikowana, a do sukcesów daleko. Na Chopinie zarabia wiele firm, najmniej jednak jego prawny spadkobierca, czyli NIFC.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną