Projekt ustawy o podatku bankowym trafił do Sejmu. Za opodatkowanie banków zapłacą klienci
Nowy podatek od aktywów zaboli dość mocno sektor finansowy, ale manną z nieba dla budżetu z pewnością nie będzie.
Mirosław Gryń/Polityka

Około 6 miliardów złotych rocznie ma dać dodatkowe opodatkowanie banków i ubezpieczycieli. Z jednej strony sporo, bo cały roczny zysk banków wynosił ostatnio 15–16 mld zł. A równocześnie niewiele, biorąc pod uwagę utratę dochodów budżetu państwa z powodu wyższej kwoty wolnej czy 500 zł na dziecko.

Każdy z tych prezentów kosztować ma przynajmniej po kilkanaście miliardów złotych rocznie. Zresztą nawet jeśli uda się zebrać zakładane 6 miliardów, to rzeczywisty zysk dla budżetu będzie niższy, bo spadną przecież wpływy z podatku CIT płaconego przez banki. Skoro zarobią mniej, to i mniej oddadzą naszemu fiskusowi.

PiS często podkreślało, że podatek bankowy nie będzie wcale polskim wyjątkiem. To prawda, tyle że istnieją dwie formy tej daniny. Jedna polega na tym, że łata ona po prostu bieżącą dziurę w budżecie i właśnie taki wariant, jak na Węgrzech, zostanie zastosowany w Polsce. Inne, dalekowzroczne rozwiązanie, jakie wybrali Niemcy, to wsparcie – poprzez dodatkowy podatek – funduszu mającego ratować banki, gdy te wpadną w tarapaty. W ten sposób sektor finansowy jest zmuszony płacić na zapas, aby nie doszło ponownie do sytuacji, gdy banki musiały być ratowane z pieniędzy podatników.

Ten drugi wariant na pewno byłby i u nas rozsądną inwestycją w przyszłość. Przecież upadłość kilku SKOK, a ostatnio jednego banku spółdzielczego poważnie nadwerężyła możliwości polskiego Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. W trybie pilnym organizuje on przedświąteczną zrzutkę banków, aby zasilić swoje konta. BFG nie miałby szans sobie poradzić z bankructwem pojedynczego, dużego banku. Dodatkowy podatek od aktywów mógłby i u nas, z biegiem czasu, zbudować solidne rezerwy na czarną godzinę.

Jednak wówczas nie byłoby dodatkowych pieniędzy na realizację wyborczych obietnic. Wybór PiS mógł więc być tylko jeden. Teraz pojawia się pytanie, jak banki i ubezpieczyciele rozłożą dodatkowe koszty. Na pewno w całości nie zdołają ich sobie odbić podwyżkami opłat, prowizji i oprocentowania kredytów, ale choć trochę dodatkowych pieniędzy spróbują w ten sposób zebrać. Trudno na razie powiedzieć, czy przykręcą kurek z kredytami, skoro te w Polsce i tak nie płyną wcale szerokim strumieniem.

Najwięcej na podatku od aktywów straci gigant PKO BP, bo on praktycznie całą działalność koncentruje na naszym kraju. Jego najwięksi rywale – Pekao SA, BZ WBK, ING czy mBank – są częściami wielkich międzynarodowych grup. One gorsze wyniki w Polsce są w stanie bez problemu rekompensować zyskami w innych częściach świata. PKO BP i drugi ważny gracz kontrolowany z Warszawy – Getin – takich możliwości nie mają. To zaiste absurdalne z jednej strony głosić postulaty wzmacniania narodowych czempionów jak PKO BP, a z drugiej strony w ten sposób im szkodzić.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną