Niejednoznaczne stanowisko Polski w sprawie TTIP

Pani premier, czy Polska chce TTIP?
To proste pytanie, na które Polacy powinni znać odpowiedź.
zerbor/PantherMedia

Bo sprawa nie jest błaha ani odległa. Przeciwnie, dla milionów pracujących i kupujących Polaków będzie miała znaczenie podstawowe. Tymczasem rząd Beaty Szydło wypuszcza sprzeczne sygnały. Wicepremier Morawiecki mówił kilka dni temu, że jesteśmy za TTIP. Bo układ o partnerstwie handlowym i inwestycyjnym negocjowany właśnie między Unią a USA da Polsce impuls rozwojowy. Tylko że to jest radykalna zmiana stanowiska! Jeszcze niedawno (ale już po wyborach) inny członek rządu PiS Krzysztof Jurgiel dowodził wszak, że TTIP to mechanizm niebezpieczny. Zwłaszcza dla krajów takich jak Polska.

W tej chwili wiemy jedno. Jeśli TTIP wejdzie w życie, gospodarkę czeka ogromny szok – a konsekwencje nie będą wyłącznie pozytywne. Dlatego różne środowiska w Europie burzą się przeciw TTIP. Petycję „Stop TTIP” podpisało już 3,5 mln Europejczyków (dowód, że sprawa budzi większe kontrowersje niż pamiętny układ ACTA). Przeciwnicy umowy argumentują, że skorzystają na niej wyłącznie wielkie korporacje, które jeszcze mocniej spenetrują rynki, wymiatając z nich mniejszą konkurencję. Zaniżając przy okazji standardy socjalne, ochrony pracy i jakości żywności, które się jeszcze ostały. Mało tego, koncerny dostaną do ręki nowe możliwości skarżenia rządów przed obliczem trybunałów rozjemczych. Jak to działa, przekonała się niedawno Australia, której tytoniowy gigant Philip Morris wytoczył proces za to, że ośmieliła się… uchwalić prawo ograniczające reklamę palenia.

Owszem, zwolennicy TTIP mówią o korzyściach. Z utworzenia europejsko-amerykańskiego wspólnego rynku. Ale ich rachunki to na razie tylko symulacje. TTIP trudno też porównywać z naszym wejściem do Unii i mówić, że przecież obawy przed akcesją się nie potwierdziły. Tyle że wówczas liberalizacji handlu towarzyszyło objęcie naszych producentów (np. rolników) hojnymi mechanizmami ochronnymi. Przy TTIP o niczym takim nie ma mowy. W tyle głowy są oczywiście nadzieje, że TTIP wzmocni sojusz euroatlantycki, co ważne w kontekście Rosji. Ale to znów pisanie palcem po wodzie, bo popierająca TTIP administracja Obamy jest na wylocie, a stanowiska następców nie znamy. A poza tym, czy historia iracka nie nauczyła nas, by zanadto nie mieszać gospodarki z geopolityką?

Ostateczna wersja układu TTIP ma być gotowa do końca roku. Ale czasu jest mniej, niż nam się wydaje. Doświadczenie uczy, że w gotowym dokumencie międzynarodowym można co najwyżej pozmieniać parę kropek i przecinków. Kluczowe decyzje zapadają teraz! I dlatego rządzący muszą jasno powiedzieć, czy chcą układu i czy są świadomi wszystkich płynących zeń konsekwencji. No więc jak?

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną