Konstytucja dla biznesu Morawieckiego dzieli przedsiębiorców na „swoich” i tych skażonych III RP

Więcej kija niż marchewki
Morawiecki przedstawił założenia swojej „Konstytucji dla biznesu”. Więcej w niej kija czy marchewki?
Morawiecki podczas prezentacji Konstytucji dla biznesu w Rzeszowie.
Patryk Ogorzalek/Agencja Gazeta

Morawiecki podczas prezentacji Konstytucji dla biznesu w Rzeszowie.

Wicepremier Mateusz Morawiecki opowiedział w Rzeszowie, jakich zapisów w długo zapowiadanej konstytucji dla biznesu mogą spodziewać się przedsiębiorcy. Pokazał marchewkę, ale jednocześnie w Sejmie trwają prace nad zmianą ustaw, które potężnie w biznes uderzą. Niekonsekwencja? Raczej zapowiedź dzielenia przedsiębiorców na „swoich” i tych skażonych III RP, w której odnieśli sukces.

Co zmieni konstytucja Morawieckiego

Obietnice brzmią pięknie. Jak powrót do słynnej już ustawy o wolności gospodarczej Mieczysława Wilczka z końcówki PRL. „Wszystko, co nie jest zabronione prawem, ma być dozwolone” – stwierdził za Wilczkiem wicepremier Morawiecki. Obowiązywać będzie zasada pewności prawa oraz zasada domniemania niewinności, która – przynajmniej teoretycznie – od lat obowiązuje też w Polsce.

Początkujący przedsiębiorcy przez pół roku nie będą musieli płacić składek na ZUS. Państwo nie będzie też pobierać danin od właścicieli firemek, których dochody będą niższe niż połowa płacy minimalnej. Zostanie też powołany rzecznik przedsiębiorców. Ta, na razie tylko obiecana, marchewka stworzyć ma zdaniem Morawieckiego nową przestrzeń wolności.

Tym razem wicepremierowi nie można zarzucić wizjonerstwa. Ale brak orientacji, co się dzieje w jego partii – jak najbardziej. Nie tylko zresztą w partii, także w rządzie, którego jest wicepremierem, i w resortach, które on sam nadzoruje. Przecież projekty zmian w ustawie o VAT, Kodeksie karnym, skarbowym czy Ordynacji podatkowej, nad którymi pracuje parlament, nie powstały chyba bez wiedzy Ministerstwa Finansów? W tych zmianach śladu marchewki nie widać, wieje natomiast grozą.

Konstytucja dla biznesu to kij czy marchewka?

Dlatego te proponowane zmiany przyjmowane są przez przedsiębiorców z ogromnym niepokojem. Jeśli wejdą w życie, staną się kijem, którym władza uderzyć będzie mogła w każdego przedsiębiorcę. Zniszczyć jego firmę bez wyroku sądu, tylko na podstawie opinii urzędnika. Wystarczy jego podejrzenie, że „uczestniczył w procederze oszustwa lub nadużycia podatkowego”. Sąd nawet nie będzie musiał tych podejrzeń potwierdzać.

Czyżby Mateusz Morawiecki nie słyszał o protestach różnych organizacji biznesowych? Nie zdawał sobie sprawy, że będzie to kpina z zapowiadanej przez niego zasady domniemania niewinności i poszanowania dla prawa? Naprawdę wierzy, że proponowane zmiany prawa stworzą nową przestrzeń wolności?

Jarosław Kaczyński znalazł winnych spowolnienia polskiej gospodarki. Jego zdaniem gospodarka hamuje, ponieważ przedsiębiorcy, związani z poprzednią władzą, czekają na powrót starych czasów. Nie inwestują sobie samym na złość, choć mogliby zarobić. Skoro więc już mamy winnych, teraz trzeba poszukać kija, żeby ich ukarać. Marchewka będzie dla tych, których nowa władza uzna za sobie przyjaznych.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną