Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Rynek

Polska może być tym krajem Unii, który najwięcej straci na Brexicie. Dlaczego?

Na Brexicie szczególnie ucierpieć może Polska, dla której Wielka Brytania jest najważniejszym partnerem handlowym spoza strefy euro. Na Brexicie szczególnie ucierpieć może Polska, dla której Wielka Brytania jest najważniejszym partnerem handlowym spoza strefy euro. Paul Hudson / Flickr CC by 2.0
Czego jeszcze nie wiemy o wychodzeniu Wielkiej Brytanii z UE?

W ubiegłym miesiącu Wielka Brytania oficjalnie rozpoczęła procedurę wychodzenia z Unii Europejskiej i znów pojawiły się pytania, co to oznacza dla polityki, gospodarki, społeczeństwa. W obecnej sytuacji rzetelna odpowiedź może być tylko jedna: to zależy.

Obecnie o Brexicie wiadomo tyle, że się rozpoczął. Nie wiadomo jednak ani kiedy, ani jak się skończy. Część analityków politycznych powątpiewa nawet w to, że się skończy. Bo przecież Londyn może na ostatnim etapie odrzucić wynegocjowane warunki rozwodu i stwierdzić, że woli pozostać w tym trudnym, ale jednak obopólnie opłacalnym małżeństwie z Brukselą.

Wszystko, co najważniejsze z punktu widzenia oceny potencjalnych kosztów i korzyści z Brexitu, będzie się zatem rozstrzygać w najbliższych miesiącach, i to za zamkniętymi drzwiami. Szersza opinia publiczna warunki wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii pozna dopiero za dwa lata i dopiero wtedy będzie można ocenić, kto zyska, a kto straci na tym bezprecedensowym wydarzeniu.

Kto straci na Brexicie?

Jakie tematy zdominują negocjacje? Z ekonomicznego punktu widzenia kluczowe będą dwie, nierozerwalnie powiązane ze sobą, osie sporu. Pierwsza z nich obejmuje dostęp do unijnego rynku dóbr i kapitału. Wyjście z Unii oznacza bowiem równoczesne wyjście ze wspólnego obszaru handlowego. Co prawda Wielką Brytanię będą obowiązywały regulacje WTO, ale one nie ochronią eksporterów i nie zapewnią bezproblemowej sprzedaży towarów do krajów kontynentalnych tak skutecznie jak ustawodawstwo unijne.

Jeżeli zatem Londyn nie wynegocjuje dla brytyjskich firm swobodnego dostępu do unijnego rynku, to uderzy to w brytyjską gospodarkę i rykoszetem trafi w eksporterów ze wszystkich krajów unijnych. Szczególnie ucierpieć może Polska, dla której Wielka Brytania jest najważniejszym partnerem handlowym spoza strefy euro.

Jeszcze większy problem będą miały instytucje finansowe z londyńskiego City, dla których wysokość kosztów transferu kapitału przez brytyjską granicę jest problemem typu być albo nie być.

Koszt ten należy rozumieć w szerszym kontekście – nie chodzi tu tylko o zwykłe różnice w podatkach, ale przede wszystkim o koszty administracyjne. Jeżeli unijne przepisy zaczną się różnić od brytyjskich lub jeżeli działalność londyńskich instytucji finansowych na terenie wspólnoty zostanie objęta dodatkowymi restrykcjami, to część z nich zdecyduje się przenieść główną siedzibę do którejś z europejskich stolic.

Równocześnie w ślad za bankami czy funduszami inwestycyjnymi pójdą firmy je obsługujące, takie jak szybko rosnące przedsiębiorstwa z branży FinTech. Te z kolei mogą się przenieść do krajów takich jak Polska, gdzie koszty dobrze wykwalifikowanej kadry są stosunkowo niskie, a na rynku wewnętrznym można bardzo łatwo eksperymentować z najnowszymi produktami.

Czy Brytyjczycy będą się dokładać do budżetu UE?

Druga oś sporu dotyczy tego, ile Wielka Brytania będzie wpłacać co roku do unijnego budżetu. Jakkolwiek brzmiałoby to niedorzecznie, że kraj wychodzący ze Wspólnoty ma łożyć na jej politykę wewnętrzną, to tego typu roszczenia ze strony Brukseli na pewno się pojawią. Unia zażąda bowiem zapłaty za dostęp do własnego rynku – obecnie płacą już za to Norwedzy czy Szwajcarzy, których firmy korzystają na swobodnym przepływie kapitału, towarów i usług.

Na razie Londyn zarzeka się jednak, że ani funta do wspólnotowego budżetu po 2020 r. już nie dorzuci. Jeżeli te groźby miałyby się ziścić, to wówczas ubędzie środków na wypłaty z funduszy unijnych. Niestety w pierwszej kolejności pod nóż biurokratów pójdą te programy operacyjne, z których Polska korzysta najbardziej.

Zza całego brexitowego zamieszania wielości opinii i analiz przebija jednak jeden dość pesymistyczny obraz. Niezależnie od tego, jak przebiegnie rozwód Londynu z Brukselą – aksamitnie czy w wersji hard – to stracą na nim wszyscy. Niektórzy bardziej, niektórzy mniej, a nieliczni mogą nawet swoje spróbować zyskać, ale raczej z mizernym skutkiem. Najlepiej dla wszystkich by było, gdyby na ostatniej prostej Brytyjczycy oznajmili, że był to tylko British humor.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Sto najodważniejszych polskich piosenek. Nie zawsze chodzi o tekst

Co się stało z odwagą twórców piosenek? I czy oznacza ona dziś to samo co przed laty? Zmianę pomaga prześledzić nowe wydawnictwo poświęcone polskiej muzyce ostatnich dekad.

Mirosław Pęczak
16.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną