Rynek

Mamy nadkomplet

Lot samolotem w okresie wielkanocnym? Przez overbooking możesz nie dotrzeć do celu

Lot samolotem w okresie wielkanocnym? Przez overbooking możesz nie dotrzeć do celu. Lot samolotem w okresie wielkanocnym? Przez overbooking możesz nie dotrzeć do celu. Tim Gouw / StockSnap.io
Overbooking to dla jednych pasażerów zmora, a dla innych sposób na zarobek. Po wyrzuceniu siłą pasażera z pokładu United Airlines spory wokół tej praktyki wróciły. Kto leci na Wielkanoc, niech ma się na baczności!

Linie lotnicze często narzekają: na coraz ostrzejsze normy ochrony środowiska, na mieszkańców blokujących rozbudowę lotnisk, na strajki kontrolerów ruchu lotniczego czy na polityków zwiększających podatki od latania. Ale pod jednym względem mają wyjątkową pozycję. Wolno im bowiem praktykować coś, czego nie stosują ani przewoźnicy autobusowi, ani kolejowi. To overbooking, czyli sprzedawanie większej liczby miejsc niż dostępna w samolocie.

Overbooking zakłada, że nie wszyscy pasażerowie z biletami rzeczywiście zjawią się na lotnisku. I zazwyczaj ta praktyka nie powoduje problemów, bo rzeczywiście, z przyczyn losowych, średnio kilka osób nie może polecieć. Czasem jednak chętnych na podróż jest więcej niż foteli, a – mimo żartów ekscentrycznego szefa Ryanaira – na stojąco przewozić pasażerów w samolocie wciąż nie wolno.

Które linie pozwalają na overbooking?

Ryzyko overbookingu rośnie zwłaszcza w okresach szczytów przewozowych, jak choćby przed Wielkanocą. Wtedy obłożenie samolotów jest i tak wysokie, a każdy nadmiarowy pasażer może mieć poważny problem. Tymczasem na overbooking pozwalają zarówno Stany Zjednoczone, jak i Unia Europejska. Każą tylko najpierw szukać ochotników, a jeśli to nie wystarczy, linia może sama wyznaczyć, kogo na pokład nie wpuści. Musi mu tylko zapłacić określone odszkodowanie i oczywiście przebukować go na inny lot.

Ostatni incydent w Stanach Zjednoczonych z United Airlines w roli głównej był o tyle wyjątkowy, że tam pasażerom z ważnymi biletami kazano opuścić pokład, a nie zatrzymano ich na bramce. Linia stwierdziła bowiem w ostatnim momencie, że potrzebuje czterech miejsc dla własnych pracowników. Oczywiście wcześniej ich sobie nie zarezerwowała. Był to zatem bardzo specyficzny przykład overbookingu „last minute”. Jednak los oburzonego pasażera, brutalnie wyprowadzonego z samolotu, wznowił debatę o tej praktyce.

Czy bowiem nie należy po prostu zakazać overbookingu? Wówczas każdy, nawet przybywający na lotnisko w ostatniej chwili, miałby pewność, że nie zabraknie dla niego miejsca. Jednak linie lotnicze straszą, że wtedy ceny biletów poszłyby w górę. Przedstawiają bowiem overbooking jako jedną z metod na zmniejszenie swoich kosztów, bo dzięki niemu maleje ryzyko pustych foteli w samolocie. Na overbookingu korzystają też ci pasażerowie, którym zależy nie na czasie, a na odszkodowaniu. Ochoczo zatem zgłaszają się, gdy linia w ostatniej chwili szuka chętnych do rezygnacji z lotu.

Z drugiej strony overbooking to prawdziwa zmora tych, którym naprawdę się spieszy. Dla nich ważniejsze jest punktualne dotarcie do celu niż nawet kilkaset euro rekompensaty. Do stosowania overbookingu przyznają się zwłaszcza przewoźnicy sieciowi, tacy jak Lufthansa, British Airways czy nasz LOT. Jednak podobno, na mniejszą skalę, stosują go i linie niskokosztowe, jak easyJet czy Wizz Air. Ryanair oficjalnie twierdzi, że overbookingu u niego nie ma, ale i tam zdarzyły się przypadki, gdy brakowało miejsc. Czy był to tylko błąd systemu?

Najbardziej dziwi postawa urzędów i instytucji mających chronić interesy klientów. Z jednej strony wprowadzono rygorystyczne przepisy, dotyczące na przykład odszkodowań za opóźnienia lotów czy za zgubienie bagażu. Od lat zwłaszcza Unia Europejska walczy też z liniami, aby uczciwie od początku procesu rezerwacji podawały cenę biletu i nie ukrywały żadnych obowiązkowych opłat.

Tymczasem overbooking jest tolerowany, a linia ma pełne prawo powiedzieć pasażerowi z ważnym biletem: nie mamy dla Ciebie miejsca! Podobno sytuacja w pociągu czy autobusie z rezerwacją miejsc jest niezgodna z prawem. Może heroiczna walka doktora Davida Dao o prawo do lotu, za który zapłacił, spowoduje zmianę przepisów, zupełnie nieprzystających do dzisiejszych czasów. Overbooking to bowiem idealny przykład braku szacunku dla klienta.

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Fotoreportaże

Urok małych liczb. Najlepsze polskie apartamentowce

Zamiast balkonów na długość stopy i niedoświetlonych parapetów są szerokie tarasy i wielkie okna, zamiast anonimowości – przestrzenie, które sprzyjają spotkaniom z sąsiadami. Najlepsze polskie apartamentowce mają mało mieszkań, wyjątkową architekturę i położenie. Niestety, kameralne wciąż znaczy rzadkie i ekskluzywne.

Marta Polny
28.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną