Rynek

Z ziemi polskiej do włoskiej

Ukraińcy pracujący w Polsce mogą ruszyć na Zachód

Już dziś ukraińscy eksperci alarmują, że wyjeżdża zbyt wielu młodych, z dyplomami, ambitnych. Już dziś ukraińscy eksperci alarmują, że wyjeżdża zbyt wielu młodych, z dyplomami, ambitnych. Iaroslav Danylchenko/Alamy / BEW
W przyszłym tygodniu Bruksela zniesie krótkoterminowe wizy dla Ukraińców. To może odmienić unijny rynek pracy na lepsze. A nasz – na gorsze.
Teraz, gdy otwiera się możliwość podróżowania, Ukraińcy mogą machnąć na Polskę ręką.Panama/Alamy/BEW Teraz, gdy otwiera się możliwość podróżowania, Ukraińcy mogą machnąć na Polskę ręką.

Walerij Krawczenko, ekspert z Instytutu Badań Strategicznych w Kijowie, w tej sprawie pozostawia nam jeszcze cień nadziei. – Kto miał pojechać, już pojechał. Nawet gdy musiał kupić wizę – uważa. Z jego analiz wynika, że krótkoterminowy ruch bezwizowy to bonus dla mieszkańców zachodniej części Ukrainy, może także środkowej, po Kijów. Im dalej na wschód, tym mniej ludzi to obchodzi, tam liczba wydanych paszportów biometrycznych (wymaganych w ruchu bezwizowym) jest wciąż minimalna. Krawczenko przytacza przykład własnych rodziców. Mieszkali w Doniecku, nie mieli paszportów biometrycznych. Co nie znaczy, że nie podróżowali: kilkadziesiąt państw już wcześniej otworzyło dla Ukraińców granice.

Ukraińcy zaczęli migrować po Majdanie w związku z pogarszającą się sytuacją ekonomiczną. To prawdziwa ekspansja potężniejąca z roku na rok. Przede wszystkim do Polski: przed rokiem pracowało u nas ponad 1,26 mln Ukraińców, dziś mówi się oficjalnie, że będzie to ponad 1,3–1,4 mln. Według danych z końca 2016 r. ważne karty pobytu posiada 103 tys. Ukraińców, a te uprawniają do podejmowania innej niż sezonowa pracy. Zezwolenie na pracę wydane przez wojewodów ma 106 tys. obywateli Ukrainy, mogą pracować dłużej niż pół roku.

Również Niemcy i Włochy są lubianymi kierunkami. W Niemczech mieszka 113 tys. Ukraińców, a we Włoszech ponad dwa razy więcej. Potrzeby tamtejszych rynków pracy mogą zachęcać do dalszych wyjazdów. Wprawdzie obecna liberalizacja nie daje prawa legalnej pracy, ale europejskie zarobki są kuszące. Nie jest wykluczone, że wyjeżdżający będą podejmować zatrudnienie na czarno. Szara strefa istnieje wszędzie, nawet w kraju tak uporządkowanym jak Niemcy.

Przeszkodą może być jedynie fakt, że pakiet dokumentów, jaki dotychczas należało przedstawić w konsulacie państwa UE, trzeba mieć nadal przy sobie i przedstawić, na żądanie, na granicy. Trzeba się wylegitymować także odpowiednim zasobem gotówki; najmniejsze wymagania są na Węgrzech, 3,20 euro na dzień, największe w Hiszpanii – 71 euro dziennie, a w portfelu należy mieć przynajmniej 637 euro.

Polska wymaga 300 zł, jeżeli pobyt trwa do trzech dni. A później, na każdy kolejny dzień pobytu po 100 zł. Niemcy żądają 45 euro dziennie. To pogranicznicy będą ostatecznie decydowali kogo wpuścić, a komu odmówić. A duża liczba odmów (podobnie jak nielegalne przedłużanie pobytów) może spowodować zawieszenie przywileju bezwizowych wyjazdów. O tym uprzedzają i ostrzegają ukraińskie władze konsularne.

Mniej emerytów, więcej studentów

Już dziś ukraińscy eksperci alarmują, że wyjeżdża zbyt wielu młodych, z dyplomami, ambitnych. Z kim robić reformy, jeśli najlepsi sojusznicy przemian opuszczą kraj? Reformujcie szybciej – krzyczą specjaliści. Bo tylko reformy są w stanie zatrzymać tutaj młodych.

Viktoria Sołoszenko, profesor germanistyki z Narodowej Akademii Nauk, przytacza przykład doktoranta, który na tydzień przed obroną pracy oświadczył, że jedzie pracować do Polski. Jego rodzice już u nas są, ojciec jest kierowcą na międzynarodowych trasach i jego pracodawca zdecydował się zatrudnić też syna. Takich sytuacji jest więcej. To nie jest dobry prognostyk dla walczącej o nową rzeczywistość Ukrainy.

Ten trend widać także u nas. Przyjeżdża do Polski więcej mężczyzn, podczas gdy kiedyś dominowały kobiety, opiekunki osób starszych i sprzątające. Obniżył się też wiek. Dziś to trochę ponad 32 lata, a kiedyś przeważali starsi, wcześniejsi emeryci lub emeryci. Więcej osób zakłada konta bankowe w Polsce, a zgromadzone oszczędności budzą respekt. To może świadczyć, twierdzą analitycy NBP, że coraz więcej osób zamierza osiąść w Polsce na stałe.

Rekordy bije liczba studiujących: Ukraińcy stanowią ponad połowę wszystkich studentów obcokrajowców. Jest ich teraz ponad 35 tys. Część z nich już pracuje. Według sondaży nieliczni zamierzają powrócić do kraju. Dyplom unijny otwiera drogę do kariery.

Fizyczny z dyplomem

Czy Ukraińcy, mieszkający i pracujący w Polsce, w związku z wprowadzeniem ruchu bezwizowego spakują walizki i ruszą na Zachód? To pytanie spędza sen z powiek wielu polskim pracodawcom zatrudniającym dziś nawet kilkuset pracowników zza wschodniej granicy. Jasne było, że ten dzień kiedyś nadejdzie, a gdy już nadszedł, to okazało się, że jesteśmy zaskoczeni. Pracodawcy wiedzą, że bez Ukraińców nie dadzą rady. To już nie tylko niewykwalifikowani robotnicy fizyczni na budowach. Coraz częściej to także wykwalifikowany personel, operatorzy maszyn, technicy, pracownicy biurowi, a nawet rzemieślnicy.

Bydgoska Pesa daje pracę kilkuset Ukraińcom. Polskie fabryki AGD również zatrudniają setki pracowników z Ukrainy. Na Dolnym Śląsku pracuje 120 tys. Ukraińców. We Wrocławiu znalazło pracę 62 tys. osób. To m.in. sprzątaczki, ochroniarze, sekretarki, pracownicy call center. 21 tys. Ukraińców pracuje w branży budowlanej, a 12,5 tys. w przemyśle. W placówkach edukacyjnych rok szkolny rozpoczęło 500 osób. Ukraińcy są najliczniejszą mniejszością na Politechnice Wrocławskiej. Zdaniem Krzysztofa i Marka Karabonów, autorów raportu społecznego Diagnoza Wrocławia, obecność imigrantów pozytywnie wpływa na życie społeczne w mieście i jest szansą rozwojową dla Wrocławia.

Ponad jedna trzecia przyjeżdżających Ukraińców ma dyplom wyższej uczelni, choć niewielka część pracuje zgodnie ze swym wykształceniem. Ukraińscy fachowcy nie zarabiają dziś w Polsce mniej niż Polacy (czytaj: nie zabierają im miejsc pracy). Ich wymagania płacowe są identyczne. Mają też swój związek zawodowy dbający o ich interesy. Przed rokiem Jurij Kariagin występował o jego rejestrację. Dziś Związek Zawodowy Ukraińców w Polsce odnosi spektakularne sukcesy, broniąc pracowników przed nieuczciwymi pracodawcami.

Jednak Polska nie jest postrzegana jako kraj przyjazny imigrantom, również tym wykwalifikowanym. Utrudnienia w dostępie do rynku pracy działają zniechęcająco na potencjalnych pracowników. To dlatego wielu pracuje poniżej swych kwalifikacji. Często traktują nasz kraj jako przystanek w drodze na Zachód, gdzie polityka migracyjna jest sprecyzowana. U nas uznanie dyplomu, na przykład lekarskiego czy pielęgniarskiego, wymaga dysponowania sporymi środkami. Dla przeciętnego Ukraińca procedury są zbyt zawiłe. Wprawdzie z Polski bliżej na Ukrainę – przybywa połączeń lotniczych i kolejowych, młodzi łatwiej się też adaptują, nawet nie znając języka – ale nasza przewaga nie będzie trwać wiecznie.

Pracodawca niemiecki, a nawet czeski płaci jednak więcej. Restrykcyjna polityka wizowa utrudniała dotychczas wejście na tamtejsze rynki pracy. Do teraz. Marta Jaroszewicz, ekspertka z Ośrodka Studiów Wschodnich, uważa, że obecne otwarcie, możliwość legalnego pobytu krótkoterminowego bez posiadania wizy, może zachęcać Ukraińców do wyjazdów dalej na Zachód i szukania tam jakiejkolwiek pracy. Ukraina, nie będąc członkiem UE, ma nadal utrudniony dostęp do rynku pracy państw strefy Schengen, jednak brak pracowników w sytuacji wzrostu gospodarczego może sprawić, że i one otworzą się na obcą siłę roboczą. Wtedy już z pewnością nasz rynek pracy to odczuje.

Niemcy już dziś stwarzają ułatwienia dla wykwalifikowanych pracowników z państw pozaunijnych, lekarzy, inżynierów mechaników, elektrotechników, budowy pojazdów czy inżynierii środowiska. To element szerszej strategii. A także sygnał, że warto się tym rynkiem interesować. Cudzoziemiec może się starać – zgodnie z unijną dyrektywą – o europejską Niebieską Kartę (ułatwiającą pracę i naukę), jeśli posiada dyplom ukończenia szkoły wyższej i przedstawi wiążącą propozycję pracy. W takiej sytuacji minimalne roczne wynagrodzenie określono tu na 48 400 euro. Istnieje też możliwość uzyskania zezwolenia na osiedlenie po upływie 33 miesięcy lub wcześniej, pod warunkiem dobrej znajomości języka niemieckiego.

Widzimisię urzędnika

Polska nie opracowała strategicznej wizji zarządzania migracjami, nie ma pomysłu ani planu rozwiązywania problemu deficytu siły roboczej. Przyjmowanie imigrantów, którzy chcą u nas pracować, pozostawiono rynkowi, zwłaszcza pracodawcom, często po wcześniejszym teście rynku pracy, czyli sprawdzeniu, czy nie ma Polaka chętnego do wzięcia się za robotę. Specjaliści nazywają tę politykę popytową lub podażową. Z pewnością można ją też nazwać krótkowzroczną.

Wprawdzie pracuje u nas grubo ponad milion Ukraińców, ale pożądany, wykwalifikowany personel medyczny (by zastąpić choćby polskich lekarzy, którzy pojechali w świat) stanowi wśród nich znikomy odsetek, ustaliły Agnieszka Łada i Justyna Segeš-Frelak, autorki raportu przygotowanego przez Instytut Spraw Publicznych. Lekarze z Ukrainy, którzy podjęli u nas pracę, jako powód emigracji wymieniają warunki ekonomiczne, ale także wojnę na wschodzie. Do emigracji skłania często polskie pochodzenie, znajomość języka, posiadanie Karty Polaka oraz bliskość geograficzna. Choć nostryfikacja dyplomu to koszmar, dziś jeszcze lekarze z Ukrainy zatrzymują się w Polsce. Ale gdy Unia znosi dla nich obowiązek wizowy, żaden nie zainteresuje się możliwością pozostania i pracy nad Wisłą. W Niemczech czekają na nich z otwartymi ramionami.

Fala migracji zawsze jest wyzwaniem dla krajów i ludzi, potrzebna jest polityka skutecznie wspierająca migrantów w państwie przyjmującym, pozwalająca się zintegrować w miarę bezboleśnie. Niemcy taką politykę wypracowali, w Polsce nadal jej brakuje.

Szczycimy się wprowadzeniem w miarę liberalnego systemu zatrudniania pracowników z państw Europy Wschodniej na podstawie oświadczeń pracodawców deklarujących chęć przyjęcia do pracy. Oświadczenia rejestrowane w powiatowych urzędach pracy uprawniają do ubiegania się o stosowną wizę, pozwalającą na półroczny pobyt i legalne zatrudnienie. System oświadczeń zezwala na pracę Ukraińcom, ale także Białorusinom, obywatelom Rosji, Gruzji, Mołdawii i Armenii.

Procedura jest mocno krytykowana jako nieszczelna i korupcjogenna, bo nie wszyscy się do pracy zgłaszają, jadąc dalej na Zachód. Formy uszczelnienia systemu, jak to u nas, zapowiadają utrudnienia dla pracowników i pracodawców. W znanym, czyli obecnym, kształcie zasada oświadczeń będzie funkcjonować na pewno do 2018 r. Ale co dalej? Polska ma bowiem obowiązek wdrożenia dyrektywy unijnej o pracownikach sezonowych, przewidującej wyższe wymagania przy sprowadzaniu cudzoziemców do prac sezonowych, w rolnictwie i turystyce.

Te wyższe wymagania to możliwość odmowy udzielenia zgody na sprowadzenie pracownika, jeśli starosta uzna, że to zbędny zabieg, bo na lokalnym rynku jest obfitość bezrobotnych. Rząd planuje monitorowanie rynku i pozostawia sobie prawo ograniczenia liczby sprowadzanych cudzoziemców, zwłaszcza w rolnictwie. Powiatowe urzędy pracy będą mogły odmówić firmie takiego prawa. A to skazuje pracodawcę na widzimisię urzędnika.

W planie jest również opodatkowanie – dotychczas bezpłatnych – oświadczeń. Kwota z pozoru nie jest wielka, 30 zł, ale to jednak kolejna szykana. Zdaniem ustawodawcy podejmowane zabiegi zmniejszą szarą strefę. Zdaniem pracodawców – jedynie uprzykrzą im życie.

Teraz, gdy otwiera się możliwość podróżowania, Ukraińcy mogą machnąć na Polskę ręką, skoro nie umiemy zatrzymać ich na dłużej.

Jagienka Wilczak z Kijowa

Polityka 23.2017 (3113) z dnia 06.06.2017; Rynek; s. 41
Oryginalny tytuł tekstu: "Z ziemi polskiej do włoskiej"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dr Joanna Wardzała o pokoleniu 20-latków odrzucających konsumpcyjny styl życia rodziców

Rozmowa z dr Joanną Wardzałą, socjolożką i badaczką zachowań konsumpcyjnych, o tym, dlaczego dzisiaj młodzi ludzie nie chcą kupować i gromadzić dóbr.

Joanna Podgórska
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną