Czy możliwa jest w Polsce druga Szwecja?

Zbudujemy drugą Szwecję?
Jakiego państwa dobrobytu chcą Polki i Polacy? Kiedy zapytano ich o to w ankiecie, wyszło, że nie do końca takiego, jakie im PiS buduje. A tego z planów opozycji to już wcale. Budowaliśmy już drugą Japonię i Irlandię. Czas na sąsiada z północy?
Tęsknota za nadwiślańską Skandynawią, pojawiająca się w wynikach badania na każdym niemal kroku, to również ogromna szansa dla lewicy.
Mirosław Gryń/Polityka

Tęsknota za nadwiślańską Skandynawią, pojawiająca się w wynikach badania na każdym niemal kroku, to również ogromna szansa dla lewicy.

Gdy w 2015 r. doszło w Polsce do zmiany władzy, PiS świadomie rozpoczął proces odchodzenia od realizowanego dotąd modelu liberalnego.
Mirosław Gryń/Polityka

Gdy w 2015 r. doszło w Polsce do zmiany władzy, PiS świadomie rozpoczął proces odchodzenia od realizowanego dotąd modelu liberalnego.

O program 500 plus można się spierać godzinami. Ale trudno zaprzeczyć, że w praktyce to jeden z największych i najgłębszych transferów socjalnych w historii III RP.
Mirosław Gryń/Polityka

O program 500 plus można się spierać godzinami. Ale trudno zaprzeczyć, że w praktyce to jeden z największych i najgłębszych transferów socjalnych w historii III RP.

audio

AudioPolityka Rafał Woś - Zbudujemy drugą Szwecję

Ekonomiści z Akademii Leona Koźmińskiego Katarzyna Piotrowska i Gavin Rae zadali ankietowanym kilkadziesiąt szczegółowych pytań: o rolę państwa w gospodarce, mechanizmy redystrybucji, rolę związków zawodowych czy filozofię podatkową. Próba była spora (prawie tysiąc osób), co pozwala już na wyciągnięcie całkiem solidnych wniosków. Ankietę przeprowadzono latem 2016 r., a więc w czasie, gdy większość pisowskich zmian (w tym 500 plus) oraz kontrpomysłów opozycji była opinii publicznej już dość dobrze znana. Następnie Piotrowska i Rae uzyskane wyniki rozkodowali. To znaczy pokazali, jaki model państwa dobrobytu wyłania się z udzielanych odpowiedzi.

Wynik był intrygujący. To, że liberalny pomysł na welfare state nie jest dziś w Polsce bardzo popularny i że ma swoich zwolenników głównie wśród osób lepiej sytuowanych, dało się jeszcze przewidzieć. Ciekawe jest jednak to, że zaproponowany po wyborach 2015 r. przez zwycięski PiS model opiekuńczości konserwatywnej wcale nie cieszy się dużo większym poparciem. Oba dostały mniej więcej 30 pkt w skali od zera do 100. Zwycięzcą (60 pkt na 100) okazał się model socjaldemokratyczny zwany również skandynawskim. Z badań Piotrowskiej i Rae wyłania się zatem interesująca myśl. Polacy ciągle jeszcze trochę wstydzą się mówić, że chcieliby żyć w kraju na wskroś opiekuńczym. Ale gdy popytać ich o konkrety, to wychodzi, że marzą ni mniej, ni więcej tylko o Skandynawii nad Wisłą.

Aby lepiej zrozumieć wyniki tych badań, rzućmy je na szersze tło. Pół wieku temu znany amerykański ekonomista Arthur M. Okun mówił, że państwo dobrobytu przypomina mu dziurawy garnek. „Przecież nie jestem ślepy i widzę, że przecieka” – powiadał Okun. Ale lepszy cieknący garnek niż żaden. Zwłaszcza gdy mamy do ugaszenia zarzewie śmiertelnego pożaru. Ten sam Okun w latach 60. pomagał prezydentowi Johnsonowi modernizować i rozbudowywać amerykański welfare state. Ale potem przyszła neoliberalna susza. I nie dość, że garnek zachodniego państwa dobrobytu podziurawił się jeszcze bardziej (coraz niższe podatki), to jeszcze wszystko wokół wyschło na wiór, a zagrożenie społecznym pożarem znów wzrosło.

Dziś w krajach rozwiniętych politycy i ekonomiści szukają więc sposobu na odnowienie państwa dobrobytu i dopasowanie go do wyzwań XXI w. Dochód podstawowy (bezwarunkowy lub nie), praca gwarantowana, spadek powszechny albo ubezpieczenie będące prawem człowieka. To wszystko pomysły, które jeszcze dekadę temu wydawały się zupełną fantasmagorią, a dziś rozmawia się o nich serio. Niektóre (jak dochód podstawowy) są już w niektórych krajach na etapie testów.

Polska krajem dobrobytu?

Stawką w tej grze jest stworzenie jakiejś nowej umowy społecznej, która pozwoli światu pożyć przez kilka kolejnych dekad bez wybuchu społecznej pożogi. To poszukiwanie jest również naszym udziałem. W trakcie wyborczego 2015 r. pytanie o państwo dobrobytu stało wysoko na politycznej agendzie. PiS swój ówczesny sukces słusznie zinterpretował jako wołanie o więcej opiekuńczości. I ochoczo zabrał się do przebudowy polskiego welfare state’u. Efekty? O program 500 plus można się spierać godzinami. Ale trudno zaprzeczyć, że w praktyce to jeden z największych (1,4 proc. PKB w 2016 r.) i najgłębszych transferów socjalnych w historii III RP. Do tego dochodzi wzmocnienie najsłabszych pracowników poprzez wzrost godzinowej płacy minimalnej. Oraz ambitne plany większej aktywności państwa w dziedzinie mieszkalnictwa, które ustawią nam polityczną dynamikę w drugiej – przedwyborczej – części kadencji.

Wszystkie te pisowskie zmiany modelu funkcjonowania polskiego państwa dobrobytu niosą ze sobą dość czytelny przekaz. To przekreślenie dominującej wcześniej politycznej narracji o kraju na dorobku, którego na razie nie stać na przesadną troskę o dobrobyt szerokich mas obywateli. Co ważne, ta nowa opowieść budzi zrozumienie nawet wśród tych obywateli, którzy na inne pisowskie reformy patrzą niechętnie lub wręcz ze strachem. Na zasadzie: akurat tutaj to oni mają sporo racji.

Nie oznacza to oczywiście, że po bez mała dwóch latach rządów PiS mamy w Polsce państwo dobrobytu jak z obrazka. Już choćby dlatego, że nie bardzo wiadomo, jak ten obrazek miałby wyglądać. Nawet na rozwiniętym Zachodzie, którego poziom opiekuńczości jest dla reszty świata od dekad rodzajem wzorca z Sevres, nie ma przecież jednego uniwersalnego modelu państwa dobrobytu. Co więcej – nigdy go nie było. Pokazał to już w 1990 r. duński socjolog Gosta Esping-Andersen w fundamentalnym i wielokrotnie wznawianym tekście „Trzy światy kapitalistycznego państwa dobrobytu” (polskie wydanie – 2010 r.). „Kiedyś, dawno temu, kraje były nocnymi stróżami, machinami do podbojów albo sposobem sprawowania totalitarnej kontroli nad obywatelami. Ale dziś żyjemy w czasach, gdy głównym zadaniem państwa jest produkowanie i rozdzielanie dobrobytu pomiędzy swoich obywateli” – pisał we wstępie Esping-Andersen. Zaraz jednak dodał, że pomysły na to „produkowanie i rozdzielanie dobrobytu” były jednak od początku bardzo różne. A potem stale ewoluowały.

Mimo to według Duńczyka współczesne państwa dobrobytu wciąż da się podzielić na trzy główne typy. Pierwszy z nich to model liberalny. Tu życie społeczne przypomina wielkie targowisko, na którym wszystko można kupić, bo wszystko jest towarem. Stać cię na prywatnego lekarza, prywatną edukację albo na odłożenie pieniędzy na emeryturę? To je sobie kup na konkurencyjnym rynku.

W takim modelu państwo dobrobytu odgrywa rolę uzupełnienia społecznego ładu. Jest czymś w rodzaju koła ratunkowego rzucanego tym, co wypadli za burtę. Ale i to nie od razu. Tylko po uprzednim odczekaniu, czy może jednak nieszczęśnik (nieudacznik?) nie nauczy się pływać po zetknięciu z głęboką zimną wodą. Nieprzypadkowo więc w modelu liberalnym transfery są z założenia oszczędne (żeby nie promować lenistwa) i obłożone dość niskim kryterium dochodowym (żeby nie kusiły klasy średniej). Badania pokazują niezmiennie, że model liberalny w naturalny sposób podoba się majętnym. Nie ma w tym nic zaskakującego. Liberalne państwo dobrobytu jest tańsze (choć dla krytyków pewnie i tak zbyt drogie), więc nie tworzy presji na wyższe progresywne podatki, za które oni mieliby zapłacić. A na dodatek utwierdza zamożnych w przekonaniu, że zastana hierarchia społeczna (ta z nimi na szczycie) jest w gruncie rzeczy sprawiedliwa. W końcu jest efektem działania „obiektywnego” rynku. Skoro ten rynek docenił właśnie ich, to widocznie byli „obiektywnie” lepsi od innych. I niby z jakiego powodu mieliby się swoim osobistym bogactwem dzielić z nieudacznikami? Odwrotnie, tych na dole trzeba cały czas pilnować, żeby się do reszty nie rozleniwili.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną