Nowy trend: mieszkania na wodzie

Zbuduj i zacumuj
Czy Polacy polubią mieszkania budowane na rzekach, kanałach i jeziorach? Do drugiej Holandii nam daleko, ale lekki zwrot ku wodzie już jest.
Wrocław, „pierwszy w Polsce dom na wodzie” przycumowany przy moście Grunwaldzkim.
Marcin Maziej

Wrocław, „pierwszy w Polsce dom na wodzie” przycumowany przy moście Grunwaldzkim.

Mielno, jeden z domów składających się na pływający hotel na jeziorze Jamno.
HT Houseboats

Mielno, jeden z domów składających się na pływający hotel na jeziorze Jamno.

Szczecin, Wyspa Grodzka, wizualizacja domu na wodzie, w którym mają się m.in. odbywać imprezy kulturalne.
wspieram.to

Szczecin, Wyspa Grodzka, wizualizacja domu na wodzie, w którym mają się m.in. odbywać imprezy kulturalne.

Nawodne domy pojawiły się w różnych miastach. Są miejsca, gdzie można je obejrzeć i wypróbować. To nie są wysłużone barki, zaadaptowane, jak kto umiał, ale całkiem nowe konstrukcje, całoroczne, często komfortowe domy, budowane w nowych technologiach. Jeden z nich od czterech lat cumuje przy moście Grunwaldzkim we Wrocławiu, z dumnym szyldem „Pierwszy w Polsce dom na wodzie”.

Należy do Kamila Zaremby, czterdziestoparolatka, technika budownictwa, który skończył także szkołę fotografii. Para się reklamą oraz, w ramach rodzinnej firmy, remontami zabytkowych obiektów drewnianych. Pomysł, by zamieszkać na wodzie, zakiełkował w jego głowie w 2005 r. Pragnął wyrwać się z bloku, nie chciał brać kredytu na budowę. A tata zawsze mu powtarzał: jak nie wiesz, co zrobić, to zrób inaczej. W domu na wodzie zobaczył szansę zamieszkania w atrakcyjnym miejscu bez wydawania pieniędzy na działkę.

O domu Zaremby wielu mówi „willa”, bo to 200 m kw. – pięć pokoi, kuchnia, toaleta, pomieszczenia gospodarcze. Do tego 200 m dachu jako taras. Dom, jak powiada właściciel, ma dużo bajerów. Jest ogrzewany za pomocą pompy cieplnej, która korzysta z ciepła wody w rzece. Latem ta sama instalacja zapewnia chłodzenie. Energia do zasilania pompy, jak w tradycyjnym domu, jest pobierana z lądu. Woda również. Ścieki są odprowadzane do miejskiej kanalizacji. Koszty – ok. 100 zł miesięcznie za wodę, 400 zł za prąd.

Szkielet domu osadzony został na betonowym pływaku wypełnionym specjalnym styropianem. Podobno gwarantuje to niezatapialność, odporność na sytuacje powodziowe. Dom się nie buja i jest ciepły. Ściany wykonano z paneli składających się ze stalowego korpusu zatopionego w specjalnym twardym styropianie. Początkowo Kamilowi Zarembie marzyła się konstrukcja dwupiętrowa, ale byłby kłopot z transportem ze stoczni do miejsca cumowania. Po drodze były mosty, które limitowały wysokość.

Takie domy jak ten – całoroczne, służące bardziej do mieszkania niż do pływania, w dodatku tak duże, zwykle nie mają własnego napędu. Gdyby jednak właścicielowi znudził się widok z okna, może wynająć niewielki pchacz. Domy, których podstawową funkcją jest mobilność, są mniejsze, lżejsze, z innych materiałów. Nie wszystkie nadają się do całorocznego użytkowania.

Od pomysłu do przeprowadzki na Odrę minęło osiem lat. Dwa i pół roku zajęła budowa, resztę wydeptywanie ścieżek w urzędach. Polskie prawo nie zna pojęcia „dom na wodzie”. Nie ma przepisów regulujących bezpośrednio tę materię. Formalnie taki obiekt ma status statku, nawet jeśli nie jest wyposażony w napęd. Wychodząc od tego, trzeba było wyinterpretować z istniejących przepisów, jaki urząd, w jakiej sprawie powinien wydać decyzję.

Kontakt z przyrodą

Pozwolenie na budowę nie jest potrzebne. Ale inne zgody i owszem. Na przykład na zacumowanie w danym miejscu. Urząd Żeglugi Śródlądowej musi stwierdzić, czy dom nie będzie utrudniał żeglugi. Coś do powiedzenia ma też Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej oraz starosta, który wydaje pozwolenia wodnoprawne, określające zakres korzystania z wód. No, i trzeba taki dom-statek zarejestrować. Ten Kamila Zaremby – jako tzw. samoróbka – został wpisany do rejestru, który prowadzi Polski Związek Żeglarski.

Wszystko to właściciel domu na Odrze opisał w serwisie internetowym domynawodzie.pl. Z detalami, krok po kroku – od pomysłu i decyzji, przez urzędowe formalności, po zagadnienia techniczne i eksploatacyjne. Ma kilka segregatorów urzędowych kwitów. To dlatego, że przecierał szlaki. Były też problemy z uzyskaniem adresu i meldunku. Ale udało się je rozwiązać. Polisę na dom wystawił dopiero czwarty ubezpieczyciel. Bo to nie Holandia i firmy ubezpieczeniowe mają kłopot z oszacowaniem ryzyka.

Zaremba macha teraz ręką na trudności. Przywołuje inną maksymę taty: trudno narzekać, że jest pod górkę, jak się idzie na szczyt. Szacuje, że w tej drodze wspomagało go 200 osób – specjalistów, projektantów, architektów, dyrektorów urzędów. – Wspólnie – powiada – uczyliśmy się, czym są domy na wodzie. Ale udało się złamać zasadę: pierwszy dom buduj dla wroga, drugi dla sąsiada, a dopiero trzeci dla siebie.

Mieszka na Odrze razem z 16-letnią córką. Choć to centrum Wrocławia, obserwują kaczki, łabędzie, czaple, żółwie. – Najcenniejszy jest kontakt z przyrodą, spokój, jaki się dzięki temu zyskuje – opowiada. Na ruchliwej ulicy do mózgu docierają tysiące bodźców. Wzrok jest atakowany kształtami, kolorami. Tu za oknem jest duża przestrzeń wody i nieba, jednorodne kolory, brak chaosu. W blokowisku człowiekowi udziela się nerwowość sąsiadów. Jak się mieszka na czwartym piętrze, a na szóstym mąż bije żonę czy na pierwszym kłócą się dzieci, trudno to ignorować. Ta energia gdzieś wisi. Człowiek ma wtedy marzenia na wysokość 2,5 m.

Marzeń nie brakuje Aleksandrze i Patrykowi Paluszkom, których zainspirowały pomysły holenderskich artystów. Ona, 25-latka z Krakowa, projektuje i szyje odzież, studiuje na Akademii Sztuki. On, 30-latek z Choszczna, ma za sobą trzy lata studiów informatycznych i dwa lata na Akademii Sztuki, zajmuje się fotografią, marketingiem oraz aktywizmem miejskim. Jego projekt Sąsiedzkiego Ogrodu Kultury wygrał ogólnopolski konkurs i został sfinansowany przez jedną z kompanii piwowarskich.

Mieszkają w Szczecinie, pomysł, by osiąść w domu na wodzie, wzięli od holenderskich artystów, którzy po drugiej wojnie kupowali od wojska barki po cenie złomu i przerabiali na proste mieszkania, z piecem, który ogrzewał całość. Patryk widział takie domy w Holandii i w Londynie. – Mieszkają w nich wolne duchy – opowiada. To mnie utwierdziło, że to pomysł dla nas. Chodziło o wolność i o to, żeby nie wpaść w sieć kredytu. Ale też, żeby zainspirować mieszkańców Szczecina, stworzyć ciekawe miejsce, w którym będą się działy ciekawe rzeczy. Nie chcieliśmy tego domu od razu zawłaszczać. Chcieliśmy organizować w nim wydarzenia kulturalne i komercyjne, pół na pół, jak to robi Grażyna Kulczyk. Myśleliśmy, że zamieszkamy tu na dobre po kilku latach, gdy zainteresowanie spadnie.

Dom ma mieć 100 m kw.: 70–80 m otwartego salonu z kuchnią plus antresola. Na dole odbywałyby się imprezy (nieduże koncerty, panele dyskusyjne, projekcje filmowe). Przestrzeń na antresoli byłaby bardziej prywatna. Spotkali się z prezydentem Szczecina, który widzi miejsce nawet dla osiedla takich domów. Otrzymali pozwolenie na zacumowanie na Wyspie Grodzkiej, nieopodal mariny, z widokiem na Wały Chrobrego. Nie przewidują przemieszczania się z domem, a jeśli – to sporadycznie.

Jego koszt został wyceniony na 400 tys. zł. Mieli oszczędności, ale nie aż tyle. Skorzystali z crowdfundingu – ogłosili zbiórkę w internecie przez platformę – wspieram.to. Patryk Paluszek uważa, że nie dość wyraźnie zaznaczył, iż w grę wchodzi nie tylko komercja, ale również aspekt społecznościowy. Było trochę hejtu. Ale wielu osobom koncept się spodobał. W ciągu 60 dni zebrali 120 tys. zł, o 20 tys. zł więcej, niż zakładali. Kilka firm zobaczyło w ich projekcie komercyjny potencjał dla siebie. Najwięcej, bo 60 tys. zł, wyasygnował duży producent okien. I jeszcze podarował im okna. W sumie wsparło ich 300 osób.

W zbiórce odnieśli sukces. Ale w procesie inwestycyjnym zaczęło się od wpadki. Dom miał być gotowy w maju 2016 r. Jednak nie wyszło im z architektem i wykonawcą w jednej osobie. Stracili zaliczkę. Chcą sądownie dochodzić swego, a projekt zrealizować z nowym wykonawcą. Teraz nie potrafią określić, kiedy dom będzie gotowy. Patryk czuje, że zrobiło się niefajnie. – Niektórzy – powiada – mogą myśleć, że sprzeniewierzyliśmy środki.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną