Co koniec strajku rezydentów oznacza dla pacjentów?
Deklaracja młodych lekarzy, że nie będą pracować w tygodniu dłużej niż 48 godzin, oznacza, że w wielu przychodniach po prostu nie będzie miał kto przyjmować pacjentów.
Rezydenci, kompletnie zlekceważeni przez rząd, rezygnują z protestu głodowego.
Jakub Porzycki/Polityka

Rezydenci, kompletnie zlekceważeni przez rząd, rezygnują z protestu głodowego.

Rezydenci, kompletnie zlekceważeni przez rząd, rezygnują z protestu głodowego. Niczego nie wywalczyli, ale się nie poddają. Nowa forma sprzeciwu młodych lekarzy będzie polegać na tym, że w tygodniu nie będą pracować dłużej niż 48 godzin. Normalny tydzień pracy w innych zawodach powinien trwać nie dłużej niż 40 godzin.

Rząd postanowił protestu nie dostrzegać i go przemilczeć. Postanowił też dobitnie pokazać lekarzom i pacjentom, że służba zdrowia nie jest dla niego najważniejsza. W tym samym czasie, w którym rezydenci słyszeli, że na podniesienie nakładów na publiczne lecznictwo nie ma pieniędzy, na deputaty węglowe dla ponad 200 tys. śląskich rodzin znalazło się dodatkowe ponad 2 mld zł.

To ogromna suma, można by za nią skrócić kolejki do wielu operacji. Kolejki jednak będą coraz dłuższe. I nawet ci pacjenci, którzy do tej pory wobec protestu rezydentów odnosili się obojętnie, szybko zauważą, jak bardzo się publiczna służba zdrowia pogorszyła. Może zrozumieją, jak bardzo w Polsce brakuje lekarzy i że trzeba domagać się od rządu, żeby zaczął tę sytuację naprawiać. Zamiast ją lekceważyć.

Co oznacza koniec strajku rezydentów?

Deklaracja młodych lekarzy, że nie będą pracować w tygodniu dłużej niż 48 godzin, oznaczać bowiem będzie, że w wielu przychodniach po prostu nie będzie miał kto przyjmować pacjentów. Zabraknie lekarzy w szpitalnych oddziałach ratunkowych, dokąd trafiali chorzy w nagłych przypadkach. W weekendy i wolne dni na oddziałach szpitalnych nie będzie miał kto dyżurować. Fikcją stanie się nocna i świąteczna pomoc medyczna. Wszystkie te dziury łatano bowiem do tej pory niewolniczą wręcz pracą rezydentów, którzy się na to godzili. Godzili dlatego, że widzieli, jak bardzo brakuje lekarzy, ale także dlatego, żeby dorobić do chudej rezydenckiej pensji, niewiele wyższej od płacy minimalnej robotników niewykwalifikowanych.

Teraz mówią, że właśnie godzić się przestają. Skoro dla rządu publiczna służba zdrowia nie jest wartością, o którą ma obowiązek dbać, to dlaczego ma być priorytetem dla młodych lekarzy przed specjalizacją? Dlaczego tylko ich zmartwieniem ma być obawa, żeby się to wszystko nie zawaliło? Dlaczego tylko oni mają obowiązek troszczyć się o pacjentów?

Głodówka młodych lekarzy nie skłoniła partii rządzącej do zastanowienia, że może nasze wspólne pieniądze należy wydawać inaczej. Nigdy nie jest tak, żeby wystarczało na wszystko, ale zdrowie i życie Polaków jest ważniejsze niż karabiny dla wojsk obrony terytorialnej, niż opłacanie się grupom silnym politycznie. Rezydentów rządzący zlekceważyli. Jeśli wytrwają w swym postanowieniu niepracowania dłużej niż 48 godzin w tygodniu, będą też musieli zlekceważyć pacjentów. Pacjenci są słabi, także politycznie, ale to się może zmienić, gdy się zjednoczą.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną