Rynek

Kruchy lód

Władimir Putin szuka skarbów pod lodami Arktyki

Prezydent Putin podczas wizytowania rosyjskiej bazy na Ziemi Aleksandry Prezydent Putin podczas wizytowania rosyjskiej bazy na Ziemi Aleksandry Alexei Druzhinin/Sputnik / EAST NEWS
Władimir Putin szuka przed prezydenckimi wyborami nowych sukcesów. Znalazł je pod lodami Arktyki. Kryją się tam prawdziwe skarby.
Ocieplenie klimatu sprawia, że gwałtownie topniejąca pokrywa lodowa Arktyki ułatwia dotarcie do niedostępnych do tej pory skarbów.Patrick Kelley/Wikipedia Ocieplenie klimatu sprawia, że gwałtownie topniejąca pokrywa lodowa Arktyki ułatwia dotarcie do niedostępnych do tej pory skarbów.

Artykuł w wersji audio

Na pierwszy rzut oka rosyjska baza wojskowa Trefoil (czyli koniczynka) wydaje się sympatycznym miejscem do życia. Takie przynajmniej wrażenia pozostawia wirtualna wycieczka, którą rosyjska armia oferuje na swojej stronie internetowej. Możemy zajrzeć tam, gdzie wojskowi pozwolili – na siłownię, do stołówki, zobaczyć zdjęcie Władimira Putina podczas wizyty gospodarskiej i sympatyczne psiaki. Wrażenie przytulności mija, gdy spojrzymy na mapę.

Trefoil został zbudowany na Ziemi Aleksandry – wyspie należącej do archipelagu Franciszka Józefa, na środku Morza Barentsa. To druga arktyczna baza wojskowa oddana do użytku podczas 17-letnich rządów Putina. W przygotowaniu kolejne cztery. Odświeżane są też stare sowieckie bazy, powiększany stan floty, a w 2014 r. Rosja uzupełniła doktrynę wojenną, dopisując do niej obronę interesów w rejonie Oceanu Arktycznego. W ostatniej Paradzie Zwycięstwa na placu Czerwonym uczestniczyły wojska służące na dalekiej północy. Rosjanie robią wszystko, żeby udowodnić słuszność swoich roszczeń do złóż znajdujących się pod topniejącą pokrywą lodową Arktyki.

Lodowe eldorado

Według szacunków US Geological Survey Arktyka kryje 13 proc. światowych zasobów ropy i 30 proc. gazu. – Jest też aluminium, chrom, cyna, grafit, kobalt, mangan, miedź, nikiel, ołów, tytan, uran, a nawet złoto, srebro i diamenty – wylicza dr Przemysław Zaleski, ekspert Fundacji Pułaskiego i portalu energetyka24.com, pracownik Politechniki Wrocławskiej.

Ocieplenie klimatu sprawia, że gwałtownie topniejąca pokrywa lodowa Arktyki ułatwia dotarcie do tych niedostępnych do tej pory skarbów. Rodzi też ogromne zagrożenia. Greenpeace ostrzega, że do 2035 r. w porze letniej lodu na Arktyce może nie być wcale. Topnienie wiecznej zmarzliny i odwrócenie prądów oceanicznych zmieni klimat na Ziemi. Wystarczy spojrzeć, jakie skutki przynosi ze sobą nieprzewidywalny El Nińo, anomalia pogodowa utrzymująca ponadprzeciętnie wysokie temperatury w strefie równikowej Pacyfiku.

Powinniśmy więc oczekiwać, że państwa deliberujące na forum ONZ powinny robić wszystko, aby przynajmniej nie pogarszać i tak już bardzo złej sytuacji Arktyki. Pozytywny sygnał dał Barack Obama, który jako pierwszy prezydent USA odwiedził Arktykę, a w 2016 r. zakazał wydobycia złóż ropy i gazu na dalekiej północy. Podobne strategie przyjęły państwa skandynawskie, Norwegia i Szwecja. Rosjanie nie wykazują jednak takiego zapału do ratowania Arktyki. A są jeszcze i Chiny.

Smok skuteczniejszy niż niedźwiedź?

Państwo Środka, choć leży daleko od bieguna północnego, nie zamierza ograniczać swoich mocarstwowych ambicji. Do tej pory uwagę świata przyciągały sztuczne wyspy, które Chińczycy budują na Morzu Południowochińskim, chcąc zyskać kontrolę nad przepływem towarów (o rocznej wartości 5 bln dol.) w tym regionie. To ważne z perspektywy ChRL, bowiem przez Cieśninę Malakka oddzielającą Ocean Indyjski od Oceanu Spokojnego przepływają do niej surowce z Zatoki Perskiej. Malakka z kolei kontrolowana jest przez USA głównie za pośrednictwem proamerykańskiego Singapuru. – Do tej pory rząd w Pekinie próbował osłabić znaczenie cieśniny, choćby poprzez budowę ropociągu birmańskiego czy ropociągu WSTO, łączącego Syberię z Oceanem Spokojnym – mówi dr Michał Lubina, autor książki „Niedźwiedź w cieniu smoka. Rosja – Chiny 1991–2014”.

Topniejące lody Arktyki pozwalają korzystać z Przejścia Północno-Wschodniego, pod każdym względem lepszego niż wspomniana cieśnina czy Kanał Panamski, przez który nie mogą przepływać duże kontenerowce, albo przylądek Horn. W 2013 r. Chiny dołączyły do grona stałych obserwatorów w Radzie Arktycznej. Chińską forpocztą w regionie została Islandia, która nie może dogadać się z Unią Europejską w sprawie wspólnej polityki rybołówstwa. Islandzcy eksperci uczą Chińczyków, jak korzystać z dobrodziejstw geotermii, a położona między Oceanem Arktycznym i Atlantyckim wyspa jest też pierwszym krajem Europy, który podpisał z azjatyckim gigantem umowę o wolnym handlu. Tym samym Chińczycy zostawiają Rosji rolę „tego złego” – państwa odznaczającego się agresywną i ekspansywną polityką w regionie. Sami zaś kamuflują swoje zainteresowanie, co jest dość cyniczne, troską o ochronę środowiska – dodaje dr Lubina.

Chińczycy zwodowali swój pierwszy lodołamacz. „Xuelong” („Śnieżny smok”) jest symbolem nowego kierunku w polityce zagranicznej Pekinu. Potrafi nie tylko swobodnie pływać między Europą i Azją, ale też jest dostosowany do prowadzenia badań związanych z wydobyciem surowców mineralnych. Blado wypada przy nim amerykańska flota ograniczająca się do dwóch zwodowanych w latach 70. lodołamaczy „Polar Star” i „Polar Sea”.

Co w sprawie chińskiej aktywności na północy globu ma do powiedzenia Rosja? – Prawdopodobnie pogodziła się z obecną sytuacją i woli kooperować z nowym graczem, na co wskazywać może zaproszenie wystosowane przez Gazprom do chińskiej firmy naftowej CNOOC w celu wspólnej eksploatacji złóż na rosyjskim szelfie w Arktyce – komentuje Przemysław Zaleski. Oczywiście chińsko-rosyjskie małżeństwo z rozsądku nie może się obyć bez prężenia muskułów. Gdy „Xuelong” przepływał przez cieśniny obok Sachalinu, Rosjanie akurat prowadzili tam manewry wojskowe.

Rosjanie na razie mogą spać spokojnie. Choć Arktyka stopniowo traci pokrywę lodową, nadal potrzebne są tu lodołamacze. W ich konstruowaniu nie mają sobie równych. – Nowe rosyjskie jednostki to połączenie technologii i trwałości. Dotyczy to trzech statków: „Arktyki”, „Syberii” i „Uralu”, które mają być zwodowane do 2020 r. Napędzane będą reaktorami atomowymi, korzystającymi ze wzbogaconego, czyli taniego, uranu. Ponadto statki będą pływającymi elektrowniami mogącymi wyprodukować 70 MW, choć nie wiadomo na jak długo – wyjaśnia Przemysław Zaleski. Za produkcję lodołamaczy z napędem atomowym odpowiedzialny jest Rosatom, monopolista energetyki jądrowej i handlu uranem w Rosji.

Arktyka a sprawa polska

Rosatom to efekt renacjonalizacji przemysłu atomowego. Połączył on 20 prywatnych firm, które podczas prezydentury Borysa Jelcyna podzieliły między siebie atomowy biznes. Ponadto holding stanowi gospodarczo-dyplomatyczne przedłużenie ramienia Moskwy. Realizuje inwestycje m.in. w Chinach, Indiach, Egipcie, RPA i na Węgrzech. Ten ostatni przypadek szczególnie powinien przykuć naszą uwagę. Zwłaszcza wobec zapewnień o niezwykłej przyjaźni łączącej Viktora Orbána z Jarosławem Kaczyńskim i ideach budowy Międzymorza – bloku państw w Europie Środkowo-Wschodniej wolnych od woli Kremla.

Dzięki ekspansji w kierunku bieguna północnego Rosja nie tylko utrzyma pozycję potentata w dostawach ropy i gazu, ale też ją wzmocni. To ułatwi Moskwie manipulowanie cenami surowca, które są ustalane arbitralnie, w zależności od relacji Rosji z państwem – odbiorcą gazu. Ten popłynie do Europy szerokim strumieniem, tak przez rurociąg Nord Stream, jak i budowany obecnie Turkish Stream czy może nawet Nord Stream 2 – jeśli budowa rurociągu nie zostanie powstrzymana, choćby przez Danię, która nie chce udostępnić pod budowę swoich wód terytorialnych. Tym samym Rosja weźmie Europę w energetyczne kleszcze i zaleje region tanim gazem – ostrzega część analityków. To stawia pod znakiem zapytania polski projekt budowy korytarza energetycznego północ–południe, który puszczając błękitne paliwo „od Świnoujścia aż po Triest”, miałby odwrócić standardowy, horyzontalny kierunek przepływu gazu – ze wschodu na zachód.

Problem jest tylko taki, że Polska nie ma wielkich złóż gazu i musi zdać się na złoża norweskie i dostawy gazu skroplonego. Rosjanie zaś już dziś mają gigantyczne zasoby, a będą mieli jeszcze większe, jeśli lody w Arktyce skruszeją, a oni opanują trudną technologię wydobycia surowca z podbiegunowych złóż.

Polityka 4.2018 (3145) z dnia 23.01.2018; Rynek; s. 42
Oryginalny tytuł tekstu: "Kruchy lód"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną