Rozmowa z Martinem Wolfem o tym, jak polityka PiS wpływa na pozycję Polski w świecie

Bliżej Wschodu
Rozmowa z Martinem Wolfem, głównym komentatorem ekonomicznym „Financial Times”, o tym, jak polityka rządu PiS wpływa na pozycję Polski w świecie oraz od czego zależy dzisiaj ekonomiczny sukces państw.
„Nord Stream 2 ułatwia Rosjanom odcięcie krajów Europy Środkowo-Wschodniej od gazu ziemnego”.
Mirosław Gryń/Polityka

„Nord Stream 2 ułatwia Rosjanom odcięcie krajów Europy Środkowo-Wschodniej od gazu ziemnego”.

„Jeśli mamy do czynienia z rządem, który zniechęca do siebie zarówno Zachód, jak i Wschód, to jest to czyste szaleństwo”.
Mirosław Gryń/Polityka

„Jeśli mamy do czynienia z rządem, który zniechęca do siebie zarówno Zachód, jak i Wschód, to jest to czyste szaleństwo”.

Martin Wolf to absolwent Oxfordu, były pracownik Banku Światowego, stały uczestnik ekonomicznego forum w Davos.
Pier Marco Tacca/Getty Images

Martin Wolf to absolwent Oxfordu, były pracownik Banku Światowego, stały uczestnik ekonomicznego forum w Davos.

SŁAWOMIR SIERAKOWSKI: – Czy ekonomiści śledzą to, co się dzieje z polską gospodarką?
MARTIN WOLF: – Z zasady najwięcej pisze się o dwóch kategoriach państw: tych, których znaczenie dla świata jest największe, takich jak Chiny, Stany Zjednoczone, Niemcy, Japonia, i o tych, które znajdują się w kryzysie, czyli o Grecji, Włoszech, kiedyś była to Turcja. Po transformacji ustrojowej Polska nie mieściła się w żadnej z tych dwóch grup. Czas żywego zainteresowania Polską to były lata 1989–92, często tam jeździłem, dobrze poznałem Leszka Balcerowicza. Podzielałem powszechne wśród zawodowych ekonomistów przekonanie, że polska transformacja była jedną z najbardziej udanych, że gospodarka radzi sobie całkiem nieźle, miała długi okres zrównoważonego wzrostu, także podczas kryzysu. Nie stworzyła zepsutej oligarchicznej kleptokracji, która narodziła się w wielu innych krajach postkomunistycznych. Mieliśmy wrażenie, że sukces gospodarczy stanowił podstawę pod budowę krzepkiego systemu demokratycznego.

Czy nie wydaje się panu, że przyjęcie przez Polskę wspólnej europejskiej waluty, choć mogłoby być ryzykowne ekonomicznie, byłoby ważnym krokiem na drodze do umocnienia także bezpieczeństwa politycznego?
Mówię to z pewnym wahaniem, ale nie przekonuje mnie ten argument. Z dwóch powodów. Po pierwsze, unia walutowa nie gwarantuje bezpieczeństwa. Nie wydaje mi się, żeby członkostwo w unii walutowej miało na to większy wpływ w porównaniu z członkostwem w Unii Europejskiej albo NATO. Po drugie, dla Polski istniało duże ryzyko destabilizacji w przypadku przyjęcia wspólnej waluty. Uważam, że państwa wstępujące do unii walutowej radzą sobie tym lepiej, im bardziej przypominają Niemcy. System ekonomiczny Polski nie był na tyle zbliżony do niemieckiego, żeby nie istniało zagrożenie destabilizacją. Gdyby Polska wstąpiła do unii walutowej, straciłaby możliwość wpływania na bank centralny i wasz obecny rząd nie byłby w stanie tego cofnąć. Gdyby podejmował takie próby, skończyłoby się kryzysem gospodarczym w kraju, a to znacząco ograniczyłoby rządowi możliwość ruchu. To wydarzyło się w Grecji i wydarzy we Włoszech: jeśli nie przestrzegasz zasad, którymi rządzi się system, czeka cię kryzys ekonomiczny, który podkopie rząd. Nie jest to zbyt demokratyczny argument i nie wiadomo, jak wyglądałoby to w przypadku Polski, ale przyjęcie europejskiej waluty oznaczałoby zmniejszenie finansowej suwerenności kraju. Wcześniej odradzałem ten krok, ponieważ nie przewidziałem, że w Polsce dojdzie do władzy taki rząd, jaki macie teraz. Może było to naiwne z mojej strony. Trzeba jednak dodać, że posługiwanie się instrumentami unii walutowej, aby tłumić skutki demokratycznych wyborów, niesie ze sobą ryzyko poważnego kryzysu politycznego.

Wyobraźmy sobie, że ma miejsce agresja na Polskę podobna do tej, którą obserwowaliśmy na Ukrainie w 2014 r. Jakie konsekwencje poniosłyby z tego powodu inne państwa mające euro i jak zachowałyby się, gdyby Polska była członkiem eurozony?
Ludzie przenosiliby swoje pieniądze z polskich banków za granicę, Narodowy Bank Polski musiałby zostać wsparty przez Unię, bo inaczej skończyłoby się gigantycznym kryzysem gospodarczym. Taki atak oznaczałby naturalnie dotkliwy cios dla gospodarki, mimo pomocy ze strony innych członków strefy euro. W przypadku takiego ataku sankcje wobec Rosji byłyby zapewne surowsze, niż miało to miejsce po inwazji na Ukrainę, ale wynikałoby to z faktu przynależności Polski do UE. Inni jej członkowie odebraliby atak na Polskę jako atak na nich samych. Ale to jest historia. Teraz Polska, podobnie jak Węgry, nie jest odbierana na Zachodzie jako sojusznik i to jest fundamentalna sprawa. Nie wiadomo więc, jak Europejczycy z Zachodu odebraliby rosyjską agresję na Polskę i w jakim stopniu byliby gotowi jej pomóc, wspierając gospodarczo czy jakkolwiek inaczej. To wydaje mi się ważniejsze niż kwestia tego, czy Polska jest czy nie jest członkiem strefy euro.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną