Rynek

NBP idzie w zaparte

Apanaże współpracowniczek Adama Glapińskiego nadal ściśle tajne

Adam Glapiński, prezes NBP, w drodze do prokuratury na przesłuchanie ws. KNF i jej byłego przewodniczącego Marka Ch. Z prawej Martyna Wojciechowska, szefowa departamentu komunikacji i promocji NBP. Adam Glapiński, prezes NBP, w drodze do prokuratury na przesłuchanie ws. KNF i jej byłego przewodniczącego Marka Ch. Z prawej Martyna Wojciechowska, szefowa departamentu komunikacji i promocji NBP. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
NBP przyznał, że „pani dyrektor Wojciechowska może być w grupie osób trochę lepiej zarabiających”, ale ile konkretnie to jest „trochę”, nie podało. Nie pomaga to wiarygodności prezesa Glapińskiego.

Na zwołanej przez NBP konferencji prasowej, na której mieliśmy się dowiedzieć, ile naprawdę zarabiają dwie współpracowniczki prezesa Adama Glapińskiego, nie padły żadne konkrety. Możemy więc dyskutować o tym, ile powinien zarabiać prezydent, premier czy prezes NBP, ale już nie o bijących ich wszystkich na głowę zarobkach współpracowniczek.

Pytania o i do Adama Glapińskiego

To niejedyna bulwersująca sprawa związana z Narodowym Bankiem Polskim. Zaczęło się od afery korupcyjnej Marka Ch., byłego prezesa Komisji Nadzoru Finansowego, który od Leszka Czarneckiego, właściciela dwóch dużych banków prywatnych, zażądał zatrudnienia znajomego prawnika z wynagrodzeniem (według Czarneckiego około 40 mln zł). Miało to uchronić banki biznesmena przed realizacją słynnego planu Zdzisława, czyli przejęciem ich za przysłowiową złotówkę. KNF jest instytucją w pełni niezależną, zdumiewające więc było to, że Marek Ch. razem z Leszkiem Czarneckim po zakończeniu potajemnie nagranej przez Czarneckiego rozmowy w KNF udali się do prezesa NBP. Pytanie: „Po co?”, cały czas pozostaje bez odpowiedzi. Jaki związek ma korupcyjna propozycja Ch. z tą wizytą?

Czytaj także: Glapiński boi się prawdy

Prezes NBP straszy media i szerzy teorie spiskowe

Adam Glapiński, zamiast wyjaśnień, zaczął straszyć sądem media zadające te kłopotliwe pytania. Ciągle uważa, że ich zadawanie podważa autorytet samego NBP, podczas gdy sprawa nie dotyczy banku centralnego, ale jego prezesa. W zaprzyjaźnionych mediach próbuje też szerzyć teorie spiskowe, że próba powiązania go z aferą KNF jest międzynarodowym spiskiem mającym na celu zmuszenie Polski do przyjęcia euro. Te teorie tym bardziej nie zwiększają wiarygodności prezesa, budzą natomiast coraz większą zaciekawienie mediów tym, co się dzieje w NBP.

Apanaże Wojciechowskiej i Sukiennik pod ścisłą ochroną

Wykrycie przez „Wyborczą”, że dyrektorka od promocji zarabia co najmniej 65 tys. zł miesięcznie, czyli więcej niż zarabiał Marek Belka jako prezes NBP, jest tego kolejnym dowodem. NBP żądał sprostowania, ale wynagrodzenia Martyny Wojciechowskiej (a także Kamili Sukiennik) podać nie chce. Zamiast tego na konferencji podano zagregowane dane zarobków dyrektorów wszystkich departamentów, czyli nie podano niczego. Upór w utajnianiu zarobków najbliższych współpracowniczek prezesa musi wydawać się zdumiewający. I – po raz kolejny – nie zwiększa jego wiarygodności. Nawet w jego własnej partii, której działacze także domagają się odtajnienia zarobków osób, których kompetencje daleko odbiegają od oczekiwanych. Zarobki członków Rady Polityki Pieniężnej czy zarządu NBP – dla przykładu – aż tak utajnione nie są. Poddawane są też publicznej ocenie. Nie ma powodu, żeby apanaże Wojciechowskiej i Sukiennik znajdowały się aż pod tak ścisłą ochroną. Albo my tego powodu nie znamy. Wiemy natomiast, że skierowanie jednej z tych osób do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego za 11 tys. zł miesięcznie, mimo rażącego braku kompetencji, bezpieczeństwa naszych oszczędności w systemie bankowym nie zwiększa.

Czytaj także: Czy prezes PiS przetnie aferę w NBP

Pieniądze NBP to pieniądze podatników czy nie?

Zdziwienie budzą też zapewnienia prezesa, że NBP nie dysponuje pieniędzmi podatników, więc ciekawość mediów jest nieuzasadniona. Otóż byłaby to opinia zasadna, gdyby NBP był prywatny. Ale nie jest, jest własnością państwa, a więc jego obywateli. I mamy pełne prawo wiedzieć, co się w nim dzieje. Zwłaszcza gdy wygląda na to, że dzieje się nie najlepiej, a prawda jest ukrywana z uporem godnym lepszej sprawy.

Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czym są uczucia między robotami a ludźmi?

Jak autorka niemieckiego „Die Zeit” próbowała zaprzyjaźnić się ze „sztucznym inteligentem”, Botrisem.

Ana Mayr, [tł.] Adam Krzemiński
14.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną