Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Rynek

Ropna infekcja

Ropa naftowa w cieniu pandemii

Zbiorniki na ropę naftową w amerykańskiej rafinerii w Torrance. Zbiorniki na ropę naftową w amerykańskiej rafinerii w Torrance. Getty Images
Rynek ropy padł ofiarą pandemii, co wraz z innymi gnębiącymi go schorzeniami doprowadziło do nagłego załamania cen. Czy jako konsumenci powinniśmy się z tego cieszyć?
Kilkunastogroszowe spadki cen na stacjach są nieproporcjonalne do tych, jakie notowane są na rynku ropy. Przyczyna tego jest prosta: ponad połowę ceny, jaką płacimy przy dystrybutorze, stanowią podatki.Alex Kraus/Bloomberg/Getty Images Kilkunastogroszowe spadki cen na stacjach są nieproporcjonalne do tych, jakie notowane są na rynku ropy. Przyczyna tego jest prosta: ponad połowę ceny, jaką płacimy przy dystrybutorze, stanowią podatki.

Cena ropy nazywana bywa matką wszystkich cen, bo jest najbardziej czytelnym sygnałem rynkowym i wpływa na wzrosty lub spadki cen wielu produktów. Przecież wszystko, co nas otacza, powstało z mniejszym lub większym udziałem paliw lub surowców petrochemicznych. Kiedy więc pandemia dopadła światową gospodarkę, stało się jasne, że ropa musi zareagować spadkiem cen.

Jednak to, co się stało 9 marca, szybko zyskało miano czarnego poniedziałku. Ceny zaczęły spadać w tempie niewidzianym od kryzysu 2008 r.

Polityka 13.2020 (3254) z dnia 24.03.2020; Rynek; s. 38
Oryginalny tytuł tekstu: "Ropna infekcja"
Reklama
Ilustracja. Osoby czytające Politykę na różnych nośnikach.

Dołącz do nas!

Będziesz mógł czytać wszystkie teksty autorów „Polityki”.

Subskrybuję

Jesteś już prenumeratorem?

Zaloguj się >