Rynek

Rezydenci mają rację, ale strzelają sobie w stopę

Protest pracowników służby zdrowia pod hasłem „Dajcie szansę pacjentom, nie związujcie rąk medykom” zorganizowany przeciwko zmianom w kodeksie karnym. Sierpień 2020 r. Protest pracowników służby zdrowia pod hasłem „Dajcie szansę pacjentom, nie związujcie rąk medykom” zorganizowany przeciwko zmianom w kodeksie karnym. Sierpień 2020 r. Włodzimierz Wasyluk / Forum
Na protestujących wyleje się fala hejtu. Bo kto do ich protestu odniesie się ze zrozumieniem, gdy tak wielu chorym nie można pomóc ze względu na dramatyczny brak lekarzy, a ci, którzy mogliby leczyć, odchodzą od łóżek, gdyż własne egzaminy są dla nich ważniejsze?

Trzy tysiące lekarzy rezydentów rozpoczyna tygodniowy protest i odejdzie od łóżek pacjentów. Taki komunikat w szczycie pandemii, gdy codziennie umierają setki chorych z powodu koronawirusa, a kolejne grupy z braku dostępu do leczenia, może wywołać w potencjalnych pacjentach tylko złość i niechęć do protestujących. Argumenty, że powody protestu lekarzy są jak najbardziej zasadne, nie będą w stanie się przebić do społeczeństwa.

Bo też nie one, choć szalenie istotne, są w tej chwili najważniejsze. Teraz chodzi o to, ilu chorych można uratować, a dla ilu obecna zapaść ochrony zdrowia oznacza wyrok śmierci. Z braku lekarzy odwoływane są przecież nawet operacje onkologiczne, terminy przekłada się pacjentom z zaawansowanym nowotworem. To nie jest wina protestujących rezydentów, ale to na nich wyleje się hejt zrozpaczonych i przestraszonych ludzi.

Czytaj także: „Łóżka? Brakuje nawet krzeseł”. Dzień z życia powiatowego SOR

Egzaminy? Ludzi to nie interesuje

Fala hejtu wyleje się na protestujących z wielu powodów. Po pierwsze: ludzi mało interesuje fakt, że zapalnikiem kolejnego protestu okazały się perturbacje młodych lekarzy z terminem ustnego Państwowego Egzaminu Specjalizacyjnego. To nie jest powód jedyny ani nawet nie najważniejszy, ale kropla, która przelała czarę goryczy. Polacy, przerażeni rosnącą falą pandemii, żyją jednak czym innym, tego powodu nie rozumieją. Dla ludzi ważne jest to, że w sytuacji, gdy tak wielu chorym nie można pomóc, bo lekarzy dramatycznie brakuje, ci, którzy mogliby leczyć, odejdą od łóżek. Że własne egzaminy są dla nich ważniejsze niż cudze życie lub śmierć. To źle świadczy o ich empatii, odpowiedzialności, o przestrzeganiu głównej zasady, którą powinni się kierować, czyli „po pierwsze – nie szkodzić”. Źle także świadczy o ich wyobraźni, bo ich protest – chociaż słuszny – nie może okazać się skuteczny.

Czytaj także: Niedola rezydenta, czyli zapiski ze szpitalnej orki

Mylący przekaz

Nie nauczyli się przyszli lekarze, choćby od rządzących, sztuki pijaru. Przekaz, że „3 tys. rezydentów odejdzie od łóżek” puścili w Polskę sami protestujący, żeby wzmocnić jego efekt. Mimo że jest to przekaz nieprawdziwy, a w każdym razie w dużej mierze nieprawdziwy. Z ankiety, jaką zrobiono wśród rezydentów zaangażowanych w protest, wynika, że blisko 2,5 tys. z nich i tak w ostatnim czasie nie zajmowało się leczeniem. Aż 540 młodych lekarek przygotowywało się do egzaminów, będąc jednocześnie na urlopie macierzyńskim. 500 innych osób wzięło urlop szkoleniowy, wiele – wypoczynkowy. Tak naprawdę – jak słyszę – od łóżek może odejść 500 osób. O 500 za dużo.

Zamiast zakuwać, mogliby leczyć

Tylko że winę za to, że 3 tys. młodych lekarzy w szczycie pandemii nie pomaga pacjentom, ponoszą rządzący. W poprzednim roku ustne państwowe egzaminy specjalizacyjne zostały odwołane z powodu pandemii, choć była ona wtedy o wiele mniej groźna niż obecnie. Protestującym chodzi o to, żeby w tym roku zrobić to samo. Nie zawieszać terminy do jesieni, ale na razie z nich zrezygnować. Zamiast tygodniami zakuwać do egzaminu, mogliby leczyć. Ratować ludzkie życie. Tymczasem minister zdrowia wciska im ciemnotę, że „nie ma możliwości prawnej”. Rok temu była, a teraz już nie ma?

Czytaj także: Fala na uczelniach medycznych

Propozycja ministerstwa, żeby rezydenci, którym nie odpowiada wiosenny termin egzaminu, przystąpili do niego jesienią, pacjentom nic dobrego nie przyniesie. Bo lekarze i tak będą mieli egzamin „na głowie”, nie poświęcą się pracy w takim stopniu, jak mogliby to zrobić. A czas i potrzeby są nadzwyczajne. Ministerstwo Zdrowia, nie konsultując swoich decyzji z zainteresowanymi, zdaje się tego nie zauważać. Brak dialogu z tymi, których te decyzje dotyczą, to kolejna kropla goryczy.

Minister Niedzielski kpi sobie z rezydentów

Weźmy nakazy pracy w szpitalach covidowych, które rozsyłają lekarzom wojewodowie. Na ślepo, bez sprawdzenia, czy nie dotyczą samotnej matki, osoby z niepełnosprawnościami, czy np. okulisty, który bez odpowiedniego przeszkolenia boi się, że pacjentowi nie tylko nie pomoże, ale wręcz zaszkodzi. A to przecież ten rząd zmienił przepisy i obecnie za popełniony nieumyślnie błąd grozi lekarzowi nawet kara więzienia. Mają prawo się bać!

Po prostu minister z rezydentów sobie kpi, co – przyznajmy – może wkurzyć. I oni mają prawo mieć o to pretensje, zwłaszcza że nie są to pretensje jedyne. Ale jednak nie teraz. Trudno, trzeba jeszcze poczekać. Postulat, żeby ministra Niedzielskiego zdymisjonować, także. Mimo że 3 tys. młodych lekarzy o wiele bardziej jest dzisiaj potrzebnych niż jeden nieudolny minister.

Czytaj także: „Trzeba jechać” – powiedział żonie. Ostatnia podróż doktora z Kępna

Rząd swoją winę zrzuca na lekarzy i pielęgniarki

Rząd chwali się budową szpitali tymczasowych, a winę, że nie ma w nich kto leczyć, zwala na lekarzy i pielęgniarki. Bo nie chcą opuścić szpitala czy przychodni, w której pracują na stałe, dla lepszych pieniędzy w „tymczasowych”. Kierują się nie tylko finansową przynętą, choć zarobki ważne są dla każdego. To wina rządu, bo zamiast pustych łóżek i sprzętu w halach targowych i na stadionach mógł dobudowywać moduły do szpitali już istniejących. Wtedy biały personel miałby pod opieką więcej pacjentów, ale jakoś mógłby próbować wszystko ogarnąć. Dziś musi wybierać: albo leczy w szpitalu już istniejącym, albo rzuca chorych i przenosi się do tymczasowego. To zły wybór, do złego wyboru zmuszają nieudolni rządzący.

Lista pretensji rezydentów jest coraz dłuższa i są to pretensje uzasadnione. Oni chcą pracować w sprawnym systemie, w którym będą mieli szansę leczyć skutecznie. Mają do tego prawo, tak jak mają je pacjenci. Ale nie teraz.

Czytaj także: PiS podzielił medyków na lepszych i gorszych. Nieczyste zagranie

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Historia

Michał Goleniewski – superszpieg początków zimnej wojny

Michał Goleniewski, oficer polskiego wywiadu i zaufany współpracownik radzieckiego KGB, pracował dla CIA. Był najważniejszym szpiegiem na początku zimnej wojny.

Grzegorz Rzeczkowski
22.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną