Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Rynek

W gadaniu o energii jądrowej już jesteśmy potęgą

Zawarcie porozumienia atomowego z Amerykanami w sprawie elektrowni dla KGHM ogłosił minister aktywów państwowych Jacek Sasin. Zawarcie porozumienia atomowego z Amerykanami w sprawie elektrowni dla KGHM ogłosił minister aktywów państwowych Jacek Sasin. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta
Jeśli chodzi o opowiadanie o atomie, Polska ma długą i barwną historię. Gorzej, że jak na razie nie widać ani jednego megawata wyprodukowanego ze źródeł jądrowych.

Rozrasta się polski klub atomowy. Kolejne firmy deklarują zamiar wybudowania małych siłowni jądrowych, by uniezależnić się od państwowej elektroenergetyki, która wciąż przywiązana jest do węgla. Także państwo nieustannie powtarza, że zbuduje wielkie elektrownie atomowe. Pierwsza ma zacząć pracę już w 2033 r., potem będą kolejne.

Mała ofensywa jądrowa polskich firm

Najnowszą modę na małe modularne reaktory jądrowe (SMR) wylansował Michał Sołowow, główny akcjonariusz firmy chemicznej Synthos. Podpisał on umowę z GE Hitachi Nuclear Energy (GEH) dotyczącą współpracy przy budowie reaktora jądrowego typu BWRX-300, projektu GEH. Ta umowa to na razie memorandum of understanding, więc nic pewnego. Synthos chce mieć własne źródło bezemisyjnej energii elektrycznej na swoje potrzeby i sprzedaż, bo to towar atrakcyjny, gdy ceny uprawnień do emisji CO2 rosną jak oszalałe.

Wielki przemysł, potrzebujący dużo energii, już dawno zorientował się, że państwowa elektroenergetyka nie gwarantuje mu bezpieczeństwa energetycznego, dlatego inwestuje we własne źródła. Tak robi też Orlen, który dostrzegł potencjał atomu i dołączył do spółki Synthosu. W tych dniach KGHM, kolejny państwowy koncern, zadeklarował, że chce inwestować w mały atom i w tym celu zawarł umowę z amerykańską firmą NuScale Power. Ma powstać od jednego do 12 modułów o mocy po 77 MW. Nie bardzo wiadomo jeszcze gdzie, rozważany jest scenariusz przeróbki na atom którejś z istniejących elektrowni węglowych lub budowa takiej od zera.

Czytaj też: Atom wraca. Kto uwierzy, kto się wkurzy?

Dzieje się w polskim atomie. W słowach

Z NuScale Power już dekadę temu zamierzała związać się PGE, kierowana wówczas przez Krzysztofa Kiliana. Ale Donald Tusk Kiliana się pozbył i z PGE zamiast na reaktory SMR pieniądze poszły na węgiel i budowę Elektrowni Opole.

W tym samym czasie, gdy polskie przedsiębiorstwa szykują się do małej ofensywy jądrowej, minister Piotr Naimski z kancelarii premiera w imieniu rządu szykuje budowę pierwszej wielkiej elektrowni atomowej Lubiatowo-Kopalino. Słowem: dzieje się w polskim atomie wiele. Ale głównie w słowach. Wicepremier Jacek Sasin patronował już porozumieniu Orlenu Synthosu i GE Hitachi Nuclear Energy, teraz poleciał do USA z prezesem KGHM, by rozmawiać o atomie z sekretarz energii Jennifer M. Granholm. Trudno oprzeć się wrażeniu, że wszystko znów skończy się na rozmowach – tak jak w poprzednich latach. W końcu Polska przygotowuje się do budowy elektrowni atomowej już od ponad półwiecza.

Czytaj też: Fantazje o atomie. Jak Naimski obiecał sześć reaktorów jądrowych

Energetyka jądrowa? Są wątpliwości

Moje wątpliwości mają kilka przyczyn. Po pierwsze: technologia SMR, choć mówi się o niej od dawna, wciąż nie doczekała się komercyjnego zastosowania. Nie ma jeszcze działających normalnie małych modularnych reaktorów, są tylko instalacje eksperymentalne. Nie wiadomo więc, jak będzie wyglądała ekonomia ich budowy i użytkowania. Energetyka jądrowa jest wprawdzie technologią dobrze znaną, małe reaktory buduje się od dawna, instalując na okrętach podwodnych i lodołamaczach, to jednak z jakichś powodów nie mogą się one pojawić jako małe bezpieczne źródła energii, tak jak to producenci obiecują.

Po drugie: z wielką energetyką jądrową jest podobny problem. Wymagania dotyczące bezpieczeństwa tak radykalnie wzrosły, że nawet w takich krajach jak Francja, z olbrzymim atomowym doświadczeniem, nowe siłownie budowane są latami. Opóźnienia rosną i rosną. Dlatego trudno uwierzyć w zapewnienia ministra Naimskiego o pierwszej elektrowni jądrowej, którą rach-ciach zbudujemy tak, by ruszyła za dziesięć lat. Gdy nie wiadomo, kto i co zbuduje oraz kto i ile za to zapłaci, można to między bajki włożyć.

Czytaj też: Mijają lata i nic. PiS w atomowym impasie

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Co z uznaniem ukraińskiej Cerkwi? Pytamy metropolitę Sawę. „Teraz trwa wojna”

Rozmowa z metropolitą Sawą, zwierzchnikiem Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, związanego z patriarchatem moskiewskim, o tym, dlaczego polscy prawosławni nie uznają niezależności Cerkwi w Ukrainie.

Katarzyna Kaczorowska
09.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną