Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Wojna. A rosyjski węgiel jedzie i płynie do Polski

Rosyjskiego węgla miało nie być w Polsce już przed prawie siedmioma laty. Rosyjskiego węgla miało nie być w Polsce już przed prawie siedmioma laty. Marcin Polak / Flickr
W ubiegłym roku sprowadziliśmy z Rosji ok. 10 mln ton węgla – z 12 mln ton importu w ogóle. To prawie roczna produkcja jednej podlubelskiej „Bogdanki”.

Rosyjskiego węgla miało nie być w Polsce już przed prawie siedmioma laty. W wirze kampanii wyborczej działacze PiS zapewniali – choćby ówczesny szef klubu parlamentarnego Mariusz Błaszczak – że jak wygrają, to ani jedna tona ruskiego węgla nie wjedzie do Polski. Ani jedna! Górnicza Solidarność piała z zachwytu. Będzie inaczej niż za Donalda Tuska i Ewy Kopacz, którzy razem do kupy pogrążyli polskie górnictwo i przy okazji zostawili kraj w ruinie.

Za tych dwóch wymienionych premierów wydobywaliśmy ok. 80 mln ton, a w roku przejęcia władzy przez PiS prawie 72 mln. W poprzednim roku, za premiera Mateusza Morawieckiego, górnicy nafedrowali 54 mln ton, z czego ok. 14 mln ton koksowego. Nie wchodzi do bilansu energetycznego kraju. Na potrzeby energetyki zawodowej i państwowych elektrociepłowni potrzebowaliśmy w 2021 r. 31–32 mln ton. Import z Rosji musi więc robić wrażenie.

Warto to przypominać, bo rosyjski węgiel miał w Polsce przez te ostatnie siedem lat (niespełna) rządów PiS całkiem dobre wzięcie, a obietnice wyborcze natychmiast poszły do kosza.

Czytaj też: Czy Polska przestanie importować gaz, ropę i węgiel z Rosji?

10 mln ton węgla z Rosji

Teraz mamy problem: węgiel jest nam potrzebny, ale wojna na Ukrainie domaga się tego samego co PiS przed laty. Embarga. Ani jedna tona nie powinna wjechać do Polski. No i rząd Morawieckiego znalazł się w pozycji żaby, która chce być równocześnie i mądra, i piękna. A rozerwać się nie potrafi, zresztą nawet gdyby chciał, byłby to akt całkowicie nieskuteczny i nieestetyczny.

W ubiegłym roku sprowadziliśmy z Rosji ok. 10 mln ton węgla – z 12 mln ton importu w ogóle. To prawie roczna produkcja jednej podlubelskiej „Bogdanki”, niestety tylko jednej! Albo trzech średniej wielkości kopalń śląskich. Rosyjskiego węgla nie można szybko zastąpić choćby australijskim, bo w tamtym kierunku spoglądamy – trzeba byłoby na niego czekać tygodniami, a czas nagli.

Z ruskim węglem jest też inny problem. Około 80 proc. trafia do domowych pieców i małych firm, choćby do piekarń, przede wszystkim w województwach wschodnich, bastionach PiS. Węgiel dobry, do tej pory cenowo przyjazny. Co więc z nim zrobić, kiedy osiadł na nim wojenny odór? Podobnie z gazem, tłoczonym przez rurociągi ukraińskie i białoruskie. I z ropą naftową transportowaną przez Białoruś.

Wojna dyktuje ceny

Najprostszym i sprawiedliwym w obecnej sytuacji wyjściem byłoby położyć szlaban. Od razu dla całej Unii Europejskiej, która też znalazła się w położeniu powyższej żaby. Tymczasem tu kolejny pies pogrzebany, sporo większy. UE kupuje rocznie blisko 90 mln ton węgla, z tego ok. 50 mln ton z Rosji. W kontraktach długoterminowych węgiel chodził przed wojną po 80–90 dol. za tonę. W umowach natychmiastowych, spotowych, to dzisiaj już 300 dol. za tonę i ceny wciąż rosną. Ceny dyktuje wojna. Już są informacje o kontraktach na 450 dol.! Na jednej szali mamy więc interes UE, żeby w domach było ciepło i jasno, a na drugiej krwawiącą Ukrainę. Która szala przeciąży?

Samodzielne embargo Polski na rosyjski węgiel, bez decyzji Komisji Europejskiej obejmującej całą UE, zupełnie nie miałoby sensu. Bolesnym przykładem są tutaj przysłowiowi już piekarze, którzy przeszli na gaz ziemny. Dostają rachunki kilkakrotnie wyższe niż ci, którzy zostali przy węglu. Ostatni narzekają na jego ceny, płaczą i płacą, choć wciąż trzymają ceny chleba na rozsądnych poziomach.

Na Wschodzie bez zmian

Co więc dalej z ruskim węglem? Jeżeli dotknie go embargo, to za dwa–trzy lata polskie górnictwo mogłoby kosztem miliardowych inwestycji zasypać tę dziurę i trochę odbić się od dna. Nóż się w kieszeni otwiera, jeśli miałoby tę szansę zawdzięczać – także przedłużenie żywotności poza 2049 r. – wojnie na Ukrainie.

Bądź więc tu mądry i pisz wiersze. Wojna trwa, a surowce strategiczne – gaz, ropa naftowa i węgiel – płyną sobie spokojnie, jakby nic się nie działo. Dziwna to wojna. W wymiarze ekonomicznym – bo w wymiarze ludzkich nieszczęść pozostaje bez zmian. Na Wschodzie bez zmian.

Czytaj też: Pożegnanie z Nord Stream 2? Spółka bankrutuje

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną