Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Rynek

Stopy znów w górę. Rząd i RPP bawią się z nami w dobrego i złego policjanta

Konferencja prezesa Narodowego Banku Polskiego Adama Glapińskiego po podniesieniu stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej Konferencja prezesa Narodowego Banku Polskiego Adama Glapińskiego po podniesieniu stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej Andrzej Hulimka / Forum
Gdy Rada Polityki Pieniężnej szybko podnosi stopy, rząd równie szybko zwiększa wydatki i obniża podatki. Taka sprzeczność nie pomoże w walce z inflacją.

Tym razem Rada Polityki Pieniężnej podwyższyła stopy o 75 pkt bazowych. To niejako kompromis między prognozami analityków przewidujących wzrost o 50 pkt i tych, którzy wieszczyli skok nawet o 100 pkt. Stopa referencyjna, bliska zera jeszcze we wrześniu, osiągnęła zatem już 5,25 proc. To z pewnością nie koniec podwyżek. Trudno przewidzieć, na jakim poziomie zatrzymają się stopy, ale mogą dojść nawet do 7 proc. Rada zachowuje się od dawna w sposób trudny do przewidzenia.

Czytaj także: Glapinflacja. Jedziemy już bez hamulców i po bandzie

Dobry i zły policjant

Podział ról jest jasny. Rada Polityki Pieniężnej z Adamem Glapińskim na czele przyjęła na siebie rolę tego złego, który podnosi stopy procentowe, dzielnie walcząc z inflacją. W kwietniu osiągnęła ona w naszym kraju już 12 proc. w skali roku. Jastrzębia Rada nie przejmuje się losem kredytobiorców, bo ma niezmiernie ważną misję do wypełnienia. To przywrócenie stabilności cen. Spłacający kredyty hipoteczne muszą pogodzić się z myślą, że płacone przez nich raty są nawet dwukrotnie wyższe niż w ubiegłym roku.

Na szczęście oprócz złego jest i ktoś dobry. To rząd, pochylający się z troską nad obywatelami cierpiącymi z powodu ogromnej drożyzny. Rząd wprowadza kolejne tarcze antyinflacyjne, tnąc VAT i akcyzę. Rząd pamięta o emerytach i poprawia Polski Ład, obniżając podatki dla prawie wszystkich obywateli. Aby żyło się lepiej, zapłacą oni PIT w wysokości tylko 12 proc. A poszkodowani kredytobiorcy? Rządowi nie podoba się wskaźnik WIBOR, bo rośnie jeszcze szybciej od stóp procentowych. Zostanie zatem już niedługo zastąpiony innym, lepszym. Czyli niższym. Tymczasem bankowi centralnemu przecież zależy, by droższe kredyty osłabiły konsumpcję, a wraz z nią i wzrost cen.

Czytaj także: Czekają nas nawet dwa razy większe raty kredytów?

Błędnym kołem do wyborów

I tak RPP próbuje gasić inflacyjny pożar, chociaż prezes NBP bardzo długo zalecał zwlekać z interwencją, przekonując, że podwyżki stóp nie pomogą. Jednak Rada w końcu zmieniła zdanie, przerażona chyba swoją biernością. Tymczasem rząd tenże inflacyjny pożar podsyca, bo zwiększanie wydatków i obniżanie podatków w tym momencie prowadzi do jeszcze szybszego wzrostu cen.

Podobno mamy do czynienia z „putinflacją”, chociaż drożyzna nie zaczęła się 24 lutego. Co gorsza, bardzo wysoka jest również inflacja bazowa, sięgająca według ostatnich danych 7 proc. Ten wskaźnik nie obejmuje paliw i żywności, które w powszechnym odczuciu drożeją najszybciej. Drożyzna rozlała się już na wszystkie sfery życia. Powstrzymać mogłaby ją tylko skoordynowana polityka monetarna, czyli prowadzona przez RPP, i fiskalna, za którą odpowiada rząd. Tymczasem obie te instytucje, zapewne zupełnie świadomie, działają wbrew sobie, a zatem ich wysiłki nie tylko nie przynoszą efektów, ale jeszcze działają na niekorzyść. Im bardziej rząd manipuluje przy stawce WIBOR i zwiększa wydatki, tym ostrzej musi działać Rada, a to prowadzi do dalszego wzrostu oprocentowania obligacji, za które rząd finansuje swoje prezenty. Błędne koło jest coraz bardziej niebezpieczne i dla stabilności finansów państwa, i dla naszych portfeli. Strategia PiS jest jasna: byle do wyborów.

Czytaj także: Fundusz Wsparcia Kredytobiorców pomoże spłacić raty. Jak to działa?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Archiwum Polityki

Niepokorni

Historię PRL odmierza kilka dat społecznych protestów przeciw ludowej władzy, zwykle brutalnie lub krwawo tłumionych. W 1956 r. – czerwiec, w 1968 r. – marzec, w 1970 r. – grudzień, w 1976 r. – znów czerwiec... I gdyby nie tamte zdarzenia sprzed 30 lat, nie byłoby pewnie sierpnia 1980 r. i wyjątkowej polskiej drogi do wolności.

Marcin Kołodziejczyk
13.05.2006
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną