Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Frankowicze 2.0. Czas na procesy wytaczane przez firmy?

Sąd Najwyższy Sąd Najwyższy Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl
Czy czeka nas kolejna fala pozwów ofiar kredytów frankowych, ale tym razem przedsiębiorców? Taki scenariusz jest możliwy po najnowszej uchwale Sądu Najwyższego.

Frankowicze składają się tak naprawdę z dwóch grup. Jedna, o której od dawna głośno, to ci, którzy zaciągali kredyty, by kupić mieszkanie czy sfinansować budowę domu, czyli konsumenci. Znaczna część z nich walczy w sądach o unieważnienie kredytów – często z sukcesem, bo zdecydowana większość wyroków jest w ostatnim czasie korzystna dla klientów banków.

Czytaj też: Banki przegrywają z frankowiczami. Przechodzą do kontrataku

Przedsiębiorcy mają trudniej

Są jednak również frankowicze przedsiębiorcy, którzy do tej pory rzadko pozywali instytucje finansowe. Obawiali się przegranej, bo orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej bądź Sądu Najwyższego, korzystne dla kredytobiorców, dotyczyły tylko konsumentów. Poza tym przedsiębiorców w przypadku walki o unieważnienie kredytu obowiązuje znacznie wyższa opłata sądowa (5 proc. przedmiotu sporu), podczas gdy klienci indywidualni płacą tylko 1 tys. zł.

Jednak także niektórym przedsiębiorcom udało się doprowadzić do unieważnienia swoich kredytów. Są nawet korzystne wyroki prawomocne, chociaż zdarzały się też przegrane. – Dotyczyły głównie tych, którzy przed sądami próbowali przyjmować szaty konsumentów, chociaż w rzeczywistości kredyty frankowe zaciągali w celach związanych ze swoją działalnością gospodarczą. Spore wątpliwości mieli też frankowicze, którzy w zakupionej nieruchomości zarówno mieszkali, jak i prowadzili działalność gospodarczą. Nie do końca słusznie, bo w takiej sytuacji decydujące jest pytanie, jaki element dominuje. Sama rejestracja firmy w domu czy wydzielenie jednego pomieszczenia do pracy nie zmienia faktu, że mamy do czynienia z kredytobiorcą konsumentem – wyjaśnia mec. Jędrzej Jachira, wspólnik w Kancelarii Prawnej Sobota Jachira.

Czytaj też: Ugoda z pułapką

Trzeba poczekać na uzasadnienie

Duże emocje budzi uchwała Sądu Najwyższego z końca kwietnia. Zgodnie z nią banki nie mogą w sposób arbitralny ustalać kursu przy umowach kredytów indeksowanych do waluty obcej. Sentencja uchwały nie mówi wprost o przedsiębiorcach, ale określa taką praktykę jako sprzeczną z naturą stosunku prawnego. Stąd właśnie nadzieja niekonsumentów, że sądy będą traktować ich sprawy podobnie jak zaciągających kredyty frankowe w celu zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych.

Na razie radzę poczekać na uzasadnienie, na którego wydanie Sąd Najwyższy ma miesiąc od chwili podjęcia uchwały. Liczę, że będzie z niego jasno wynikać, czy uchwała dotyczy również przedsiębiorców. W tej chwili trudno to rozstrzygnąć. Sentencja uchwały pozostawia też na razie spore pole do interpretacji, co należy zrobić w przypadku obecności niedozwolonych klauzul. W stosunku do konsumentów dotychczas był wybór: „odfrankowić” kredyt czy też stwierdzić nieważność umowy. W stosunku do przedsiębiorców wyroki Sądu Najwyższego dopiero zapadną – ocenia sędzia Piotr Bednarczyk, zastępca przewodniczącego XXVIII Wydziału Cywilnego Sądu Okręgowego w Warszawie. Wydział ten został stworzony do prowadzenia spraw frankowych, ale przedsiębiorcy muszą kierować swoje sprawy do sądów gospodarczych.

Czytaj też: Frankowicze walczą o swoje

Mniej kredytów, ale wyższe

Gra toczy się o wysoką stawkę, bo chociaż kredytów frankowych przedsiębiorcom udzielono mniej niż osobom fizycznym, to ich kwoty bywały znacznie wyższe. Jeżeli firmy spróbują powtórzyć scenariusz klientów indywidualnych, będzie to oznaczać jeszcze poważniejsze kłopoty przynajmniej dla kilku banków, które specjalizowały się w takich produktach i już teraz musiały zawiązać ogromne rezerwy na pokrycie kosztów przegranych procesów.

Sądzę, że zaczną proponować także takim klientom ugody i będą bardziej skłonne do ustępstw. Jednak podobnie jak u konsumentów takie ugody mogą okazać się pułapką. Do tej pory banki stały na stanowisku, że perspektywa unieważnienia czy odfrankowienia umowy kredytowej jest dla przedsiębiorców w ogóle nieosiągalna – podkreśla mec. Jędrzej Jachira.

Trzeba jednak pamiętać, że firmy obowiązują nieco inne przepisy. Istotną różnicą jest krótszy czas przedawnienia, który wynosi trzy lata. Chociaż i w tym przypadku można liczyć na uchylenie się od jego skutków. Poza tym każdą umowę trzeba, podobnie jak w przypadku klientów indywidualnych, przeanalizować, sprawdzając, czy istnieje możliwość jej unieważnienia.

Chodzi np. o dokładne postanowienia dotyczące sposobu wyliczania rat przez bank (to w tym miejscu kryją się najczęściej niedozwolone klauzule), a także o to, czy kredyt został na pewno wypłacony w złotych, a nie we frankach. Jedno jest pewne: do rozwiązania frankowego problemu w Polsce droga jeszcze daleka. Bardzo możliwe, że za sprawą uchwały Sądu Najwyższego właśnie jeszcze się wydłużyła.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną