Rabat na prenumeratę cyfrową Polityki

kup taniej do 50%

Subskrybuj
Rynek

Zapaść szpitali. Brakuje pieniędzy na podwyżki, a to kropla w morzu potrzeb

Protest pielęgniarek. Poznań, czerwiec 2021 r. Protest pielęgniarek. Poznań, czerwiec 2021 r. Piotr Skórnicki / Agencja Wyborcza.pl
Rządzący za pomocą podwyżek płac minimalnych skłócili wszystkich ze wszystkimi: społeczeństwo z lekarzami i pielęgniarkami, środowiska medyczne ze sobą. Szpitale alarmują, że pieniędzy brakuje, będą więc zamykać kolejne oddziały.

Podwyżki płac minimalnych w publicznej ochronie zdrowia, wywalczone przez kolejne protesty medyków, miały być oszołamiająco wysokie – od 17 do nawet 41 proc. Nowe stawki obowiązują od 1 lipca i muszą być wypłacone przez pracodawców, czyli szpitale i przychodnie, do 10 sierpnia. Zarówno szpitale, jak i placówki podstawowej opieki medycznej alarmują, że nie dostały od Narodowego Funduszu Zdrowia na nie pieniędzy.

Nowe aneksy, jakie placówki medyczne dostają od NFZ, nie tylko nie zapewniają środków na lawinowy wzrost kosztów opału, energii, wody czy materiałów medycznych, ale nawet na same podwyżki dla medyków. W najgorszej sytuacji są szpitale powiatowe, ponad 60 proc. zapowiada, że aneksów nie podpisze. Będą też zamykane kolejne oddziały.

Czytaj też: Szpitale dla władzy, nie dla pacjentów. PiS ma superplan

Pacjenci pomstują na pielęgniarki i lekarzy

Na tle pozostałych grup tzw. budżetówki, w której zarobki coraz szybciej zjada inflacja, zagwarantowane w ustawie podwyżki dla medyków budziły zazdrość. Choćby nauczycieli – mimo 15,5-procentowej inflacji otrzymali podwyżki symboliczne, zaledwie ok. 4,4 proc., które błyskawicznie się pauperyzują. Kuratorzy sądowi, skarbówka i inne grupy także nie mają powodów do radości, państwo stało się najgorszym pracodawcą. Ich sytuacja finansowa dramatycznie się pogarsza. Czytając o tym, jak dużo to samo państwo dopłaci lekarzom i pielęgniarkom, inni pogrążali się w poczuciu krzywdy. Oraz pretensjach do pracowników publicznego lecznictwa.

Rośnie też niechęć do medyków ze strony pacjentów. Dają jej ujście w komentarzach w sieci. „Zarabiają coraz więcej i ciągle im mało!” – pomstują internauci. Ich wiedza o planowanych podwyżkach w ochronie zdrowia nie odzwierciedla jednak tego, co się naprawdę dzieje. Ludzie są przekonani, że kto jak kto, ale pielęgniarki naprawdę nie mają już powodów do protestów, mogłyby za to lepiej zająć się chorymi. Nawet ci, którzy do tej pory zawsze popierali ich protesty, teraz na nie pomstują. Przecież ustawa tej grupie zawodowej gwarantuje podwyżki miesięcznych zarobków nawet o 1827 zł brutto. Inni mogliby im tylko pozazdrościć.

Posłuchaj: PiS centralizuje ochronę zdrowia. Dlaczego teraz?

Pielęgniarki strajkują

2 sierpnia strajk ostrzegawczy zorganizowały siostry ze Szpitala Specjalistycznego w Sanoku, na dwie godziny odeszły nawet od łóżek pacjentów. Zapowiadają kolejne protesty, jeśli sytuacja się nie zmieni. Wkurzone są zarówno siostry wykształcone najlepiej, z dyplomami magistra pielęgniarstwa, dla których nowelizacja ustawy przewiduje najwyższe podwyżki – z 5478 zł brutto do 7304 zł, a więc aż o te wspomniane 1827 zł. One tych pieniędzy nie dostaną nie tylko w Sanoku, ale w większości szpitali, bo brakuje pieniędzy NFZ. Dyrektorzy placówek nie podpiszą nowych umów gwarantujących pielęgniarkom z tytułem magistra wyższe stawki – mówią, że tych najlepiej wykształconych nie potrzebują, bo ich nie stać.

Razem z siostrami magisterkami odeszły od łóżek te z wykształceniem średnim, ale z największym doświadczeniem zawodowym, dla których podwyżki miały być najmniejsze: z 3772 do 5323 zł brutto, czyli o 1550 zł miesięcznie. Protestują przeciwko płacowej dyskryminacji, lekceważącej ich staż pracy, którego młodsze koleżanki od razu po studiach nie mają. To te starsze muszą je w praktyce przyuczać do zawodu.

Zagwarantowane w ustawie podwyżki dla wszystkich grup pielęgniarek pozostały na papierze, wszystkie siostry poczuły się wykiwane. Według strajkujących w Sanoku „z braku zabezpieczenia pieniędzy na podwyżki dyrekcja szpitala zaproponowała wszystkim, niezależnie od kwalifikacji, płace na najniższym możliwym poziomie” – informuje portal Rynekzdrowia.pl. Przy okazji podwyżek ratownikom i pielęgniarkom odebrano inne dodatki, m.in. tzw. zembalowe.

Źle dzieje się nie tylko w Sanoku. – Tutaj wybuchła iskra i jak tak dalej będzie, roznieci pożar w całym kraju, bo to, co się dzieje u nas, dzieje się w większości rejonów Polski – stwierdziła Ewelina Machnica, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Regionu Podkarpackiego.

W Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Kaliszu odwołano zabiegi, są przeprowadzane tylko te w stanie zagrożenia życia. Siostry instrumentariuszki poszły na L4.

Czytaj też: Czapka nad szpitalami. To nie o pacjentów chodzi w tej reformie

Szpitale nie dostały pieniędzy

Pieniądze na podwyżki dla zawodów medycznych miały pochodzić z nowej, wyższej wyceny świadczeń medycznych. NFZ zapewniał, że na wszystko wystarczy. Minister Adam Niedzielski mówił, że 90 proc. szpitali nie widzi problemów. Tymczasem nie wystarcza nawet na podwyżki dla medyków, a przecież przyjdą też horrendalnie wyższe rachunki za prąd, ogrzewanie, śmieci itp.

Podczas debaty zorganizowanej przez Okręgową Izbę Lekarską w Krakowie dyrektorzy szpitali małopolskich stwierdzili, że większe pieniądze, które w aneksach proponuje im NFZ, wystarczą zaledwie na jednorazową wypłatę wyższych wynagrodzeń w sierpniu. A co dalej? Będą zamykać kolejne oddziały. Jeśli nie z powodu bankructwa, to z braku personelu.

Bo nawet szpitale, którym na podwyżki płac dla zatrudnionych na etacie z trudem wystarczy, przyznają, że zabraknie dla lekarzy, pielęgniarek i ratowników na kontraktach. Dyrekcje zachęcały do przechodzenia na kontrakty, bo były dla nich tańsze. Medycy, którym ustawa nie gwarantuje podwyżek, żądają teraz wyższych kontraktów. Że taki problem powstanie, w czasie prac nad ustawą alarmowali m.in. ratownicy medyczni, także w większości pracujący na kontraktach. Ministerstwo Zdrowia słuchać nie chciało.

Władysław Perchaluk, prezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego, przyznaje, że świadczenia medyczne w aneksach do umów są nieco lepiej wycenione, ale to nie są kwoty, które pozwolą zrealizować wymogi ustawy. Szpitalowi w Tarnowie zabraknie miesięcznie tylko 200 tys. zł z 1,2 mln, jakie musi wydać na podwyżki. Ale innym placówkom powiatowym budżety na kolejne miesiące nie zepną się na milion i więcej.

Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Częstochowie przestał już przyjmować pacjentów na oddział laryngologiczny. Odsyła chorych do Katowic 100 km dalej – z powodu braków kadrowych. Lekarze i pielęgniarki pracujący na kontraktach rzucają pracę w publicznych szpitalach i coraz chętniej przechodzą do placówek prywatnych. Prywatyzacja publicznej służby zdrowia nabrała tempa, bo pacjenci wymagający leczenia mogą na nie liczyć tylko w klinikach prywatnych.

Czytaj też: Medycy w czwartej fali nie chcą się już tak poświęcać

Najbardziej w kość dostają placówki samorządowe

Najgorzej jest w szpitalach powiatowych. Według Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych w ponad połowie zrzeszonych w nim szpitali sumy proponowane przez NFZ nie pokrywają kosztów podwyżek płac zagwarantowanych w ustawie. Dlatego dyrektorzy postanowili nie podpisywać aneksów przysyłanych im z NFZ. Dramatyczna sytuacja finansowa placówek powiatowych wynika z tego, że to one wykonują najwięcej świadczeń najgorzej wycenionych – na internie, chirurgii czy położnictwie. W placówkach wysokospecjalistycznych wyceny są wyższe.

Takich szpitali jak ta miejska placówka nr 4 w Gliwicach jest w kraju wiele. Na koniec 2021 r. miała już 22 mln zł strat, ponieważ – zdaniem Ewy Weber, wiceprezydent miasta – kontrakt z NFZ wystarcza na pokrycie 80 proc. kosztów. Rocznie brakuje co najmniej 40 mln zł, miasto z własnej kasy dokłada, ile może. A może coraz mniej.

Według Rynekzdrowia.pl nowe aneksy do kontraktów, jakie dostały z NFZ m.in. szpitale w Myślenicach, Dąbrowie Tarnowskiej czy Krakowie, są takie same albo nawet niższe niż przed ustawą podwyżkową. Dyrektorzy, nie będąc w stanie zagwarantować pracownikom podwyżek, na jakie liczą, manipulują zaszeregowaniem w nowych tabelach płac. Pracownicy słusznie czują się oszukani, grożą pozwami oraz skargami do Państwowej Inspekcji Pracy.

To nie jest przypadek ani nieświadome działanie władz, ale skutek cynicznej polityki PiS. Szpitale, z których korzystamy najczęściej, bo są najbliżej, należą w większości do samorządów lokalnych, nielubianych przez władzę. Wszelkie pseudoreformy podatkowe, które wprowadził PiS, na czele z nieszczęsnym Polskim Ładem i wyodrębnieniem składki na zdrowie z PIT, miały na celu pozbawienie samorządów dochodów. PiS bierze je głodem, co musi odbić się na fatalnych usługach publicznych, bo samorządy nie mają z czego dokładać. A zamknąć szpitali też nie mogą, bo rozwścieczeni mieszkańcy wywiozą urzędników na taczkach. Długi szpitali sięgają już 20 mld zł. Będą rosły szybciej.

Czytaj też: Płaczą nad płacą. W budżetówce narasta poczucie krzywdy

Winne będą samorządy i opozycja

W kampanii przed nadchodzącymi wyborami do Sejmu i Senatu PiS bez wątpienia wskazywać będzie jako winne właśnie samorządy. Zwłaszcza te zarządzane przez opozycję. Przecież szpitale wysokospecjalistyczne, podlegające różnym ministerstwom, mają mniej dramatyczną sytuację, chociaż im też się nie przelewa. Z tego, że są przez NFZ lepiej traktowane, pacjenci nie muszą zdawać sobie sprawy.

PiS liczy, że Polacy uwierzą, iż za zapaść w publicznym lecznictwie winić trzeba samorządy i opozycję. Ale to polityka partii rządzącej przyspieszyła prywatyzację ochrony zdrowia i pogłębiła zapaść w publicznej. PiS za wszelką cenę chce utrzymać władzę, ale rządzić nie potrafi.

Czytaj też: PiS boi się rządzić. Gra naszym zdrowiem i życiem

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Mleko się rozlało? Tajemnice morderstwa w Białymstoku

Za kratami w Hajnówce od kilkunastu lat siedzi Jan Ptaszyński z Michnówki na Podlasiu. Są powody, by przypuszczać, że w jego sprawie nie wszystko jest jasne.

Arkadiusz Panasiuk
27.11.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną