Rabat na prenumeratę cyfrową Polityki

kup taniej do 50%

Subskrybuj
Rynek

Koszyki drożyzny. Szczytu wzrostu cen wciąż nie widać

Dopiero codzienne zakupy pokazują, jak galopują ceny. Dopiero codzienne zakupy pokazują, jak galopują ceny. mikdam / PantherMedia
Gdy nasze cenowe odczucia mijają się ze statystyką, warto patrzeć na tendencje. Ekonomiści nie mają co do nich wątpliwości – szczytu drożyzny ciągle nie widać. Nie można ulegać złudzeniu, że dynamika wzrostu cen zwalnia. W jesiennych miesiącach znów przyspieszy.

Ceny w lipcu 2022 r. były o 15,6 proc. wyższe niż rok wcześniej – podał GUS. Tylko w ciągu ostatniego miesiąca artykuły konsumpcyjne zdrożały o 0,5 proc. Ale w ocenie konsumentów inflacja jest o wiele wyższa. Ekonomiści tłumaczą, że każdy z nas odczuwa wzrost cen inaczej, ponieważ nasze koszyki dóbr podstawowych mocno się od siebie różnią. W koszyku inflacyjnym GUS znajdują się te towary, które kupuje nieistniejący statystyczny Kowalski.

Najczęściej chodzimy do dyskontów. Im szybciej rosną ceny, tym chętniej kupujemy w miejscach, gdzie ceny są najniższe, zwłaszcza że nasze wymagania jakościowe w czasach drożyzny zmalały. Koszyk dóbr podstawowych, kupowanych najczęściej, regularnie wylicza portal Dlahandlu.pl. Jak szacuje, tylko w ciągu ostatniego roku jego zawartość w dyskontach zdrożała od 12 do 22 proc. Zestaw tych samych artykułów najszybciej drożał w sieci Netto (22,3 proc.), wolniej w Lidlu (17,5 proc.), a najwolniej w Biedronce (12 proc.). Ale gdy z kolei swój koszyk artykułów pierwszej potrzeby, tych kupowanych w Biedronce, przeanalizował ekonomista Rafał Mundry, wyszło mu, że teraz płaci aż o 37 proc. więcej niż przed rokiem.

Czytaj też: Drożyzna ustabilizowana? Czekamy na 20 proc. na koniec roku

Bo statystyką łatwo manipulować

Jeśli od cen artykułów konsumpcyjnych odejmiemy ceny usług (z fryzjera czy kosmetyczki w czasach drożyzny zrezygnować najłatwiej), okazuje się, że inflacja cen towarów wyniosła aż 16,9 proc., a więc nieco bliżej naszych odczuć. Wzrost cen żywności najmocniej uderza w rodziny o najniższych dochodach, w ich budżetach domowych stanowi ona największy wydatek.

W koszyku inflacyjnym GUS żywność zdrożała o 15,9 proc. Dyskonty świetnie wiedzą, że statystycy uważnie śledzą ceny najtańszego pieczywa, czyli kilograma zwykłego chleba, który w różnych miejscach inaczej się nazywa (często jest to tzw. chleb baltonowski), oraz bułek kajzerek. Więc sieci, żeby dobrze wypaść, starają się, by oba te produkty drożały u nich najwolniej. Konsumenci zyskują na tym pozornie, więcej bowiem płacą za artykuły również pierwszej potrzeby, którym GUS przygląda się mniej uważnie (albo takie, które w ogóle nie trafiają do jego koszyka). Nie da się jednak ukryć, że masło w ciągu roku zdrożało aż o 48 proc., a olej słonecznikowy o 30 proc. Natomiast wszystkie rodzaje pieczywa wypiekane są z coraz mniejszej ilości mąki. Czy aby na pewno zauważyli to już statystycy?

Gdy nasze cenowe odczucia mijają się ze statystyką, warto patrzeć na tendencje. Ekonomiści nie mają co do nich wątpliwości – szczytu drożyzny ciągle nie widać. Nie można ulegać złudzeniu, że dynamika wzrostu cen zwalnia (miesiąc wcześniej GUS szacował roczną inflację na 15,5 proc.). W następnych, jesiennych miesiącach znów przyspieszy. Zdaniem Adama Antoniaka z ING Banku Śląskiego sytuacja inflacyjna w Polsce daleka jest od opanowania. Nic nie wskazuje, żeby w kolejnych miesiącach było lepiej.

Czytaj też: NBP i Glapiński coś sobie prognozują o inflacji. Hamulec się zaciął

Dobiją rachunki za mieszkanie

Koszty utrzymania mieszkania wzrosły w ostatnim roku aż o 21,8 proc. A dopiero się rozpędzają, na razie nieliczni dostali już prognozy nowych rachunków za prąd czy ogrzewanie mieszkania, szokująco wyższe nawet o 200 czy 300 proc. Koszty utrzymania mieszkania, zwłaszcza w rodzinach o najniższych dochodach, mogą się okazać wyższe nawet od rosnących kosztów żywności. Rząd mętnie zapowiada pomoc, ale posłowie wypoczywają na wakacjach, nie w głowie im ustawy. PiS wydaje się zdecydowany w jednej sprawie – dodatki osłonowe należeć się mają każdemu. Najwyraźniej chodzi wyłącznie o efekt wyborczy, żeby jak największej liczbie osób znów dosypać coraz mniej wartej gotówki. Od tego nie zrobi się nam cieplej, a relatywnie pogorszy się osobom w najtrudniejszej sytuacji.

Na razie uchwalono 3 tys. zł jednorazowego dodatku dla tych, którzy ogrzewają domy węglem. Są luźne projekty, według których opalający domy drewnem mieliby dostać 1 tys. zł, biomasą 3 tys. zł, olejem opałowym 2 tys., gazem LPG po 500 zł. Na rynek wypłyną dziesiątki miliardów złotych, które spowodują kolejną bardzo wysoką falę wzrostu cen. Bo od tych pieniędzy węgla, drewna ani tym bardziej gazu nie przybędzie.

Węgiel płynie z drugiego końca świata, ale kontrakty na dostawy gazu norweskiego ciągle nie są zawarte i według analityków raczej nie powinniśmy na nie liczyć – tego surowca zabraknie już w grudniu. PGNiG będzie musiał kupować go na giełdzie, co – jak wyliczyli autorzy raportu Greenpeace – kosztować będzie 33 mld zł tylko w czasie nadchodzącej zimy.

Jak to się odbije na inflacji? Strach pomyśleć.

Czytaj też: „Najpierw oszczędza się na jedzeniu”. Polaków strategie przetrwania

PiS nie myśli o najuboższych

PiS usiłuje pozyskać głosy licznej grupy emerytów trzynastymi i czternastymi emeryturami, liczy, że odwdzięczą się przy urnie wyborczej. Być może kalkuluje słusznie, że w ten sposób cel polityczny osiągnie, utrzyma władzę w kolejnej kadencji.

Co jednak z ludźmi, którzy ciężaru inflacji nie udźwigną, a trzynastki i czternastki gwałtownie rosnących cen im nie zrekompensują? 9,5 mln emerytów to nie jest grupa jednorodna, ich sytuacja finansowa jest bardzo różna. W najgorszej są osoby wiekowe, których partner odszedł, więc gwałtownie rosnące koszty utrzymania mieszkania spadły tylko na nie. 3 tys. zł na węgiel nie pomoże, po prostu sobie nie poradzą. Tak jak nie poprawi ich sytuacji 500 plus dla seniora, czyli obiecane pieniądze dla osób niezdolnych do samodzielnego funkcjonowania. Co one mają z tymi pieniędzmi zrobić, jeśli usługi publiczne dla starszych osób w zasadzie nie istnieją?

Najłatwiej rozdawać puste pieniądze, ale dobrobytu się społeczeństwu nimi nie zapewni. Znaleźliśmy się w sytuacji, w której słowo „dobrobyt” jest w ogóle nie na miejscu. Spora część ludzi starszych może po prostu nie być w stanie przeżyć bez pomocy nadchodzącej zimy. Ale pomoc nie może się ograniczyć do rozdawania pieniędzy. Im większa będzie inflacja, tym najsłabszym, nad którymi PiS niby z troską się pochyla, będzie trudniej.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Syntetyczni dublerzy. Czym kiedyś zastępowano paliwo, mięso, cukier...?

Paliwo, mięso, cukier – wszystko można zastąpić zamiennikami, co udowodnili chemicy w czasach kryzysów i wojen.

Andrzej Krajewski
22.11.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną