Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Puste czternastki. Dodatkowe emerytury nie doganiają cen, a będzie gorzej

Seniorzy po 65. r.ż. nie są już w stanie płacić wszystkich rachunków. Seniorzy po 65. r.ż. nie są już w stanie płacić wszystkich rachunków. kasto / PantherMedia
Seniorzy po 65. r.ż. nie są w stanie płacić wszystkich rachunków, ale rząd PiS nie szuka realnych rozwiązań, bo liczy na to, że emeryci aż do wyborów będą się cieszyć z dodatkowych pieniędzy i odwdzięczą się za nie przy urnie wyborczej.

„Trzynastki” otrzymali wszyscy emeryci bez względu na wysokość pobieranego świadczenia. Ale „czternastki” są już tylko dla najuboższych, których emerytury nie przekraczają 2,9 tys. zł brutto. Sumy wyższe są pomniejszane według zasady „złotówka za złotówkę”. Dlatego dodatkowe świadczenie w pełnej wysokości otrzyma tylko 7,7 mln osób. W tym seniorzy na wsi, których emerytury z racji kilkakrotnie mniejszych składek na KRUS są niższe niż te z ZUS. Na odzyskaniu tych głosów PiS zależy bardzo.

Emeryci z pustym koszykiem. Jedzenie drożeje w oczach

Za te 2,9 tys. zł brutto można dziś jednak włożyć do koszyka dużo mniej żywności niż jeszcze przed rokiem. Oficjalna inflacja według GUS wynosiła w lipcu 15,5 proc., ale wskaźnik ten kłóci się z odczuciami coraz większej liczby osób, emerytów także. Na jedzenie seniorzy przeznaczają największą część domowego budżetu, a ono drożeje w oczach.

Czytaj także: Koszyki drożyzny. Szczytu wzrostu cen wciąż nie widać

Z głodowych emerytur coraz trudniej się utrzymać, zwłaszcza kobietom, których świadczenia są coraz niższe. To cena, jaką płacą za możliwość wcześniejszego przejścia na emeryturę. Pół biedy, kiedy zdrowie pozwala jeszcze dorobić, z wiekiem jednak sytuacja staje się coraz gorsza. Zwłaszcza gdy w gospodarstwie, do niedawna dwuosobowym, ciężar utrzymania domu spada już tylko na jedną osobę. Najbardziej bezbronnych państwo pozostawia samym sobie, na pomoc systemu opieki liczyć nie mogą.

Emeryci w zimnych mieszkaniach

Nie ma jeszcze aktualnych wyników badań budżetów domowych, ale wiadomo, że koszty utrzymania mieszkania już wzrosły bardzo, a jesienią okażą się jeszcze wyższe. W lipcu za opał płaciliśmy ponad 30 proc. więcej niż przed rokiem, a osoby używające gazu dostawały rachunki o prawie 45 proc. wyższe. Latem był potrzebny tylko do gotowania i ewentualnie ogrzewania wody. Co będzie, gdy przyjdą rachunki za ogrzewanie mieszkania gazem?

Z węglem wcale nie jest lepiej, to obecnie najdroższa forma ogrzewania. W dodatku go brakuje, a jeśli w jakimś składzie się pojawia, jest trzykrotnie droższy niż rok temu. Dlatego lokalne ciepłownie, które do tej pory ogrzewały domy w najuboższych miejscowościach, np. na terenach popegeerowskich, po prostu się zamykają. Ich właściciele wiedzą, że za ogrzewanie mieszkań po nowych cenach nikt nie będzie w stanie im zapłacić, więc wolą się na węgiel nie zapożyczać. Oni też na państwo liczyć nie mogą. Mieszkańcy popegeerowskich osiedli będą marznąć, a przy większych mrozach – wręcz zamarzać. Najbogatsi kupią „kozy”, w których będą palić śmieciami. Lekarze straszą badaniami, które pokazują, że wraz ze smogiem alarmująco rośnie śmiertelność.

Czytaj także: Dopłaty do węgla. PiS walczy o stołki

W ubiegłym roku, jeszcze przy starych, już nieaktualnych cenach ogrzewania i energii elektrycznej, zaczęto mówić o zjawisku ubóstwa energetycznego. Już wtedy 1,3 mln gospodarstw domowych w naszym kraju nie było w stanie zapłacić rachunków za energię, ciepłą wodę i ogrzewanie domu. Tej zimy ta liczba wzrośnie, na razie tylko nie wiemy, czy dwukrotnie, czy trzykrotnie. Rząd jednak sprawia wrażenie, że kalkulacje wyborcze są dla niego ważniejsze niż los ubogich energetycznie. Woli rozdać „czternastki” kilku milionom osób, niż podzielić te ponad 11 mld zł między najbiedniejszych. Część z nich pewnie w ogóle nie chodzi na wybory.

Emeryci bez leków i lekarzy

Trzecią pozycję domowych budżetów seniorów stanowią wydatki na leki. Z badań BIG Info Monitor wynika, że drożyzna grozi aż 61 proc. emerytów, którym może zabraknąć na lekarstwa. Zapaść systemu publicznej ochrony zdrowia powoduje konieczność prywatnych wizyt, bo „na NFZ” trudno się dostać. Zwłaszcza do specjalisty. Do coraz większej części seniorów zaczyna docierać, że drożyzna pozbawia ich o wiele większej części pieniędzy, niż dostają od rządzących w ramach tzw. dodatkowych emerytur. Że lepiej byłoby żyć w kraju, w którym na wizytę do kardiologa w publicznej przychodni nie trzeba czekać latami lub płacić z własnej kieszeni za leczenie. Lepiej mieć szansę na wizytę u lekarza niż puste pieniądze w kieszeni. Lub dawać wnukom na prywatne korepetycje, bo pomiatający nauczycielami rząd spowodował spadek jakości publicznej edukacji. Że – krótko mówiąc – w dobrze rządzonym państwie nie są najważniejsze puste pieniądze, ale sprawne usługi publiczne.

Czytaj także: Szpitale dla władzy, nie dla pacjentów. PiS ma superplan

Zwłaszcza że tych coraz mniej wartych pieniędzy i tak brakuje. Dlatego seniorzy, którzy do tej pory byli grupą najsolidniej spłacającą pożyczki i rachunki, coraz szybciej pogrążają się w długach. Mają ich już za ponad 10,4 mld zł, a i tak wciąż rosną. Młodsi mają szansę dorobić, starsi i schorowani pozostają bezradni. Minister rodziny Marzena Maląg nazywa „13” i „14” międzypokoleniową solidarnością, podczas gdy tak naprawdę jest to tylko wielkie oszustwo.

Czytaj także: Chrust plus i wracamy do PRL. Czym będziemy grzać?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Mleko się rozlało? Tajemnice morderstwa w Białymstoku

Za kratami w Hajnówce od kilkunastu lat siedzi Jan Ptaszyński z Michnówki na Podlasiu. Są powody, by przypuszczać, że w jego sprawie nie wszystko jest jasne.

Arkadiusz Panasiuk
27.11.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną