Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Amunicja Rady Polityki Pieniężnej się wyczerpuje. Zostają już tylko drastyczne rozwiązania

Amunicja RPP się wyczerpuje. Po ostatnich podwyżkach stóp zostają już tylko drastyczne rozwiązania

Cykl podwyżek stóp procentowych zapewne się kończy, ale wcale nie z powodu spadającej inflacji. Cykl podwyżek stóp procentowych zapewne się kończy, ale wcale nie z powodu spadającej inflacji. bashta / PantherMedia
Cykl podwyżek stóp procentowych zapewne się kończy, ale wcale nie z powodu spadającej inflacji. Ta nie przestaje rosnąć.

Po wakacyjnej przerwie zgodnie z oczekiwaniami większości ekonomistów i zapowiedziami prezesa NBP Rada Polityki Pieniężnej podwyższyła stopy o 25 pkt. Oznacza to, że stopa referencyjna doszła do poziomu 6,75 proc. Taki krok ma znaczenie głównie symboliczne: chodzi o to, żeby wesprzeć złotego i podkreślić reakcję na coraz wyższą inflację, a równocześnie jeszcze w małym stopniu pogorszyć los kredytobiorców. Ich czeka kolejna, ale tym razem niewielka podwyżka rat. Rada wysyła też sygnał zwiastujący koniec długiego i bolesnego cyklu podwyżek stóp. Przestały one rosnąć np. u Czechów, choć dalej są podwyższane u Węgrów, a inflacja w tych krajach jest porównywalna z polską. Jeśli czeka nas jeszcze jedna podwyżka o 25 pkt, polskie stopy zrównają się z czeskimi i pewnie na tym poziomie pozostaną przez kolejnych kilka miesięcy.

Czytaj także: Rabuś przyszedł po pieniądze. Inni też walczą z inflacją

Inflacja wysoka, złoty słaby, PKB w dół

Rada Polityki Pieniężnej jest w sytuacji bardzo trudnej. Z jednej strony inflacja nie tylko nie spada, wbrew wielu wcześniejszym prognozom, ale wciąż rośnie. Coraz bardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz, w którym roczna stopa wzrostu cen przekroczy pod koniec tego roku albo na początku następnego 20 proc. Różnica między główną (referencyjną) stopą procentową a inflacją dochodzi do 10 proc. Równocześnie słaby jest złoty – to wszystko argumenty za dalszym wyraźnym wzrostem stóp. Tym bardziej że bezrobocie pozostaje niewielkie, a dotychczasowe zacieśnianie polityki pieniężnej przyniosło chociaż jeden pozytywny skutek. Przestały rosnąć ceny nieruchomości, a w niektórych miastach pojawiły się nawet niewielkie spadki.

Jednak równocześnie nasz Produkt Krajowy Brutto mocno (o ponad 2 proc.) spadł w drugim kwartale i prawdopodobnie skurczy się też w trzecim. Wśród przedsiębiorców nastroje są bardzo złe, a konsumenci ostrożnie wydają pieniądze, mierząc się z odczuwalną na każdym kroku drożyzną. Do tego nie można w nieskończoność podnosić stóp, bo nie wytrzymają tego kredytobiorcy. Zwłaszcza firmy, które przecież z wakacji kredytowych korzystać nie mogą. Oznacza to, że prosty potencjał Rady Polityki Pieniężnej w walce z inflacją w zasadzie się wyczerpał. Pozostały rozwiązania drastyczne, mające bardzo poważne skutki uboczne. Być może trzeba będzie po nie sięgnąć, ale jeszcze nie teraz.

Inflacja – efekt drugiej rundy

Jedno jest pewne: mimo zaklinania rzeczywistości przez polityków PiS i sprzymierzonego z nimi prezesa banku centralnego wysoka inflacja jest zjawiskiem długotrwałym. Nie wynika bowiem dzisiaj z jednego ani nawet z kilku czynników. Przeszła do stadium, które ekonomiści nazywają efektem drugiej rundy. Przy niskim bezrobociu większość firm spełnia przynajmniej częściowo żądania płacowe pracowników, a szybko rosnące koszty przerzuca natychmiast na kontrahentów i konsumentów.

Co w takiej sytuacji może pomóc? Przede wszystkim jasna i długofalowa strategia energetyczna, na którą czekamy od rządu. Niestety, bez efektu. Na razie mamy przypadkowe rozrzucanie pieniędzy (jak dodatek węglowy dla każdego, kto stwierdzi, że ogrzewa się węglem) i ogromny chaos, którego symbolem było nagłe wstrzymanie produkcji nawozów przez spółki pod kontrolą Skarbu Państwa.

Potrzebna reakcja państwa

Tymczasem trzeba jasno powiedzieć nie tylko gospodarstwom domowym, ale przede wszystkim przedsiębiorcom (i dużym, i małym), na jakie rządowe gwarancje w 2023 r. mogą liczyć. Innymi słowy, o ile i dla kogo wzrosną ceny surowców energetycznych, a jaki ciężar będzie w stanie na siebie wziąć państwo. Bo co do tego, że musi poważniej niż dotąd interweniować, nie ma żadnych wątpliwości.

Nie znaczy to, że pokryje całą eksplozję cenową, ale nie może też bezczynnie patrzeć na to, co robią państwowe koncerny energetyczne. Bez zdecydowanego podejścia nie ma co liczyć na powstrzymanie inflacji, bo przestraszone bieżącymi i potencjalnymi podwyżkami cen prądu, gazu i paliw firmy w panice podnoszą ceny, byle tylko nie stracić płynności finansowej. W takiej sytuacji Rada Polityki Pieniężnej okazuje się zupełnie bezradna. Zwłaszcza że rząd pracowicie niweluje wszystkie skutki jej działań, cały czas zwiększając swoje wydatki.

Czytaj także: PiS chwali się budżetem na 2023 r. Znowu będzie jazda bez trzymanki

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Kim pan jest, panie W.? Skąd się wziął i na czym dorobił cichy bohater afery taśmowej

Cała Polska usłyszała o zeznaniach Marcina W. Najpierw, że Marek Falenta sprzedał Rosjanom słynne „taśmy prawdy”; potem, że Michał Tusk przyjął 600 tys. euro łapówki. Ale równie ciekawe jak zeznania są biznesy Marcina W. I jego związki z CBA.

Marek Czarkowski
05.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną